Rozdziały specjalne x3

Rozdział na Dzień Kobiet XD

Obudziłam się o siódmej. Poleżałam pół godziny, aż zgłodniałam. Wstałam i poszłam sobie zrobić kanapki z szynką i serem. W drodze do salonu spojrzałam na kalendarz.
- Dzisiaj Dzień Kobiet - mruknęłam do siebie i uśmiechnęłam pod nosem. Poszłam tam gdzie miałam iść i siadłam przy komputerze, weszłam na bloga, jakieś mojej starej znajomej, na którego nie wchodziłam od pół roku - czyli od początku szkoły. Zauważyłam tam oczywiście posta o Dniu Kobiet, uśmiechnęłam się, gdy go zobaczyłam. Umówiłyśmy się, że wejdę w Dzień Kobiet na niego, bo ona wie, że nie będę mieć wcześniej czasu. Dzięki temu postowi, postanowiłam wyjść na miasto, ale przed tym dać jeść Yuki, która dała o sobie wspominać. Wyłączyłam blog, wzięłam talerzyk i wróciłam do kuchni. Nasypałam karmy do miski Yuki i poszłam do pokoju. Otworzyłam szafę i oczywiście pełno czarnych ubrań, dawno nie wybierałam czegoś dłużej niż 5 minut.
"Matko, ja tu mam sukienkę? Od kiedy?" - Pomyślałam, kiedy patrzyłam na czarną sukienkę z czarwonym napisem "Zabiję cię".
"Już pamiętam. Kupiłam ją w zeszłym roku" - uśmiechnęłam się i położyłam ją na łóżku. Z powodu, że to sukienka, trampki do niej pasować nie będą. Przeszukałam szafę i znalazłam baletki do niej, teraz pozostała mi jakaś kurtka, albo coś, bo w samej kiece nie będę paratować. Kiedy miałam wziąć się za szukanie kurtki, ktoś zazdzwonił do drzwi. Poszłam z niechęcią do drzwi i je otworzyłam.
- Hej, Roza.
- Rose, dzisiaj idziemy na miasto!
- Miałam taki zamiar.
- Wybierasz sobie coś? - Spytała ze zdziwieniem.
- Tak, wchodź.
- Idę to zobaczyć!
- Nie - zatrzymałam ją przed drzwiami do mojego pokoju.
- Czemu?
- Zobaczysz, jak już to ubiorę.
- Dobra, będę w salonie, oglądać telewizję.
- Ok - weszłam do pokoju i szukałam kurtki. Znalazłam do połowy pleców, z długim rękawkiem, bez rzadnych napisów i dodatków. Poszłam z tym do łazienki, umyłam się oraz zęby, uczesałam włosy i ubrałam. Gotowa wyszłam do Rozy, żeby mnie oceniła, ale i tak nic nie zmienię.
- Roza.
- Już paczę - powiedziała obracjąc się w moją stronę.
- I jak? - Spytałam kiedy zobaczyłam jej oczy.
- Świetnie, tylko ten napis... Przeraża mnie.
- I tak ma być. To nasze święto, więc spadaj.
- Dobra, dobra. Idę do łazienki.
- Spoko - poszłam na kanapę i oglądałam kreskówki. Po pół godzinie, wyszła Roza i oznajmiła, że możemy iść.
- Gdzie idziemy?
- Poszwędać się po mieście.
- Dobra, a potem do parku, bo idę z Yuki.
- Ok - powiedziała Roza i poszła ubrać buty. Ja jeszcze wzięłam smycz i przypięłam ją do obroży Yuki. Poszłam ubrać buty i razem z Rozą wyszłyśmy. Po drodze, zaczęłyśmy się śmiać, z tego, że Roza podejrzewała mnie na początku o siedzenie w więzieniu. Od razu, jak wyszłyśmy z budynku, wszyscy przechodnie patrzyli się na napis, na mojej sukience, a ja na nich patrzyłam i się uśmiechałam, oni także. Najpierw trafiłyśmy do jakieś zatłoczonego miejsca, z którego Yuki chciała uciec. Potem szłyśmy prosto, w lewo, w prwo, w lewo, potem znowu w prawo.
- Roza, gdzie my idziemy?
- Już się zbliżamy - przwróciłam oczami i po 10 minutach znalazłyśmy się gdzieś na rzeką.
- To tu?
- Tak, chciałam ci to pokazać.
- Nikt nie wie o tym miejscu, no, teraz prawie nikt - uśmiechnęłam się. Puściłam Yuki, żeby się wybiegała.
- Potem jeszcze się nabiega.
- Ha?
- Jak pójdziemy do parku, to spotka swoich znajomych.
- Szybko znalazła psy z którymi się bawi?
- Za pierwszym razem - uśmiechnęłam się. Przeszłyśmy się trochę, a Yuki prawie nas zepchnęła do wody, znaczy Roze, bo ja ją musiałam złapać. Jak wylądowałyśmy na trawie, zaczęłam się z nas śmiać. Potem koło mnie przebieg mi znajomy pies.
- Nikt o tym nie wie?
- Nikt, nie znam tego psa.
- A ja tak - wstałam i poszłam w stronę skąd przyszłyśmy. Zobaczyłam tam nikogo innego, jak Jacka. Uśmiechnęłam się, a on się zdziwił.
- Szanowny pan Jack, chodzi sam po lesie?
- A szanowna panienka Rose?
- A ja jestem z przyjaciółką.
- A to w takim razie zwracam honor.
- Chodź, przedstawię was - uśmiechnęłam się i pokazałam, że ma iść za mną. Doszliśmy do Rozy i powiedziałam:
- Roza to Jack, Jack to Roza - uśmiechnęłam się, a oni podali sobie dłonie.
- Tak właściwie to od kiedy chodzisz w sukienkach?
- Od nigdy, teraz jakoś, bo Dzień Kobiet - uśmiechnęłam się. On tylko przwrócił oczami. Popatrzyłam na psy, zauważyłam coś znajomego.
- Co się tak, szanowna panienka patrzy na psy?
- Znam twojego psa.
- Hę? - Odezwała się Roza.
- Widziałam wcześniej, jak się z nim bawi. Znaczy, że już wcześniej mnie widziałeś i znałeś, mojego psa! - Popatrzyłam na niego morderczo.
- Hehe, no może.
- Kolego, ty nie wiesz z kim zadarłeś - powiedziała Roza, a ja się uśmiechnęłam. On popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- A co mi zrobi szanowna panienka Rose?
- A na co liczy szanowny pan Jack? Na listość?
- Nie, wręcz przeciwnie - podeszłam do niego i okrążyłam kilka razy. W końcu zatrzymałam się za nim, bo widziałam, że jesteśmy dość blisko wody. Popchnęłam go w jej stronę, a on nie zdążył zareagować. Usiadłam na trawie i patrzyłam jak się wynurza. Popatrzył na mnie takim samym wzrokiem, jak ja na niego - bardzo morderczym.
- I co? Myślisz, że jak dziewczyna jest w sukience, to się nie zemści za kłamstwo?
- Nie, ale nie sądziłem, że się do tego posuniesz - powiedział, gdy wychodził. Roza się z nas śmiała, bo ją widziałam.
- A ty co się śmiejesz? Chcesz wyglądać jak on? - Uśmiechnęłam się.
- Nie - powiedziała kiedy się trochę uspokoiła. Popatrzyłam na Jack'a, który siedział przede mną.
- Co się paczysz?
- Po to mam oczy.
- Nie, oczy masz poto, żeby je podbić - uśmiechnęłam się szatańsko.
- No, chyba ty.
- Ej, słuchajcie idziemy do tego parku? Bo mnie zabiją w domu, jak za godzinę nie przyjdę.
- Leo i Lysio? Poważnie?
- Nie znasz ich, tak dobrze jak ja.
- I chyba nie chcę. Dobra chodźmy - wstałam i popatrzyłam na Jack'a.
- Idziesz? - Uprzedziła mnie Roza, walne jej.
- Dobra.
- Yuki! - Zawołałam ją.
- Rasty! (Czyt. Rasti)
- A takiego imienia jeszcze nie słyszałam.
- To teraz już tak - uśmiechnął się do mnie Jack. Przypięłam smycz do obroży Yuki i poszłyśmy do parku.
- Na skróty?
- Ha? - Spytali oboje.
- Ponoć tu jeszcze nie byłaś - powiedziała Roza.
- A tam co jest? - Pokazałam na ścieszkę i uśmiechnęłam się. Oni sie na siebie popatrzyli, a potem na mnie.
- To ja tu byłam tyle razy i tego nie widziałam!
- Ja też.
- Dobra, ja tam idę - pomachałam im na pożegnanie, bo stali jak wryci. Po chwili krzyknęłam:
- DOZOBACZENIA W PARKU ZA DWIE GODZINY! - Krzyknęłam na tyle głośno, że się obudzili i poszli w moją stronę, a ja stanęłam na chwilę i czekałam na nich. Trochę zajęło im przyjście do mnie, ale po 15 minutach doszli.
- Co tak długo? - Uśmiechnęłam się.
- To teraz biegniemy? - Popatrzył na mnie szatańsko.
- Dobra, Roza ścigasz się?
- Nie, dzięki, przejdę się - zaznaczyłam linię startu i Jack ustawił się do startu, ja nie, bo miałam sukienkę.
- 3...
- 2...
- 1...
- START! - Krzyknęliśmy oboje i pobiegliśmy. Po drodze się śmialiśmy i przepychliśmy. Kilka metrów przed parkiem zatrzymaliśmy się.
- Wygrałam - uśmiechnęłam się zdyszana.
- Nie prawda!
- Prawda, ej chwila gdzie nasze psy?! - Rozejrzałam się do okoła. Potem przybiegły do nas, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Idziemy? - Spytałam.
- Dobra, a co z Rozą?
- Przyjdzie, poza tym musi i tak zaraz wracać - akurat wtedy pojawiła się Roza. Uśmiechnęłam się do niej, a ona mi dała znak, że musi iść.
- Mówiłam? - Popatrzyłam na Jack'a.
- Co mu mówiłaś?
- Że zaraz i tak będziesz musiała iść - powiedział za mnie Jack, a ja się do niej uśmiechnęłam.
- Dobra, cześć, dozobaczenia! - Przytuliłyśmy się i pożegnałyśmy. Popatrzyłam na Jack'a, że możemy iść. Zaraz przy wejściu zobaczyłam Kastiela i Debrę, ale nie ruszyło mnie to, udawałam, że ich nie widzę.
- Co się stało? Znasz go? - Wskazał na Kastiela, chyba widział moje oczy.
- Nie... Nie znam - uśmiechnęłam się.
- Ty coś przede mną ukrywasz - powiedział podejrzliwie.
- Nic nie ukrywam! - Uśmiechnęłam się. Poszłam do fontanny i usiadłam na niej. Popatrzyłam jak Jack się guzdrze. Przewróciłam oczami i się uśmiechnęłam. Zobaczyłam, że Kas mnie zauważył, ale ja odwróciłam wzrok, a potem przyszedł Jack.
- Co tak długo?
- Nigdzie mi się nie śpieszy, a tym bardziej żeby usiąść.
- Ty leniu - pokazałam mu język.
- Nie jestem leniem, po prostu, wolałem, sobie przejść wolniej.
- Leń.
- Sama jesteś leń. Która godzina?
- W pół do szóstej - zrobiłam wielkie oczy. Zaczęłam się zbierać i popatrzyłam na Jack'a, że ja wracam. On popatrzył na mnie tak samo i też zaczął się zbierać. Kastiela już na szczęście nie było i mnie nie zaczepił. Czyżby jeden i drugi nie zagadają do mnie, gdy mnie widzą z przeciwnikiem? No cóż.
- Odprowadzić cię? - Uśmiechnął się, mieszkamy naprzeciwko siebie i chce mnie odprowdzić?
- Ok, chodź. YUKI!
- Rasty! - Poszliśmy do budynku. Na pożegnanie... Pocałowaliśmy się. trwało to może 10 sekund. Potem on przestał i wrócił do mieszkania, a ja także. Poszłam się umyć i przebrać, a potem poszłam spać, bo byłam zmęczona.

Koniec C: Chciałabym jeszcze powiedzieć, że rozdziały specjalne nie mają nic wspólnego z ogólnie całą książką C:

Możemy założyć, że mniej-więcej tak wyglądał pocałunek tylko mają inne włosy? XD I tło inne XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz