Nazywam się Rose, mam 16 lat, jestem jedynaczką i sierotą, mieszkam sama. Jestem ciemną blondynką o niebieskich oczach, bladej cerze, jasno-czerwonych ustach, oraz jestem szczupła - nie wyglądam jak patyk i nie jestem gruba. Mam na sobie czarną bluzkę z zieolnym napisem "Po co być normalnym?" i czarne spodnie, oraz czarne buty. Dzięki cioci mam jedzenie i płacę za czynsz, ponieważ daje mi pracę oraz czasem pieniądze jeśli mi zabraknie. Pracuję rano, ponieważ wieczorem robi się straszna mgła, przez którą nic nie widać. Dlatego, wszyscy chodzą rano do pracy a wieczorem siedzą w domach i oglądają telewizję, ale od jutra wszystkie dzieci pójdą do szkoły, więc muszę pracować w weekendy. Będę chodzić do szkoły "Słodki Amoris", ale tam jest 3,5 kilometra stąd. Przeprowadzę się i wtedy będę skazana na to żebym tam znalazła pracę, nie będę mogła liczyć na ciocię. Może poznam kogoś kto mi pomoże? Dawno nie mogłam liczyć na nikogo innego niż na nią.
- Rose, zaraz masz autobus - powiedziała moja ciocia cichym i miłym głosie.
- Już idę, podwieziesz mnie? Spóźnię się, a z walizką nie będę przecież biegła.
- Dobrze, chodź.
- Tylko wezmę walizkę, komórkę i bilet.
- Czekam w samochodzie.
Spod łóżka wzięłam walizkę, z szuflady bilet, a z łóżka komórkę i wyszłam. Zamknęłam mieszkanie na klucz i schowałam do kieszeni. Poinformowałam wcześniej właścicielkę kamienicy, że wyjeżdżam i tylko moja ciocia będzie tu zaglądać. Samochód cioci stał przed kamienicą, ale i tak musiałam się trochę przejść. Weszłam do samochodu i powiedziałam:
- Możemy jechać - mówiąc to zapięłam pasy.
- Rose, będziesz mnie czasem odwiedzać?
- Oczywiście ciociu, przecież dzięki tobie w ogóle jeszcze żyję... - obejrzałam się na kamienicę, a ciocia przekręciła klucz i samochód zapalił. Ciocia postanowiła, że mnie podwiezie aż do bloku, gdzie miałam zamieszkać pod pretekstem, że "musi jeszcze zatankować samochód". Ale chyba po prostu nie chciała się ze mną tak szybko rozstać. Jechałyśmy tak 4-5 godzin. Kiedy dojechałyśmy pożegnałam się z ciocią i ją przytuliłam, łza mi się w oku zakręciła, ale się nie popłakałam.
- Pa, ciociu dozobaczenia za kilka tyodni.
- Pa, Rose.
Wyszłam i jeszcze pomachałam cioci na pożegnanie, a ona już pojechała. Potem poszłam szukać ulicy i bloku, na którym będę mieszkać, ruszyłam w stronę parku, zbliżała się noc. Wiedziałam, że zaraz będzie ta gęsta mgła, ale nagle zobaczyłam niebiesko włosego chłopaka. Podeszłam do niego.
- Hej...
- Cześć. Jesteś nowa?
- Tak. Szukam ulicy Gendrona 34, wiesz gdzie to jest?
- Tak, wiem. Pokażę Ci, bo mam po drodze, a zaraz będzie ta gęsta mgła.
- Wiem, to chodź.
Szybko poszliśmy, ponieważ pora mgły była coraz bliżej, w sekundę się pojawia. Przy okazji się trochę poznaliśmy.
- Heh, zabawne, że mamy te same zainteresowania.
- Tak, nawet bardzo - uśmiechnął się - No to tutaj. Dozobaczenia jutro w szole!
- Dozobaczenia - szybko weszłam do środka i poszłam szukać właścicielki. Kiedy ją znalazłam, szybko wszystko załatwiłam i poszłam do mieszkania. Mieszkanie znajdowało się na 2 piętrze. Jak otworzyłam drzwi, aż mnie zatkało z wrażenia, poszłam wszystko oglądać, gdy zaś skończyłam, poszłam się myć i spać.
Rozdział 2
Obudziłam się rano i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam się w ciemna bluzkę z długim rękawkiem i różą, spodnie moro i czarne buty. Zostało mi jeszcze pół godziny do wyjścia, więc się trochę rozpakowałam. Po upłynie czasu wyszłam i zamknęłam mieszkanie na klucz. Włożyłam ręce do kieszeni tak, że tylko kciuki mi wystawały. Szłam szybkim krokiem, przez park i podziwiałam widoki. Zobaczyłam chłopaka z wczoraj - Alexy'ego. Nie podeszłam ani go nie zawołałam, chciałam po prostu przejść, ale się nie udało...
- ROSE!
Stanęłam i odwórciłam się.
- Alexy! - Powiedziałam od niechcenia.
- Idziesz do szkoły?
- Tak, bo się muszę zapisać...
- Ach, no tak. Chodź zaprowadzę cię.
"Błagam nie... Zabiję cię po drodze" - pomyślałam sobie. Przymusiłam się i z nim poszłam, ale chciałam od niego uciec jak najdalej. Rozmawialiśmy głównie o zakupach, ale jak na niego patrzyłam, kiedy miałam się śmiać, wyobrażałam o sobie na stosie, bo go wzięli za czarownicę w męskiej wersji. Kiedy doszliśmy, powiedział mi jak dojść do pokoju gospodarzy, a ja prawie biegłam do szkoły. Na powitanie zobaczyłam dyrektorkę.
- Och, witaj, młoda damo.
- Dzień dobry.
- Ty zapewne jesteś Rose. Idź do pokoju gospodarzy, Nataniel przejrzy twoje dokumenty.
- Dobrze.
"Nataniel? A ten to kto? Eh... Alexy mi o nim nie powiedział" - pomyślałam kiedy pukałam do pokoju gospodarzy.
- Halo? - Weszłam niepewnie.
- Ah, witaj.
- Cześć, szukam niejakiego Nataniela, to pewnie ty, co? - Powiedziałam tak miło, jak moja ciocia.
- Heh, tak. Mam przejrzeć twoje dokumenty?
- No, tak - podałam mu dokumenty.
- Hm... wszystko w porządku.
- To dobrze. Ja pójdę zanieść to dyrektorce i pozwiedzam trochę szkołę.
- Dozobacznia.
- Tak, dozobaczenia.
Wyszłam i zobaczyłam od razu dyrektorkę. Podeszłam i powiedziałam:
- Z moimi dokumentami wszystko w porządku.
- To witamy w szkole "Słodki Amoris", Rose, możesz iść już do domu.
- Dobrze.
Poszłam na dziedziniec, a tam stał czerwonowłosy chłopak ze swoim owczarkiem francuskim. Jako, że to była jedyna droga do mojego domu musiałam przejść koło niego, ale pies mu się zerwał i mnie przewrócił. Podniosłam i otrzepałam się a potem popatrzyłam wrogo na tego chłopaka.
- Przyrzekam, że jeśli twój pies jeszcze raz mnie przewróci, osobiście go uduszę.
- Ta, jasne, bo się da, takiej dziewczynce jak ty.
- Jak ma takiego pana, to się nie dziwię, że ci ucieka.
- Pff... Jestem Kastiel.
- Rose, a teraz żegnam.
Odwróciłam się i odeszłam. Miałam zamiar zabić psa jak i właściciela. Wracałam przez park, mając nadzieję, że nie spotkam Alexy'ego, ale niestety.
- Rose!
- Alexy! - Uśmiechnęłam się, ponieważ wyobraziłam go sobie palącego na stosie a obok Kastiela i jego psa.
- Czemu cię dyrektorka tak długo przetrzymała?
- Pies mnie przewrócił.
- Kastiela?
- Heh, tak.
Pogadaliśmy sobie i poszliśmy do domów. Ja siadłam na kanapie i zaczęłam oglądać telewizję, kiedy zjawiła się mgła podeszłam do okna żeby zobaczyć jak to wygląda. Przypomniały mi się lata, gdy byłam mała, też podchodziałam do okna i patrzyłam jak to wygląda na zewnątrz. Siedziałam tak do 22.00, potem poszłam się myć i spać.
Rozdział 3
"Dzisiaj sobota... Dzień którego szczerze nienawidzę... Tego dnia zgineli moi rodzice, jechali po zakupy...
Ale dość tych zmartwień, umówiłam się z Alexy'm. Idziemy do sklepu, na szczęście z Arminem, nie będę sama z tym zakupoholikiem." - myślałam kiedy patrzyłam przez okno, potem poszłam sobie zrobić kanapkę z nutellą. Potem usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam.
- Hej, Armin.
- Hej, Alexy się rozchorował.
- To takie przykre - powiedziałam ze smutkiem pod którym ukrywała się radość.
- Kazał mi cię zabrać na zakupy...
- Sama sobie poradzę. A dzisiaj nie mam nastroju do wychodzenia z mieszkania, jakbyś mógł sobie pójść...
- Ta, tylko to nie jest takie proste...
- Dobra, zostań tu na kilka godzin, a potem wróć do domu.
- Dzięki, życie mi ratujesz - uśmiechnął się.
Wszedł do mojego mieszkania i usiadł na kanapie.
- Chcesz może kanapkę?
- Nie dzięki, jadłem już.
- Dobra, spoko.
- A... czemu nie masz...
- Nastroju do wyjścia? - Spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Tak...
- W sobotę zginęli moi rodzice... Może inni lubią sobotę, ale ja szczerze nienawidzę.
- Uznajmy, że o nic nie pytałem...
I tak sobie gadaliśmy, po dwóch godzinach zadzwonił brat Armina. Powiedział, że umiera i ma wrócić do domu, więc ja zostałam sama. Uznałam, że jednak wyjdę, bo nie mam co robić sama w mieszkaniu. Wzięłam stary koc i wyszłam. Poszłam do parku. Szłam pół godziny i pierwsze co zrobiłam to szukałam sobie miejsca. Kiedy usiadłam od razu przed oczami przebiegł mi pies Kastiela.
"Jezu, znowu ten koleś" - pomyślałam w pierwszej chwili. A potem go zobaczyłam.
- Znowu pies ci uciekł? - Uśmiechnęłam się złowieszczo.
- Którędy pobiegł? - Pokazał swoją pięść jakby to na mnie wrażenie miało zrobić.
- Przebiegł właśnie za tobą.
Odwrócił się i pobiegł, przynajmniej miałam spokój, dopóki ten pies na mnie nie wpadł.
- ^&%(! Pilnuj swojego psa! - Potem mnie uderzył, więc ja go kopłam w słaby punkt (każdy wie chyba gdzie to jest XD)
- Masz za swoje - wzięłam koc i poszłam, a on jęczał z bólu. Kiedy wróciłam, włączyłam telewizję i oglądałam do dwudziestej drugiej, a potem umyłam się i poszłam spać.
*OGŁOSZENIE*
Sorry, za tak krótki rozdział - brak weny. XD CZEKAM NA OPINIE, OD CIEBIE JULCIU ZWŁASZCZA :3
Rozdział 4
Niedzielę spędziłam na odrabianiu zadań domowych, spaniu, jedzeniu i siedzeniu przed komputerem, więc nie ma co opisywać.
W poniedziałek miałam na 8:00 do 16:00, ale nie poszłam, bo źle się czułam. Kiedy się obudziłam poszłam zrobić sobie śniadanie i poszukać ogłoszeń dotyczących pracy w internecie. Szukałam kilka godzin, aż w końcu znalazłam idealną pracę, jako psycholog. Miałam doświadczenie, ponieważ sama do niego chodziłam, ale sama uporałam się z problemem, ponieważ on mówił tylko o swoich kłopotach. Zadzwoniłam i umówiłam się na jutro, nie miało to dla mnie znaczenia, ponieważ i tak na lekcjach nic byśmy nie robili. Większość by rysowała, a inni by rzucali kartkami (np. Kastiel), łazili po klasie, rysowaliby po tablicy, dorosywowali by nauczycielom wąsy i bródki. Praktycznie dla nauczycieli to tydzień szkolny zaczynał się od środy, a poniedziałek i wtorek to dni odsypiania imprez. Potem nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Był to... KASTIEL.
- Czego tu? - Spytałam z chęcią zabicia go patelnią.
- Eh... przeszedłem przeprosić za psa.
- Przeprosiny przyjęte, żenam - chciałam zatrzasnąć przed nim drzwi, ale je zatrzymał.
- Czemu nie było cię w szkole?
- Źle się czuję, nie widzisz, że jestem w piżamie?
- Widzę... Ślepy nie jestem...
- Jeszcze coś?
- Armin i Alexy o ciebie pytali.
- Sami przyjść nie mogli? - Spytałam podejrzliwie.
- Tylko ja chodzę na wagary, a oni się z lekcji nie urywają.
- Nie dziwię się... Żegnam, chcę zostać sama - zatrzsnęłam drzwi, a on poszedł. Zdziwiłabym się gdyby ten typek nie urywał się z jakiśkolwiek lekcji... Od razu wydał mi się taki jakiś... arogancki i wredny. Ale tak czy siak, chodzę z nim do klasy. Resztę dnia spędziłam na siedzeniu w domu i ubolewaniu nad sobą.
Rozdział 4
Niedzielę spędziłam na odrabianiu zadań domowych, spaniu, jedzeniu i siedzeniu przed komputerem, więc nie ma co opisywać.
W poniedziałek miałam na 8:00 do 16:00, ale nie poszłam, bo źle się czułam. Kiedy się obudziłam poszłam zrobić sobie śniadanie i poszukać ogłoszeń dotyczących pracy w internecie. Szukałam kilka godzin, aż w końcu znalazłam idealną pracę, jako psycholog. Miałam doświadczenie, ponieważ sama do niego chodziłam, ale sama uporałam się z problemem, ponieważ on mówił tylko o swoich kłopotach. Zadzwoniłam i umówiłam się na jutro, nie miało to dla mnie znaczenia, ponieważ i tak na lekcjach nic byśmy nie robili. Większość by rysowała, a inni by rzucali kartkami (np. Kastiel), łazili po klasie, rysowaliby po tablicy, dorosywowali by nauczycielom wąsy i bródki. Praktycznie dla nauczycieli to tydzień szkolny zaczynał się od środy, a poniedziałek i wtorek to dni odsypiania imprez. Potem nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Był to... KASTIEL.
- Czego tu? - Spytałam z chęcią zabicia go patelnią.
- Eh... przeszedłem przeprosić za psa.
- Przeprosiny przyjęte, żenam - chciałam zatrzasnąć przed nim drzwi, ale je zatrzymał.
- Czemu nie było cię w szkole?
- Źle się czuję, nie widzisz, że jestem w piżamie?
- Widzę... Ślepy nie jestem...
- Jeszcze coś?
- Armin i Alexy o ciebie pytali.
- Sami przyjść nie mogli? - Spytałam podejrzliwie.
- Tylko ja chodzę na wagary, a oni się z lekcji nie urywają.
- Nie dziwię się... Żegnam, chcę zostać sama - zatrzsnęłam drzwi, a on poszedł. Zdziwiłabym się gdyby ten typek nie urywał się z jakiśkolwiek lekcji... Od razu wydał mi się taki jakiś... arogancki i wredny. Ale tak czy siak, chodzę z nim do klasy. Resztę dnia spędziłam na siedzeniu w domu i ubolewaniu nad sobą.
*OGŁOSZENIE PARAFIALNE!*
ZNÓW PRZEPRASZAM ZA TAKI KRÓTKI ROZDZIAŁ, ALE SZKOŁA = BRAK WENY, BO WSZYSTKO WHŁANIA NAUKA I MYŚLENIE KIEDY BĘDZIE TEN PRZEKLĘTY DZWONEK NA PRZERWĘ XD JULKA NIE WAŻ SIĘ TEGO NIE CZYTAĆ, BO CI PRZYWALĘ Z PATELNI XD JESZCZE DZIŚ UKARZE SIĘ WPIS NA STRONIE GŁÓWNEJ A W OBRAZACH NOWE OBRAZY XD
Napisane o godzinie: 19:42
Rozdział 5
Dzisiaj idę na "przesłuchanie" o pracę. Zapewne jestem spokojniejsza niż zwykła nastolatka przed możliwym dostaniem pracy, ale nie mam nic do stracenia. Ubrałam się jak zwykle - ciemna bluzka, ciemne spodnie i pod kolor buty, na bluzkę jeszcze założyłam czerno - białą bluzę. Nie chciałam robić jakiegoś specjalnego wrażenia, niech wiedzą kogo chcą zatrudnić. Umówiłam się dopiero na 10:30, ale wyszłam godzinę wcześniej, żeby się jeszcze powłóczyć po mieście. Szkołę omijałam szarokim łukiem, a już w szególności dziedziniec, wylęgarnia Kastiela.
"Mam wrażenie, że on tylko na lekcje opuszcza dziedziniec" - pomyślałam. Włóczyłam się po mieście przez pół godziny, aż wreszcie poszłam na przystanek, żeby sprawdzić o której mam autobus, okazało się, że za 5 minut, więc usiadłam i czekałam. I oczywiście kierowca się spóźnił, jakby to nie było. Powiedziałam, gdzie chcę jechać i jechałam mniej niż pół godziny, więc przyszłam punktualnie. Weszłam do gabinetu.
- Dzień Dobry, to ja się wczoraj zgłaszałam.
- Ah, tak pani Rose?
- Tak - weszłam i usiadłam na krześle.
- A więc, dlaczego chce tu pani pracować?
- Lubię rozwiązywać problemy, słuchać innych i rozwiązywać ich problemy.
- A co jeśli chodzi o pani problemy?
- Nie lubię o nich rozmawiać.
- Ah, więc ma pani pracę, a oto umowa.
- Wcześniej ją pan zrobił?
- Tak, po głosie wiedziałem już, że panią zatrudnię.
Podpisałam umowę i wyszłam. Byłam zadowolona, że tak szybko poszło. W weekend miałam zacząć pracę, ale chciałam ją zacząć nawet jutro,
ale szkoła. Poszłam do domu i ległam momentalnie na kanapie, ale po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam.
- Nataniel? - W moim głosie było słychać zaciekawienie i zdziwienie.
- Cześć - powiedział jakby zakłopotany.
- Może wejdziesz?
- Nie, dzięki.
- Kto ci powiedział gdzie mieszkam?
- Nikt.
Obejrzałam się i zobaczyłam, zgadnijcie kogo. Całą trójkę - Kastiela, Alexy'ego i Armina. Potem zatrzasłam drzwi i zamknęłam, poszłam do kuchni zrobić sobie kanapkę.
"Ten dzień jest dziwny, a jak jeszcze raz ich zobaczę to walnę z patelni" - pomyślałam, a po chwili znowu usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Czego znowu?! - Poszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Chciałam ci dać notatki... - powiedziała trochę chyba przestraszona Rozalia.
- Dzięki, sorry myślałam, że to któryś chłopak.
- W sumie to oni mi powiedzieli gdzie mieszkasz.
- Jak nikt inny nie wie... Jeszcze raz dzięki i cześć.
- Cześć.
Zamknęłam drzwi i poszłam zjeść kanapkę. Resztę dnia spędziłam przed komputerem, telewizją i przepisywaniem notatek, potem poszłam się myć i spać.
A teraz obraz, tak dla odmiany xD
Rozdział 5
Dzisiaj idę na "przesłuchanie" o pracę. Zapewne jestem spokojniejsza niż zwykła nastolatka przed możliwym dostaniem pracy, ale nie mam nic do stracenia. Ubrałam się jak zwykle - ciemna bluzka, ciemne spodnie i pod kolor buty, na bluzkę jeszcze założyłam czerno - białą bluzę. Nie chciałam robić jakiegoś specjalnego wrażenia, niech wiedzą kogo chcą zatrudnić. Umówiłam się dopiero na 10:30, ale wyszłam godzinę wcześniej, żeby się jeszcze powłóczyć po mieście. Szkołę omijałam szarokim łukiem, a już w szególności dziedziniec, wylęgarnia Kastiela.
"Mam wrażenie, że on tylko na lekcje opuszcza dziedziniec" - pomyślałam. Włóczyłam się po mieście przez pół godziny, aż wreszcie poszłam na przystanek, żeby sprawdzić o której mam autobus, okazało się, że za 5 minut, więc usiadłam i czekałam. I oczywiście kierowca się spóźnił, jakby to nie było. Powiedziałam, gdzie chcę jechać i jechałam mniej niż pół godziny, więc przyszłam punktualnie. Weszłam do gabinetu.
- Dzień Dobry, to ja się wczoraj zgłaszałam.
- Ah, tak pani Rose?
- Tak - weszłam i usiadłam na krześle.
- A więc, dlaczego chce tu pani pracować?
- Lubię rozwiązywać problemy, słuchać innych i rozwiązywać ich problemy.
- A co jeśli chodzi o pani problemy?
- Nie lubię o nich rozmawiać.
- Ah, więc ma pani pracę, a oto umowa.
- Wcześniej ją pan zrobił?
- Tak, po głosie wiedziałem już, że panią zatrudnię.
Podpisałam umowę i wyszłam. Byłam zadowolona, że tak szybko poszło. W weekend miałam zacząć pracę, ale chciałam ją zacząć nawet jutro,
ale szkoła. Poszłam do domu i ległam momentalnie na kanapie, ale po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam.
- Nataniel? - W moim głosie było słychać zaciekawienie i zdziwienie.
- Cześć - powiedział jakby zakłopotany.
- Może wejdziesz?
- Nie, dzięki.
- Kto ci powiedział gdzie mieszkam?
- Nikt.
Obejrzałam się i zobaczyłam, zgadnijcie kogo. Całą trójkę - Kastiela, Alexy'ego i Armina. Potem zatrzasłam drzwi i zamknęłam, poszłam do kuchni zrobić sobie kanapkę.
"Ten dzień jest dziwny, a jak jeszcze raz ich zobaczę to walnę z patelni" - pomyślałam, a po chwili znowu usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Czego znowu?! - Poszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Chciałam ci dać notatki... - powiedziała trochę chyba przestraszona Rozalia.
- Dzięki, sorry myślałam, że to któryś chłopak.
- W sumie to oni mi powiedzieli gdzie mieszkasz.
- Jak nikt inny nie wie... Jeszcze raz dzięki i cześć.
- Cześć.
Zamknęłam drzwi i poszłam zjeść kanapkę. Resztę dnia spędziłam przed komputerem, telewizją i przepisywaniem notatek, potem poszłam się myć i spać.
A teraz obraz, tak dla odmiany xD
Rozdział 6
Obudziłam, się o
6 nad ranem, to chyba, dlatego, że źle spałam. Śniło mi się, że Kastiel przyszedł do mnie z
psem i mi mieszkanie rozwalili, potem się na niego wkurzyłam i popatrzyłam i
widzę Nataniela… mrugnęłam 3 razy i ujrzałam bliźniaków, rozejrzałam się i
widzę, że jesteśmy na plaży. To było naprawdę dziwne. Poszłam do łazienki wziąć
prysznic, a potem do kuchni zjeść śniadanie. Wyjęłam nutellę i zrobiłam sobie
kanapkę. Potem znów poszłam do łazienki ubrać się. Założyłam fioletową bluzkę,
czarne spodnie, ciemne adidasy i oczywiście czarną bluzę – dominujący kolor w
moim ubiorze. Potem załączyłam komputer i weszłam na… tajemnica. Siedziałam tak
do 7:00 a potem powoli się szykowałam do wyjścia, a zanim wszystko wyjęłam z
szafek i się ubrałam zdążyło minąć pół godziny, mniej-więcej tyle idę, więc
byłam spokojna, że zdążę. Po drodze do szkoły spotkałam Rozalię. Dobrze się
składało, ponieważ musiałam jej oddać notatki. Podeszłam do niej.
- Rozalio…
- Matko jedyna! –
Odskoczyła w bok jakby zobaczyła ducha.
- Nie bój,
przecież ci nic nie zrobię.
- Wybacz,
myślałam, że to Dake.
- A kto to?
- Dakota,
uciążliwy surfer, który się mnie uczepił. Nie dotarło do niego, że mam
chłopaka.
- Aha, mam dla
ciebie notatki.
- Ah, dzięki – wzięła
ode mnie notatki, a ja zobaczyłam za jej plecami Dakotę.
- Rozalio, ktoś
jest za tobą – Rozaliwa w 1 sekundę się obróciła i przywaliła Dake’owi z
liścia.
- Weź mnie zostaw
w spokoju! Niech dotrze do ciebie, że mam chłopaka!
- On na ciebie
nie zasługuje! – Wykrzyknął Dake.
- Bo na pewno wiesz, czy na mnie zasługuje czy
nie!
- Wiem!
- Mogę coś
wtrącić?
- Nie! –
Powiedzieli razem.
- Dobra, pozdrów
ode mnie Leo – pomachałam i poszłam do szkoły. Przez ten incydent, straciłam 5
minut, więc musiałam się pośpieszyć. Po drodze napotykałam się na kilka osób.
Między innymi: na Alexy’ego i Armina, Lysandra, Nataniela i Kastiela. Zdążyłam
jakoś 2 minuty przed dzwonkiem. Kiedy weszłam do szkoły, spokojnie poszłam już
pod klasę. Większość klasy się spóźniła, nawet nie większość tylko prawie cała
klasa, tylko ja przyszłam na czas. Nauczyciel kiedy otwierał klasę, na początku
chciał mnie wysłać na świetlicę, ale powiedziałam, że reszta klasy zaraz
przyjdzie i tak też się stało. Najpierw przyszła Rozalia, potem Nataniel,
później bliźniaki a na samym końcu dołączył do nas równiesz Kastiel. Pierwszą
lekcją była fizyka, a że nikt jej nie lubił, nie dziwię się, że tylko ja przyszłam
na czas. Na przerwie zaczepili mnie bliźniacy.
- Rose!
- Co?
- Jakim cudem
zdążyłaś na fizykę?
- Takim, że albo
jestem punktualnie, albo nie idę w ogóle. A tak w ogóle co robiliście wczoraj
praktycznie wszyscy koło mojego mieszkania?
- Em… jakby ci to
wytłumaczyć…
- Dobra, nie
ważne, ja idę pod salę.
- Ej, słuchaj, a
co teraz mamy?
- Biole.
- Dzięki.
Znając
bliźniaków, stracą się wcześniej czy później, nigdy nie wiedzieli gdzie była
sala biologiczna. Po drodze do Sali, napotkałam Lysandra, potem Nataniela, a na
końcu Kastiela.
„Co on się uwziął
na ten koniec?” – Pomyślałam patrząc na niego z pogardą.
- Co?
- Coś ostatnio za
często cię widuję na końcu…
- A to pech –
uśmiechnął się szatańsko.
- Uważaj na
swojego psa…
- Ha?
- Chyba nie warto
ci tłumaczyć.
Odwróciłam się i
poszłam pod salę, zajrzałam do torby żeby sprawdzić czy mam zeszyt do
rysowania. Był tam, a w nim jakaś karteczka…
„Przecież mnie
wczoraj w szkole nie było” – pomyślałam. Było na niej napisane „Spotkajmy się
jutro po lekcjach w parku”. Kiedy to przeczytałam, myślałam przez resztę lekcji,
od kogo to może być, ale w końcu nikogo nie wytypowałam. Lekcje minęły szybko, do parku specjalnie się
nie śpieszyłam, bo nie liczyłam, że kogoś spotkam.
„Ale przecież w
piątek też nikt by nie mógł mi tego podrzucić, przecież w sobotę nie chodzimy
do szkoły, a na weekendy chowam ten zeszyt do szuflady, ale wczoraj go wzięłam
ze sobą do pracy…” – Kiedy tak rozmyślałam przyszedł człowiek od karteczki…
DAM DAM DAM XD To tyle, mam nadzieję, że dość długi rozdział bo zajął prawie 2 strony C:
Rozdział 7 (*u* wkrótce koniec ^^)
Kiedy tak rozmyślałam przyszedł człowiek od karteczki... - czyli Kastiel O.O (Co mi tam, kto powiedział, że to pójdzie na prawdziwne kartki z drzewa? ;-;)
- To żart, mam rozumieć? O.o
- Nie.
"Bardziej się spodziewałam Nata albo kogoś innego, ale napewno nie jego!" To było dziwne, przyszedł właśnie człowiek którego nie cierpiałam i miałam nadzieję, że z wzajemnością... o.O
- Eh... praktycznie to chłopaki mnie ty przysłali, bo chcą cię zabrać na plażę, ale jeszcze mnie "musisz" polubić.
- Mogę udawać... - w tym momencie zawiał zimny wiatr - Brr... Idź już do domu.
- Ty też...
- A co ja robię, ruda małpo? -.-"
"Ups, wympsnęło się... XD"
- Jak mnie nazwałaś? ;-;
- Ruda małpa, głuchy jesteś? ;-;
- Nie, właśnie chyba słyszę aż za dobrze -.-"
- No cóż, nie moja wina - oddaliłam się i spojrzałam na niego. Stał na szczęście już obrócony, a ja zadowolona z siebie, że nie wydałam mojęgo lęku, poszłam do mieszkania.Chciałam mu wtedy zdrowo przywalić, w kroczę... XD Potem dostałam SMS-a, od nieznajomego, albo znajomego? "Idziemy jutro na plażę? :3
Alexy"
- Skąd on wziął mój numer, do cholery?! O.O Przecież mu nie dawałam ani nikomu, to psychopaci czy co? O.o
Nie odpisałam na SMS-a, bo byłam zbyt szokowana tym faktem, że nie miałam na to sił XD Potem poszłam się umyc i spać.
Kolejny dzień (musi być, bo przecież ten rozdział się zaczął na połowie zeszłego XD)
Obudziłam się o 5, ciekawie wcześnie. Wolałam zostać w domu, ale musiałam zobaczyć bliźniaków i o informacje dotyczące mojego numeru telefonu. Poza tym tak czy siak musiałam iść, bo gadałam wczoraj z Kasem i jeszcze uznaliby, że raczej się ze mną nie pogodził.. ;-; Więc, poszłam do łazienki i wzięłam pół godzinny prysznic, potem uczesałam się umyłam zęby, wyszykowałam się i siadłam przed komputerem. Jakieś po 3 godzinach siedzenia na komputerze i dziwnych stronach, ktoś zadzwonił do drzwi. Czyżby bliźniacy? Podeszłam i otworzyłam i miałam rację.
- Cześć, wchodźcie do środka.
- Hej, taka odmiana? Wcześniej trzymałaś nas na korytarzu - odezwał się Alexy. XD
- Mam ku temu powodu - powiedziałam zamykając drzwi.
- Ah, tak? Jakie?
- Skąd wzieliście mój numer? -.-"
- Od Kastiela.
- A ten skąd go wziął? =.=
- Musisz się go sama spytać.
- Ta ruda małpa mi jeszcze za to zapłaci... - burknęłam pod nosem.
- Idziemy na plażę?
- Tak, chodźmy. Mam nadzieję, że reszta na nas już czeka.
*Alexy do Armina*
- Co jej sie stało?
- Może to Kastiel coś jej zrobił... o.O
- Proszę cię, nie dałaby się.
- Dobra chodź, bo zaraz ONA nam coś zrobi.
*Wracamy do rzeczywistoci*
Chłopaki szybko mnie dogonili. Wsumie to na nich czekałam, ale cóż. Na plażę dotarliśmy po 10 minutach i od razu zobaczyłam rudą małpę uganiającą się za psem. Postanowiłam coś zrobić, żeby nie było, że dalej jesteści "skłóceni", choć to była czysta nienawiść od pierwszego spojrzenia.
- Pomóc ci? - Kastiel, stanął akurat przede mną i pokazał rękę, że mam gonić jego psa a ja mu na to odpowiedziałam:
- Ty chyba masz coś nie tak z głową. Takiego psa się nie goni. Czeka się aż sam przyleci, albo zwabia się go patykiem czy czymś. To ja nie miałam zwierzaka, a wiem więcej.
- Ta, to spróbuj, go patykiem zwabić.
- A jak się nazywa ten twój diabeł? -.-"
- Demon.
- Nawet imię mu pasuje ;-; DEMON! - krzyknęłam, żeby zawołać psa. Po 5 sekunad przyleciał do mnie zdyszany.
- Dawaj smycz - podał mi smycz i przywiązałam psa.
- Właśnie zostałem wystawiony przez własnego psa ;-;
- Trzymaj smycz. Następnym razem nie goń go - powiedziałam i poszłam sobie.
Nasmarowałam się kremem i odczekałam chwilę, a potem wskoczyłam do wody. Czas leciał mi beztrosko, aż nastała chwila przyjścia mgły. Wszyscy zaczęli się zbierać, ale Kas, szukał psa. Nie chcąc żeby nawet ta małpa została tutaj na noc, pomagłam mu znaleść psa. Kiedy znaleźliśmy psa, pobiegliśmy do domów, ale kiedy byliśmy na asfalcie, momentalnie zjawiła się mgła.
- Katiel?! Gdzie jesteś?! - Krzyczałam zdyszana i przestraszona, nic nie wiedziałam aż w końcu...
Dam, dam jestem wredna i tylko tyle wam daje :3 Dozobaczenia, miśki ^^
Nie wiem co się potem działo, ale obudziłam się koło Kastiela, a potem obróciłam się na drugi bok i zamknęłam oczy. Chwila! Wróć! O.O Obróciłam się spowrotem i ściepałam go z łóżka.
- Ty naprawdę chcesz kiedyś oberwać - powiedziałam ze złością.
- Czekaj, co się działo? - mówiąc to przetarł sobie oczy.
- Sam mi powiedz.
- Dobra, już chyba pamiętam.
- Jeśli nie chlałeś, to powinnienieś pamiętać.
- Umówmy się, że nawet u ciebie nie byłem.
- Jestem za, a teraz wynocha. Muszę się ubrać, a ty raczej musisz iść do szkoły z drugiej strony.
- Już idę, nie stresuj się - potem wyszedł, a ja ległam i popatrzyłam w sufit.
"Jezu, on poważnie nie skapnął się, że jest NIEDZIELA?" - Pomyślałam i uśmiechnęłam się. - "Idiota. Ej, chwila moment! Jak ten pies dopuścił się przestępstwa, to go uduszę!" - Poszłam obejrzeć mieszkanie i na szczęście tego kundla, było całe. Poszłam się ubrać i postanowiłam wyjść na zakupy. Ubrałam czarną bluzkę z różami, nową (czarną XD) kurtkę, biało-czarne adidasy i czarne rurki. Kiedy wyszłam z mieszkania czekała na mnie niespodzianka:
- Czego tu jeszcze?
- Wiesz, że ludzie oberwali za mniejsze przewinienia?
- Dobrze wiedzieć, czyli nie jesteś idiotą.
- Żmija.
- Ruda małpa. Jeszcze czegoś chcesz, czy tak tylko sobie czekałeś, żeby mi pogrozić?
- Nie nic więcej.
- Matko jedyna, czekał tu spcejalnie godzinę żeby mi tylko przekazać groźby? - szepnęłam.
- Słyszałem!
- I czego podsłuchujesz ruda małpo?!
- Jak tak głośno mówisz, to nie da się nie słyszeć! - Odwrócił się, żeby pokazać tylko ten swój uśmieszek. Poczekałam trochę i wyszłam z budynku, sklep był oddalony o 20 minut drogi. Po drodze nie napotkałam nikogo, ale w sklepie zobaczyłam bliźniaków.
"Boże, ratuj"- pomyślałam kiedy mnie już zobaczyli. Także do nich podeszłam.
- Armin! Alexy!
- Rose! I jak udało wam się zdąrzyć przed mgłą?
- Komu?
- No... tobie i Kastielowi...
- Aaa.. tak, tak udało - na mojej twarzy pojawił się "przyklejony" uśmiech.
- Już myśleliśmy, że zabłądziliście gdzieś w tej mgle - uśmiechnął się Alexy.
- Ta prędzej to on by zostawił psa... - Wymamrotałam.
- Hehe, nie sądzę. My musimy iść, bo nam rodzice każą, latać po sklepie.
- Dobra, cześć - pomachałam im i poszłam się poszwędać po sklepie, chyba zajęło mi to tyle samo czasu co bliźniakom, bo się spotkaliśmy przy kasie. Pani kasjerka mi szybciej, zeskanowała zakupy i chciałam zwiać, ale mnie złapali.
- Idziemy cię odprowadzić - powiedzieli razem.
- To będziecie robić za tragaży - uśmiechnęłam się z nadzieją, że zrezygnują z tego pomysłu.
- Spoko, jestem przyzwyczajony, przez zakupy z Alexym - dałam bliźniakom moje zakupy i poszłam sprzodu. Zajęło nam to 30 minut, bez napotkania Kastiela, bo ci dwaj się wlekli. Wnieśli mi zakupy do mieszkania i wyszli, ja rozpakowałam zakupy i ległam na łóżku.
To tyle, sorry, za krótki rozdział c:
Rozdział 10
Dzisiaj poniedziałek. Muszę iść dziś do szkoły, niestety, może uda mi się ominąć dwie pierwsze lekcje? Eh... matko boska o czym ja myślę? Za dużo czasu spędzam z Kasem... Moment! Wróć! O jeden dzień za dużo z nim spędziłam czasu. Poszłam do łazienki, umyłam zęby i zaczęłam się czesać, kiedy skończyłam zauważyłam kilka białych pasków na moich włosach, a że moja włosy wyglądają jak brązowe, bardzo to widać. Olałam to i zostawiłam włosy rozpuszczone. Ubrałam się jak zwykle, na czarno i wyszłam z mieszkania. Została mi jeszcze cała godzina do rozpoczęcia lekcji, więc szłam powoli i zajęło mi to tylko 40 minut, a jakoś bliźniakom i innym zajmuje całą lekcję, to podejrzane... Ku mojemu zdziwioniu na dziedzińcu był Kastiel, ominęłam o szerokim łukiem, ale Lysander i bliźniaki mnie zauważyli, a mieli "delikatną" sprawę do Kastiela, którą "tylko ja" mogłam załatwić.
- Rose... mamy do ciebie prośbę.
- Jak coś związanego z Kastielem, to trafiliście pod zły adres.
- Proszę... Ciebie nie pobije, a nas tak.
- O co chodzi? Macie tylko szczęście, że jestem wyruzomiała, bo inaczej już byście tam leżeli poobijani.
- Hehe, powiem ci na ucho - podszedł do mnie Armin i powiedział mi na ucho o co chodzi.
- Matko boska, po co się tu przeprowadzałam? - Przewróciłam oczami i poszłam w stronę Kastiela, miałam nadzieję, że dzwonek mnie uratuje.
- Cześć.
- Siem, o co chodzi?
- Eh... chciałam cię spytać o Debrę.
- Co?
- Eh... Chłopaki mnie prosili, żebym cię zapytała o twoją byłą, tylko ich nie bij. Sama to załatwię.
- A co chcą wiedzieć?
- Podobno się tu pojawiła i cię szuka.
- Jak ją spotkasz powiedz, że jak ją zobaczę na oczy to wyląduje w szpitalu.
- Okej? Cześć - oddaliłam się i odetchnęłam z ulgą.
" Czego się ci idioci bali? Ja bym się bardziej o Debrę martwiła" - kiedy pomyślałam ostatnie słowo, akurat spotkałam chłopaków.
- I co?
- Powiedział, że jak ją zobaczy to w szpitalu wyląduje, pa, idę na lekcje.
- Cześć.
Poszłam na lekcje, nie mogłam się skupić bo myślałam cały czas o Kastielu, jakoś dziwnie zaeragował kiedy usłyszał o swojej byłej. Coś jakby go tknęło, ale mimo to zagroził jej. Wszystkie lekcje minęły spokojnie i luźnie, nikt mnie nie zawołał do odpowiedzi i nie byłam przy tablicy, dziewczyn jakoś dzisiaj nie było, na Debrę się nie napotkałam i w ogóle jakoś tak spokojnie, do czasu. Przechodziłam koło dziedzińca, gdy nagle zobaczyłam wściekłych chłopaków i to wszystkich bez wyjątków, najwyraźniej o czymś dyskutowali, ale ich nie słyszałam, byłam za daleko. Ale z tego co widziałam, nie był to zbyt dobry dla nich dzień. Udałam, że ich nie widzę i spokojnie przeszłam a potem dosłownie wpadłam na Kastiela.
- Kurwa! Uważaj jak chodzisz, ruda małpo!
- Czemu masz po części białe włosy?
- Zmieniasz temat, ale odpowiem. Od rana, tylko ty zauważyłeś.
- Heh, dopiero po zderzeniu - ja wstałam, a Kastiel jeszcze siedział na ziemi.
- Wstajesz czy masz zamiar tak siedzieć?
- Wstaję - podniósł się i odszedł.
Ja poszłam do domu, a przed budynkiem siedział mały piesek. Nie miał obroży, chyba był bezpański. Przygarnęłam go, ponieważ był taki słodki i uroczy. Weszłam do mieszkania, poszłam z pieskiem do łazienki, umyłam go, wysuszyłam oraz dałam jeść i pić. Był bardzo głodny i spragniony, ponieważ po 5 minutach już tego wszystkiego nie było, a dałam mu dość duży kawałek kiełbasy. Poszłam do pokoju, odrobiłam lekcji, zrobiłam posłanie szczeniakowi i pobawiłam się z nim trochę. Kiedy już ja i on się zmęczyliśmy, zabrałam go ze sobą i włączyłam telewizję. Przy okazji rozmyślałam o imieniu dla niego.
- Już wiem, jak cię nazwę! Yuki - nazwałam go tak, ponieważ był biały i przypominał mi śnieg, a po japońsku "Yuki" oznacza śnieg. Gdy skończyliśmy, pobawiłam się jeszcze z nim i poszliśmy spać.
Załóżmy, że tak wygląda dorosły osobnik rasy Yuki, a i jak możecie wniskować po imieniu to suczka :3
Rozdział 11
Dziś wtorek. Spałam dłużej bo miałam na 11:40, ale i tak jakoś 3 godziny przed 11 się obudziłam, ponieważ Yuki mnie obudziła. Poszłam umyć zęby i uczesać włosy.
"Matko przenajświętsza! Apage satana spirytus sante!" - wykrzyczałam w myślach kiedy zobaczyłam swoje białe włosy. Przemyłam sobie oczy zimną wodą i zerknęłam jeszcze raz do lustra, niestety to nie był sen. Yuki akurat wtedy przyszła do mnie do łazienki. Popatrzyłam na nią i się uspokoiłam. Podniosłam ją i pogłaskałam. Zabrałam na kanapę i włączyłam telewizję, akurat leciała Legenda Korry, więc ją zostawiłam. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę z nutellą, kiedy bajka się skończyła poszłam się ubrać, przygotowałam wodę i jedzenie dla Yuki, weszłam na komputer i wzięłam na kolana Yuki. Godzinę przed jedenastą, wyszłam z mieszkania i zamknęłam. Poszłam do szkoły na około żeby jakoś mi czas zleciał i zobaczyłam nikogo innego ja Kastiela który wyprowadza Demona. Udałam, że go nie widziałam i spokojnie przeszłam, ale jak zwykle los pokrzyżował mi plany, bo Demon na mnie pobiegł.
- Stój! - Złapałam go, zatrzymałam i uchroniłam się przed atakiem.
- Heh, gdybyś nosiła inne ciuchy nie poznałbym cię - uśmiechnął się cenicznie.
- Poważnie, a po głosie i przez to, że Demon na mnie napadł nie poznałbyś mnie? - Schowałam ręce do kieszeni.
- Nie, mało zwracam na to uwagę.
- To teraz mamy kolejny powód ucieczki twojego psa.
- Poza tym, zapewne wyczuł u ciebie innego psa inaczej byś jeszcze leżała na ziemi.
- Z tym się zgodzę, bo mam małą suczkę.
- Poważnie?
- Znalazłam ją wczoraj przed budynkiem. Przygarnęłam ją, a w tym bloku, gdzie mieszkam nie ma zakazu wprowadzania zwierząt.
- Heh, idziesz dziś do szkoły z tymi włosami?
- No, idę... - wymamrotałam pod nosem.
- To wymyśl przynajmniej jakąś wymówkę - uśmiechnął się i odszedł. Ja poszłam w stronę szkoły spóźniłam się jakoś 10 minut. Weszłam do klasy i usiadłam w ławce, nauczyciel nawet uwagi mi nie zwrócił, nawet nie spojrzał w moją stronę. Tylko klasa na mnie patrzyła jakby ducha widzieli.
- Na co się gapicie?
- Na twoje włosy... Są jakieś...
- Inne... - dokończyła cała klasa.
- A jakoś jak wczoraj miałam na pół białe nikt nie widział - przewróciłam oczami - On tak od 10 minut? - podparłam ręką głowę.
- No, nawet nie zwraca uwagi na to, że rozmawiamy o czymś, o czym nie powinniśmy - uśmiechnął się Armin.
- Heh, wymarzona lekcja, ale jak tu Kastiel wparuje już nie będzie wymarzona.
- O ile tu wparuje - potem Kastiel wszedł do klasy jak gdyby nigdy nic, a nauczyciel... Brak słów nawet na niego uwagi nie zwrócił.
- Może trzeba by sprawdzić czy on żyje? - Spytała Rozalia.
- Eh... idę wybudzić go z transu, zabierzcie te papiery.
- Po co?
- Zobaczycie - wyszłam z klasy i poszłam do łazienki po wodę, nalałam wodę do wiadra i wróciłam.
- Nie mów, że chcesz to wiadro na niego wylać - cała klasa zrobiła wielkie gały, nawet Kastiel.
- A co? Nikt się wcześniej nie odważył?
- Nikt a nikt.
- Nawet ten rusy małpiszon? - Popatrzyłam na Kastiela.
- Ej... - popatrzył na mnie morderczym wzrokiem.
- Nawet on.
- Heh to będę pierwsza - podeszłam do biurka nauczyciela i wylałam na niego wodę, a ten zaraz się obudził. Popatrzył na nas i poczuł, że jest mokry.
- Co do jasnej cholery się tu wyprawia?!
- Martwiliśmy się o pana, a pan na nic nie odpowiadał, więc JA postanowiłam obudzić pana wiadrem wody... - Powiedziałam słodkim głosikiem, a potem zadzwonił dzwonek. Poszłam po torbę i wyleciałam z klasy. Poszłam na dziedziniec, żeby odetchnąć z tych nerwów. Potem ktoś zasłonił mi oczy.
- Zabieraj te łapska, ruda małpo, bo inaczej pożałujesz.
- Oberwę wiadrem wody?
- Nie, gorzej, chyba jeszcze nie wiesz, że jestem sadystką.
- Zdąrzyłem się przekonać - zdjął mi te łapska z oczu i usiadł obok mnie.
- To jeszcze nawet ty nie oblałeś nauczyciela wiadrem wody? - Uśmiechnęłam się ciekawsko.
- Bo ja albo urywam się z lekcji albo się spóźniam i nie zwracam uwagi na nauczyciela.
- Heh - obejrzałam się za nas i zobaczyłam chłopaków - Wiesz, poczekaj zaraz wrócę - poszłam w ich stronę z chęcią zabicia ich.
- Co się na nas tak patrzysz, jak na pożywienie? - Alexy, aż się odsunął o jeden krok.
- A wy? Patrzycie na nas jakbyśmy byli... - aż mi to słowo przez gardło nie przeszło.
- Parą - dokończył za mnie Armin.
- Jak widzicie nie jesteśmy, bo mi to nawet przez gardło nie przechodzi.
- No nie wiem, nie wiem - powiedzieli wszyscy razem, a ja obróciłam oczami. Akurat wtedy dzwonek zadzwonił. Lekcje minęły spokojnie żaden, ale to żaden nauczyciel nie zwrócił mi uwagi na kolor włosów. Po lekcjach, poszłam do sklepu kupić coś dla Yuki i siebie. Po drodze spotkałam Kastiela z psem. Nie udało mi się ich ominąć, ponieważ stali na chodniku.
- Coś chcesz?
- Nie.
- To po co tu stoisz?
- Debra mnie śledzi.
- I stoisz tu, bo...?
- Bo czekam na ciebie.
"Matko, przecież nie dawno się pytałam czy chce czegoś ode mnie!" - pomyślałam i powiedziałam:
- No to co chcesz?
- Żebyś przed nią udawała moją dziewczynę.
- What?! - Wyszczetrzyłam gałki oczne.
- Zespół jej nie wypalił i chce do mnie wrócić, a ja chcę jej pokazać, że już mam inną.
- Dobra, chodź do mnie. Demon pozna Yuki.
- Co znaczy to imię?
- Śnieg.
- Dobra.
Poszliśmy pod mój blok i spotkaliśmy Debrę, tylko trochę "popłakała" i się wkurzyła, więc nie warto wam mówić, bo Kastiel był twardy i się nie złamał. Weszliśmy do budynku, poszliśmy pod moja mieszkanie, otworzyłam i na powitanie przyszła do mnie Yuki. Potem podszedł do niej demon i ją "poznawał". Rozebrałam buty i kurtkę, pokazałam Kastielowi gdzie ma zostawić buty i kurtkę, a ja poszłam do kuchni.
- Co chesz zjeść?
- Dzięki, nie jestem głodny.
- Ty w ogóle coś jesz?
- Jem, ale i siebie.
- Boisz się, że sie otrujesz czy, że twoje włosy też zmienią kolor? - Uśmiechnęłam się szatańsko.
- Bardziej to drugie.
- I tak ci zrobię choćby kanapkę z nutellą.
- Mówię, że nie chcę.
- Słuchaj, albo coś u mnie zjesz, albo wypad, a nie radzę, bo zaraz będzie mgła - pokazałam mu nóź, bo miałam go akurat w ręce.
- Dobra, dobra - poszedł na kanapę i włączył telewizję.
- Szybko się poznałeś, gdzie co mam - powiedziłam kiedy szłam z talerzykami - Kawa, herbata?
- Kawa.
- Okej - poszłam spowrotem do kuchni i wstawiłam wodę na kawę i herbatę.
- Jak dzisiaj wywiniesz jakiś numer, to obiecuję, że pożałujesz tego gorzko.
- Będę grzeczny - znów ten jego uśmieszek, denerwuje mnie już on.
- Pożyjemy zobaczymy - przysiadłam się obok i zaczęliśmy oglądać telewziję, kiedy skończyliśmy akurat przyszła mgła. Oboje zobaczyliśmy, że dziś wraz z mgłą pojawił się śnieg.
- Dziwne. Śnieg? Przecież zima się skończyła.
- Ta mgła jest coraz dziwniejsza - zobaczyłam kurtkę Kastiela i uległam pokusie, wzięłam ją i na szybko zwiałam do pokoju.
- Kastiel!
- Czego?
- Nic ci się nie straciło? - krzyczałam z pokoju.
- Zaś mi ukradłaś kurtkę?!
- Hehe, nie wcale. Jaki chcesz mieć napis?
- Chcesz żeby to się skończyła tak jak ostatnio?
- Teraz się skończy inaczej, bo nie mam podobniej kurtki, więc wiesz!
- To teraz będzie sto razy gorzej. Naprawdę chcesz cierpieć?
- Tak apropo to chłopaki myślą, że jesteśmy razem.
- What the fak?!
- A myślisz, że gdzie poszłam?
- Oj, oberwie im się.
- Tylko o mnie nie wspominaj, bo mi się też oberwie.
- Nie wspomnę, bo ci się oberwie ode mnie.
- Masz zamiar mnie zabić czy co?
- Zabić.
- To kto będzie udawał twoją dziewczynę? - Uśmiechnęłam się i podeszłam do drzwi. Otworzyłam i wyjrzałam, Kastiela nie było, więc wyszłam. Poszłam do kuchni, rozejrzałam się, podeszłam do bladu i mnie Kastiel złapał w talii.
- Puść mnie, ruda małpo!
- Nie, teraz mi oddasz kurtkę.
- No musisz mnie puścić, małpiszonie! Jak mam ci oddać, skoro mnie trzymasz?!
- Normalnie - potem nadepłam jego stopę i uciekłam do pokoju, chciałam zamknąć, ale przetrzymał drzwi stopą, potem przycisnął mnie do ściany i pod wpływem presji i braku pomysłów, pocałowałam go. Ani on ani ja się nie opieraliśmy. Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy w łóżku.
________________________________________________________
Jeśli chodzi o "Apage satana spirytus sante" to wzięłam to z netu XD Nie pytajcie się mnie co to znaczy tylko się domyślcie :3
Rozdział 12
Obudziłam się rano, a na mojej talii spoczywała łapa tego małpiszona. Obróciłam się w jego stronę, miał zamknięte oczy, więc zdjełam jego rękę, wstałam poszłam do łazienki, nalałam wody do wiadra i wróciłam do pokoju.
" Hehe, będzie miał słodką pobudkę" - pomyślałam i wylałam na niego wiadro ZIMNEJ wody, a ten momentalnie wstał.
- Kurwa mać! Pożałujesz tego! - Mówił śmiertelnie poważnie.
- Przy okazji zdensfykowałam łóżko po tobie - uśmiechnełam się a on patrzył na mnie jakby chciał mnie udusić.
- Masz 3 sekundy na ucieczkę - powoli zaczął wstawać a kiedy już wstał zaczął odliczać - Raz... - zbliżył się - Dwa... - zaś się zbliżył, a ja stałam tam i patrzyłam, wiedziałam, że mówi poważnie, ale nie chciałam wyjść na tchórza - Trzy - rzucił się na mnie a ja w zaczęłam uciekać. Wbiegłam do łazienki i zamknęłam ją na klucz. Przy okazji umyłam zęby i uczesłam już śnieżno-białe włosy.
- Wylaź!
- Nie, bo mogę się po tobie spodziewać wszystkiego! Poza tym mówiłam, że jak wywiniesz jakiś numer to pożałujesz!
- To ty mnie pocałowałaś, nie ja ciebie!
- Ja to pamiętam inaczej, poza tym mogłeś mnie odepchnąć, a nie jeszcze do siebie przyciągać!
- A to, to pamiętasz?! - Na chwilę zamilkłam, dobrze pamiętałam kto zaczął, ale to była jego wina.
- Wolałeś oberwać wtedy w krocze czy żebym cię dzisiaj zimną wodą oblała?!
- To drugie, wyłaź, przecież ci nic nie zrobię.
- Czemu, ja ci nie wierzę, ruda małpo?
- Sama jesteś małpa, tylko biała.
- To ty jesteś małpiszon, skoro ja jestem małpą.
- Wychodź, bo zagłodzisz psa.
- Poprawka - zagłodzę psy, przecież, Demon też tu jest.
- Eh... tracę do ciebie nerwy - Kastiel poszedł do salonu, a ja otworzyłam drzwi i poszłam do kuchni. Wysypałam trochę psiej karmy dla Demona i Yuki oraz dałam im wody, wsypałam psią karmę do miski i zalałam mlekiem a sobie zrobiłam kanapkę. Postawiłam miskę pod nos Kastiela i dałam mu łyżkę, ja się obróciłam i wróciłam do kuchni. Zobaczyłam, że Kastiel zaczął jeść i uśmiechnęłam się pod nosem. Kiedy ja także skończyłam jeść, Kastiel spytał:
- Co to za płatki? - Wstałam i wyjełam z szafki psie chrupki Kastielowi. A on zabijał mnie już wzrokiem. Wstał i podszedł do mnie, przestraszyłam się, ale nie uciekłam. Potem był może dwa centymetry ode mnie, chciałam zwiać do pokoju albo łazienki, ale mnie złapał. Ku mojemy zdziwieniu sam mnie zabrał do pokoju. Rzucił mnie na łóżko, wyszedł i zamknął drzwi, jak nie wiem, ale nie mogłam otworzyć.
- Wypuść mnie, rudzielcu! - Nie odpowiedział, przypomniałam sobie, że za szafą są drzwi do łazienki, która jest otwarta. Przesunełam szafę z ciężkim wysiłkiem i usłyszałam puszczaną wodę. Zorintowałam się, że albo Kastiel się myje, albo puszcza ciepłej wody do wanny, nie zwarzając na to otworzyłam drzwi i zobaczyłam gołego Kastiela.
- Matko boska, już trzeci raz widzę ten hororr na trzeźwo! Czy ty chcesz mnie do psychiatryka wysłać?!
- Informuj następnym razem, że jeszcze masz jakies drzwi do jakiegoś pomieszczenia w pokoju. Popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem i wpuściłam Demona. Ten rzucił się na pana, a ja wyszłam z łazienki. Wzięłam Yuki na ręce i poszłam z nią do salonu. Po 5 minutach, przyszedł ubrany Kastiel.
- Pożałujesz tego, zemsta będzie słodka - Położyłam Yuki na ziemi i podeszłam do Kasa.
- Ty sie zemścisz, to ja też, ile to jeszcze będziemy ciągnąć? Aż wszyscy uznają, że jesteśmy razem? Ale wtedy gdy naprawdę do tego dojdzie?
- Jeszcze masz jakieś pytania, czy to wszystkie? - Spojrzał na mnie jakby zaraz chciał coś zrobić... I stało się. Pocałował mnie. Znowu.
"Kiedyś tej rudej małpie się za to oberwie, obiecuję" - myślałam lecz jednak się nie opierałam. Aż w końcu go od siebie odepchnęłam.
- Mówiłam ci, że jesteś idiotą?
- A ja tobie, że świetnie całujesz?
- Tym razem ty zacząłeś i na mnie nawet nie waż się winy zwalać.
- A co jak spróbuję? - Ten jego ceniczny śmieszek mnie drażni.
- Powybijam ci te twoje ząbki - powiedziałam słodko - Trzeba psy wyprowadzić. Wzięłam smycz od Demona i dałam Kastielowi. Ja wyciągłam z szuflady dla Yuki. Ubrałam buty i kurtkę. Wzięłam na ręce Yuki i zeszłam z nią na dół, Kastiel już tam na nas czekał z Demonem. Przypiełam smycz do obroży Yuki i poszliśmy w milczeniu do parku. Zajęło nam to 10 minut, bo Kastiela ciągnął Demon. Gdy dotarliśmy oboje puściliśmy psy, ja poszłam w swoją stronę a Kastiel w swoją. Po pół godzinie, zawołałam Yuki i wróciłyśmy do domu, a Kastiel jeszcze tam został. Kiedy wróciłam z nią do mieszkania dałam jej coś do jedzenia i siadłam przy komputerze. Kiedy znów zjawiła się mgła z śniegiem, poszłam do salonu włączyć telewizję, potem pobawiłam się jeszcze z Yuki i poszłyśmy spać.
Rozdział 13
W środę, dzięki Yuki wstałamo 4 nad ranem, jeszcze była mgła. Przetarłam leniwe oczy i podeszłam do okna, śnieg utrzymał się, ale kiedy mgła znikła, śnieg wraz z nią. Potem poszłam do łazienki, umyłam zęby, wzięłam szybki prysznic, uczesałam już tak białe włosy, że aż ciężko je opisać. Były jeszcze bielsze od śniegu, jakby połączyć czystą piękną białą mgłę, śnieg oraz jeszcze lód. Przygotowałam jedzenie i picie dla Yuki oraz ją umyłam, bo była już trochę zmazana po wczorajszym bieganiu z Demonem w parku była brudna jak wtedy, gdy ją znalazłam. Poszłam do pokoju i wzięłam jakieś ubrania, weszłam przez "tajemne" drzwi z pokoju do łazienki i szybko się przebrałam. Na mgłę patrzyłam dwie godziny, a żeby uczesać włosy, umyć zęby i Yuki oraz na ubranie się zeszło mi godzinę i akurat skończyłam o siódmej. Poczekałam sobie z 10 minut zanim wyszłam i pobawiłam się jeszcze piłeczką z Yuki. Potem ją jeszcze pogłaskałam, wyszłam i zamknęłam mieszkanie. Przed budynkiem czekali na mnie Armin i Alexy.
- O co chodzi? - Popatrzyłam się na nich dziwnie.
- O nic, tak tylko po ciebie przyszliśmy.
- Dobra, tylko jak coś palnę, to udawajcie, że nic nie słyszeliście.
- Czego się wczoraj naczytałaś? - Cofnęli się o jeden krok w tył.
- Różnych rzeczy. To jest taka moja mała tajemnica.
- Chyba powinnaś, zrobić sobie od tego przerwę.
- Czytam to od roku, myślisz, że to będzie takie proste?
- Nie, ale ja gram od kilku lat i jakoś umiem się powstrzymać - uśmiechnął się Armin.
- Ta, a w szkole i tak grasz na przerwach - uśmiechnęłam się szatańsko.
- Dziewczyna spod ciemnej gwiazdy.
- Wczesny jesteś - uśmiechnęłam się, ale mniej szatańsko. Poszliśmy do szkoły razem i ja się z Arminem kłóciłam a Alexy nas co pięć minut uspokajał, a myślałam, że to Armin jest tym dojrzalszym. Zanim doszliśmy do szkoły jeszcze "lekko", popchnęłam Armina. Jednak jestem silniejsza niż mi się zdawało, bo Armin prawie się przewrócił. Poszłam pod klasę, po drodze spotkałam Rozalię.
- Cześć - uśmiechnęłam się.
- Chodź, muszę ci coś powiedzieć! - Wzieła mnie za rękę i zaciągnęła do piwnicy.
- Rozalia! Następnym razem nie musisz mnie tak ciągnąć za rękę, jesteś silniejsza niż ci sie zdaje.
- Heh, wybacz - uśmiechnęła się - Chodź za mną - poszłam za Rozalią, a ona poszła w stronę, kanapy i sceny.
- Powiesz mi czego szukasz?
- Znalazłam!
- A 20 minut temu nie łaska było? - Popatrzyłam na nią trochę morderczo.
- Wybacz. Zobacz to!
- Co to jest?
- Sama nie wiem... Musimy sprawdzić! - Uśmiechnęła się.
- Sprawdzimy to u mnie! Nie chcę się narażać w szkole.
- Dobra, myślałam, że jestem dziewczyną spod ciemnej a nie jasnej gwiazdy.
- Raz taka, raz taka - uśmiechnęłam się szatańsko. Poszłyśmy na lekcji z 10 minutowym spóźnieniem. Rozalii nauczyciel nic nie powiedział, ale mnie się uczepił.
- Droga panno, Rose! Jak można sie tak notorycznie spóźniać?!
- Szczególnie, że mnie wczoraj nie było... - wymamrotałam.
- To nawet pan szanowny pan Kastiel się tak nie spóźnia!
"Nie spóźnia, bo do szkoły nie chodzi..."
- Ma pan mi zamiar tak nawijać dalej, czy mogę wreszcie usiąść?
- Siadaj, już i jeśli jeszcze raz się to powtórzy, zgłaszam to do dyrekcji.
"Matko kochana, poważnie? Nawet Kastielowi tego, nie wypominają" - pomyślałam i wtedy wparował Kastiel. I oczywiście jemu nauczyciel nic a nic nie powiedział!
"Co to kurwa jest?! Nawet temu spóźnialskiemu nie zwrócił uwagi?! Czy ten świat się na mnie dzisiaj uwziął?!" - Lekcja minęła całkiem spokojnie. Gdy zadzwonił dzwonek, szybko wyleciałam i pobiegłam na dziedziniec, wyżyć się na czym kolwiek, ale w końcu usiadałam na ławce i wrócił mi tik sprzed kilku lat. Przypomniała mi się śmierć rodziców, ale nie płakałam. Kiedyś postanowiłam już nigdy nie płakać, żyć bez uczuć. Wstałam z ławki i wróciłam do budynku. W swojej szafce miałam MP4 z piosenką "Mam tę moc". Zobaczyłam Kastiela który urywa się z lekcji, jak to on.
- Znowu się urywasz?
- A co cię to?
- A to, że jak się spóźniłeś, ciebie się nauczyciel nie uczepił, a na mnie wręcz nawrzeszczał i coś o tobie wspomniał.
- Heh, to masz pecha - uśmiechnął się szatańsko, aż miałam ochotę go udusić.
- Ruda małpa.
- Żmija.
- W twoich ustach brzmi to jak komplemet - uśmiechnęłam się bardziej szatańsko niż on. Wyjęłam MP4 i poszłam pod salę, włączyłam muzykę i zaczęłam słuchać. Oparłam głowę o ścianę i śpiewałam sobie po cichu.
"Bez żadnych uczuć, od teraz masz tak żyć..." - śpiewałam sobie w myślach i myślałam też o tym, że to samo sobie powtarzałam po stracie rodziny. Patrzyłam jak ludzie przechodzą obok mnie i patrzą na moja białe włosy. Zadzwonił dzwonek na lekcje. Wszystkie lekcje i przerwy minęły spokojniej niż inne. O 13 skończyłam lekcje i zabrałam ze sobą MP4, bo od pierwszej lekcji coś mnie cały czas kuło w serce, jakby za te wszystkie lata pozbawione uczuć - miłości, smutku, troski, złości, tęskonty, samotności i tak dalej. Do domu doszłam spokojnie, nikt mnie nie zaczepiał. Gdy weszłam do mieszkania od razu zobaczyłam Yuki i postanowiłam ją zabrać do parku na spacer, żeby się odluzować. Założyłam jej smycz i zeszłyśmy na dół. Do parku doszłyśmy po 15 minutach, puściłam ją ze smyczy, a ona grzecznie za mną szła, aż do fotanny, a potem zobaczyła inne psy z wczoraj. Ja oglądałam się w wodzie i patrzyłam na moje białe włosy. Po 10 minutach zobaczyłam obok, rudą małpę.
- Cześć... - odwróciłam wzrok.
- Co jest? - przysiadł się obok mnie, a niech go diabeł weźmie, bo się nadaje.
- Nic - obejrzałam się na Yuki i Demona.
- Chyba wszyscy was tu znają.
- Czemu tak sądzisz?
- Bo wszyscy się na ciebie patrzą a do naszych psów dołączają inne. Chyba rzadko się tu spotyka taką rudą małpę, jak ty.
- Głównie znają mnie z widoku i raczej mnie widują samego, albo z Lysandrem.
- Poza tym mogą się bardziej na mnie gapić, przez te białe włosy.
- Ta... Wyglądają jak mieszanka wszystkiego co białe.
- Czystej białej mgły, czystego śniegu i lodu?
- Tak - uśmiechnął się, ale normalnie, a ja także.
- Heh, dzisiaj mi dwie osoby powiedziały, że jestem dziewczyną spod ciemnej gwiazdy.
- A ja to słyszałem już kiedyś ze trzysta razy.
- Nie, ty jesteś szatan i ruda małpa.
- Hahaha, bardzo śmieszne.
- Żebyś wiedział - pokazałam mu język. Rozmawialiśmy tak do 20, aż się skapliśmy, że już nikogo nie ma w parku poza nami i psami. Zaczęliśmy sie zbierać, ale znów mgła się zjawiła nie w pore. Tym razem od razu widziałam wszystko we mgle.
- Kastiel, zostań tu. Zaraz wrócę - zrobił jak mu kazałam i poszłam szukać psów, szybko je znalazłam i zabrałam do Kastiela. Zaprowadziłam Demona do pana, żeby założył mu smycz.
- Załóż Demonowi, smycz. Idziemy.
- Dobra - wzięłam Kastiela za rękę i zaprowadziłam go do budynku. Chciałam zapalić światło, ale Kastiel mnie powstrzymał.
- Co?
- Nie musisz zaświecać. Twoje włosy... - W tym momencie wzięłam do ręki moje włosy, świeciły na biało i dawały wystarczająco tyle światła żebyśmy doszli do mojego mieszkania. Otworzyłam i od razu zaświeciłam światło. Zdjęłam buty i kurtkę, poszłam do salonu i załączyłam telewizję. Poszłam do kuchni.
- Co chcesz na kolację?
- Nie jestem głodny.
- Uważaj, bo ci uwierzę - w lodówce ujrzałam pizzę z wczoraj, którą zamówiłam, ale nie zjadałam całej.
- Mam pizzę!
- A to inna sprawa - położyłam pizzę na stoliku i włączyłam "Krainę lodu".
- Znasz?
- Słyszałem.
- To siedź cicho i oglądaj - Siadłam obok niego i wzięłam kawałek pizzy. Po jakiś 20 minutach filmu pizzy, już nie było. Potem oboje rozsiedliśmy się na kanapie i oglądaliśmy, w końcu ja zaczęłam usypiać i oparłam się o Kastiela, on chyba po nocach nie śpi, bo nigdy go śpiącego nie widziałam tylko jak sie budził rano.
- Te, nie śpij! Ja cię do łóżka nie zanoszę.
- Przecież nie śpię.
- Ta... Jasne.
- Dobra, idę spać. Śpisz na kanapie, jasne? - On tylko kiwnął głową, wiedziałam, że w jego głowie roi sie plan jak się z tego wywinąć. Poszłam się umyć i jeszcze przeczesać włosy. Po wyjściu czekała mnie niespodzianka - Kastiel. Odepchnęłam go i poszłam do pokoju. Zamknęłam na klucz i położyłam się.
"Ruda małpa" - pomyślałam i od razu usnęłam.
________________________________________
Trochę krótki rozdział i pokręcony, ale zawsze coś ^^ Zaś Kastiel śpi u Rose... to podejrzane XD
Rozdział 14
Znowu obudziłam się o 4 nad ranem, nie obok Kastiela, chociaż tyle. Popatrzyłam przez okno - mgły już prawie nie było.
"Moje włosy zmieniają kolor i mgła już prawie też nie ma z rana! No naprawdę, kurwa" - Zdenerwowanie źle na mnie działa. Poszłam do salonu, a oczywiście ruda małpa spała, a Demon na nim. Nie chciało mi się ich budzić, więc ich tak zostawiłam i zrobiłam sobie kanapkę, trzaskałam, że trupa bym obudziła, a ci nic.
"Śpią jak kamienie. Dobrze wiedzieć" - pomyślałam i uśmiechnęłam się szatańsko na pewien pomysł. Poszłam do łazienki, nalałam wody do wiadro i poszłam do salonu, przecież trzeba to odkazić. Podeszłam na palcach, odgarnęłam włosy Kastielowi, że woda wlała mu się do oczu i BUM. Kastiel cały mokry.
- Ty się chyba po ostatnim razie nie nauczyłaś - popatrzył na mnie takim morderczym wzrokiem, że aż trochę się przestraszyłam o swoje życie.
- Nie patrz się tak na mnie! Trzaskałam szafkami, żeby was obudzić, a wy nic! A nic innego do głowy mi nie przyszło.
- Trzeba było ruszyć tą swoją białą główkę.
- A ty możesz chodzić wcześniej spać, to może by nie było takiego drastycznego budzenia, ruda małpo - wymamrotałam pod nosem.
- Slucham? - Spojrzał na mnie tym morderczym wzrokiem.
- Powiedziałam, że masz się na mnie tak nie patrzeć! - Krzyknęłam trochę piskliwie, nawet nie wiedziałam, że mam taki głos piskliwy.
- Matko boska, nie piszcz tak, bo mi uszy odpadną!
- To się tak na mnie nie patrz! - Patrzyłam mu w oczy tak samo jak on mi. A ja już presji nie wytrzymałam i kopłam go w czułe miejsce, zachichotałam i uciekłam do pokoju. Słyszałam, że wyje z bólu, ale nie zwracałam na to uwagi i przeszłam do łazienki, zamknęłam ją i zaczęłam się czesać. Potem umyłam zęby i wzięłam jeszcze szybki prysznic. Otworzyłam łazienkę i poszłam do pokoju. Ubrałam się z czarną bluzkę z zielonym napisem "Po co być normalnym?", spodnie (oczywiście, że czarne XD) i czarne skarpetki. Otworzyłam pokój, rozejrzałam się, kiedy stwierdziłam, że Kastiela nie ma wyszłam na dobre. Spokojnie przeszłam do kuchni, a potem do salonu.
"Kastiel chyba poszedł do domu" - pomyślałam i zawołałam Yuki, a ona do mnie przyszła. Włączyłam telewizję i nie minęło 5 minut i już się okazało, że Kastiel się schował. Zaczął mnie po prostu łaskotać, zabiję go.
- Przestań! Przecież wiesz, że ja tego nie cierpię! - Wykrzyczałam przez śmiech.
-To trzeba było mnie tak budzić i kopać?
- Przestań, bo już mnie wszystko boli!
- Nie - pochylił się nademną i możliwe, że go kopłam w twarz. Wstałam i podeszłam do niego, bo trochę opadł na ziemię. Dałam mu rękę na ramieniu, a on się odwrócił.
- Żyjesz? - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie, wiesz? Możesz mi już zacząć kopać grub.
- Wstawaj i siadaj na kanapie, zrobię ci zimny okład - ja wstałam i poszłam do kuchni, on jeszcze chwilę posiedział na podłodze i wstał. Ja mu robiłam okład z lodu, aż mnie objął w talii.
- Już cię szczęka nie boli? - Uśmiechnęłam się.
- Nie - obróciłam się i momentalnie pocałowałam Kasa, on odwzajemnił pocałunek, niech to szlag.
"Co ta ruda małpa ma w sobie? Może to, że jest trochę podobny do mnie" - myślałam i przerwaliśmy pocałunek, zabić tą rudą małpę.
- A tak właściwie, to widziałem wczoraj, że coś się stało poza tym, że nauczyciel się ciebie uczepił.
- Eh... Bo stało się, lata temu - spuściłam głowę.
- Co takiego się stało?
- A obiecujesz, że nikomu nie powiesz?
- No.
- Rodzice mi zginęli - powiedziałam krótko i nie miałam już ochoty o tym mówić. On mnie tylko przytulił, chyba ma podobną sytuację...
Rozdział 15
Kastiel tulił mnie przez pięć minut. Aż w końcu się odważyłam go spytać:
- Kas...
- No co jest? - Puścił mnie i przeszedł na bok.
- A z twoimi rodzicami co jest? - Spytałam niepewnie.
- Zapewne teraz siedzą we Włoszech i załatwiają jakieś sprawy - powiedział jakoś obojętnie.
- Aha...
- Coś jeszcze?
- Nie, nic, tylko to chciałam wiedzieć.
- Idziesz z psem na spacer?
- Matko! - Pobiegłam szybko po Yuki. Wzięłam po drodze smycz. Szybko ją znalazłam, przyczepiłam smycz i wyniosłam z mieszkania. Kastiel z Demonem czekali na nas przed budynkiem. Wyszłam zdyszana, ale miałam jeszcze tyle sił żeby biegać.
- Co taka zdyszana? - Uśmiechnął się szatańsko.
- Też byś tak wyglądał, ruda małpo - popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem.
- Ja nie bieam jak oszalały, bo mi się o psie zapomniało.
- Bo jesteś małpą? - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- A ty co? Święta? - Uśmiał się - Nigdy nie widziałem tak zwariowanej dziewczyny jak ty - pokazałam mu język. A on mi także i poszliśmy do parku. Jeden kosmyk miałam na ramieniu i widziałam, że mi trochę zabłyszczał, ale olałam to. Doszliśmy do parku i puściliśmy psy, a one pobiegły w ulubione miejsce. A ja poszłam do fontanny. Usiadłam na niej i patrzyłam na ludzi, większość nie zwracała na mnie uwagi, a na tych którzy na mnie dziwnie patrzyli, nie zwracałam uwagi. Zauważyłam, że Kastiel poszedł do kolegów, ale cały czas miał mnie na oku. Kiedy przestał mieć mnie na oku, zwołałam po cichu Yuki i wyszłam z parku. Poszłam w prawo, bo widziałam tam las. Popatrzyłam się jeszcze za siebie czy ta ruda małpa zauważyła moje zniknięcie. Oczywiście, że nie, więc poszłam w stronę lasu. Zrobiłam kilka kroków i zauważyłam piękną łąkę, schowaną wśród drzew. Przypominała mi moją kryjówkę z czasów dzieciństwa, kiedy jeszcze rodzice żyli, wtedy tylko oni o niej wiedzieli i nikt inny. Usiadłam na trawie i pobawiłam się z Yuki.
"Tu mnie nikt nigdy nie znajdzie, nawet ta ruda małpa, nikomu o tym nie powiem" - pomyślałam i uśmiechnęłam się. Tak długo się bawiłam z Yuki, że słońce już prawie zaszło, przypiełam ją do smyczy i wybiegłam z lasu. Przebiegałam obok parku, już nikogo tam prawie nie było, rozejrzałam się i pobiegłam dalej, do budynku. Zamknęłam drzwi i poszłam do mieszkania. Gdy weszłam, zdjęłam buty i odpięłam smycz od obroży Yuki. Poszłam do kuchni i dałam jej wodę i karmę. Sobie zrobiłam kanapkę z serem i papryką. Poszłam do salonu, postawiłam talerzyk na stoliku i poszłam do łazienki. Uczesałam włosy, bo były pełne kołtunów, przemyłam oczy i wróciłam do salonu. Włączyłam telewizję i położyłam się na kanapie i chyba potem usnęłam.
Kiedy tak rozmyślałam przyszedł człowiek od karteczki... - czyli Kastiel O.O (Co mi tam, kto powiedział, że to pójdzie na prawdziwne kartki z drzewa? ;-;)
- To żart, mam rozumieć? O.o
- Nie.
"Bardziej się spodziewałam Nata albo kogoś innego, ale napewno nie jego!" To było dziwne, przyszedł właśnie człowiek którego nie cierpiałam i miałam nadzieję, że z wzajemnością... o.O
- Eh... praktycznie to chłopaki mnie ty przysłali, bo chcą cię zabrać na plażę, ale jeszcze mnie "musisz" polubić.
- Mogę udawać... - w tym momencie zawiał zimny wiatr - Brr... Idź już do domu.
- Ty też...
- A co ja robię, ruda małpo? -.-"
"Ups, wympsnęło się... XD"
- Jak mnie nazwałaś? ;-;
- Ruda małpa, głuchy jesteś? ;-;
- Nie, właśnie chyba słyszę aż za dobrze -.-"
- No cóż, nie moja wina - oddaliłam się i spojrzałam na niego. Stał na szczęście już obrócony, a ja zadowolona z siebie, że nie wydałam mojęgo lęku, poszłam do mieszkania.Chciałam mu wtedy zdrowo przywalić, w kroczę... XD Potem dostałam SMS-a, od nieznajomego, albo znajomego? "Idziemy jutro na plażę? :3
Alexy"
- Skąd on wziął mój numer, do cholery?! O.O Przecież mu nie dawałam ani nikomu, to psychopaci czy co? O.o
Nie odpisałam na SMS-a, bo byłam zbyt szokowana tym faktem, że nie miałam na to sił XD Potem poszłam się umyc i spać.
Kolejny dzień (musi być, bo przecież ten rozdział się zaczął na połowie zeszłego XD)
Obudziłam się o 5, ciekawie wcześnie. Wolałam zostać w domu, ale musiałam zobaczyć bliźniaków i o informacje dotyczące mojego numeru telefonu. Poza tym tak czy siak musiałam iść, bo gadałam wczoraj z Kasem i jeszcze uznaliby, że raczej się ze mną nie pogodził.. ;-; Więc, poszłam do łazienki i wzięłam pół godzinny prysznic, potem uczesałam się umyłam zęby, wyszykowałam się i siadłam przed komputerem. Jakieś po 3 godzinach siedzenia na komputerze i dziwnych stronach, ktoś zadzwonił do drzwi. Czyżby bliźniacy? Podeszłam i otworzyłam i miałam rację.
- Cześć, wchodźcie do środka.
- Hej, taka odmiana? Wcześniej trzymałaś nas na korytarzu - odezwał się Alexy. XD
- Mam ku temu powodu - powiedziałam zamykając drzwi.
- Ah, tak? Jakie?
- Skąd wzieliście mój numer? -.-"
- Od Kastiela.
- A ten skąd go wziął? =.=
- Musisz się go sama spytać.
- Ta ruda małpa mi jeszcze za to zapłaci... - burknęłam pod nosem.
- Idziemy na plażę?
- Tak, chodźmy. Mam nadzieję, że reszta na nas już czeka.
*Alexy do Armina*
- Co jej sie stało?
- Może to Kastiel coś jej zrobił... o.O
- Proszę cię, nie dałaby się.
- Dobra chodź, bo zaraz ONA nam coś zrobi.
*Wracamy do rzeczywistoci*
Chłopaki szybko mnie dogonili. Wsumie to na nich czekałam, ale cóż. Na plażę dotarliśmy po 10 minutach i od razu zobaczyłam rudą małpę uganiającą się za psem. Postanowiłam coś zrobić, żeby nie było, że dalej jesteści "skłóceni", choć to była czysta nienawiść od pierwszego spojrzenia.
- Pomóc ci? - Kastiel, stanął akurat przede mną i pokazał rękę, że mam gonić jego psa a ja mu na to odpowiedziałam:
- Ty chyba masz coś nie tak z głową. Takiego psa się nie goni. Czeka się aż sam przyleci, albo zwabia się go patykiem czy czymś. To ja nie miałam zwierzaka, a wiem więcej.
- Ta, to spróbuj, go patykiem zwabić.
- A jak się nazywa ten twój diabeł? -.-"
- Demon.
- Nawet imię mu pasuje ;-; DEMON! - krzyknęłam, żeby zawołać psa. Po 5 sekunad przyleciał do mnie zdyszany.
- Dawaj smycz - podał mi smycz i przywiązałam psa.
- Właśnie zostałem wystawiony przez własnego psa ;-;
- Trzymaj smycz. Następnym razem nie goń go - powiedziałam i poszłam sobie.
Nasmarowałam się kremem i odczekałam chwilę, a potem wskoczyłam do wody. Czas leciał mi beztrosko, aż nastała chwila przyjścia mgły. Wszyscy zaczęli się zbierać, ale Kas, szukał psa. Nie chcąc żeby nawet ta małpa została tutaj na noc, pomagłam mu znaleść psa. Kiedy znaleźliśmy psa, pobiegliśmy do domów, ale kiedy byliśmy na asfalcie, momentalnie zjawiła się mgła.
- Katiel?! Gdzie jesteś?! - Krzyczałam zdyszana i przestraszona, nic nie wiedziałam aż w końcu...
Dam, dam jestem wredna i tylko tyle wam daje :3 Dozobaczenia, miśki ^^
Rozdział 8
- Kastiel?! Gdzie jesteś?! - Krzyczałam zdyszana i przestraszona, nic nie widziałam, aż w końcu, obejrzałam się za siebie i zobaczyłam siedzącego Kasa oraz psa obok niego. Podeszłam i powiedziałam:
- Tu jesteś - Dałam mu rękę na ramieniu.Kas odskoczył.
- Jakim cudem żeś mnie znalazła, gdzie kolwiek teraz stoisz - patrzył na mnie, ale chyba on nie widział, tak jak ja.
- Nie wiem jakoś tak. Chodź zaprowadzę cię do mnie, będziesz u mnie nocował - wzięłam jego dłoń i zaprowadziłam do siebie. Weszliśmy do bloku i zaświeciłam światło. Kastiel momentalnie się przestraszył.
- Ostrzegaj mnie następnym razem...
- Przed zaświeceniem światła?
- Tak, ale tylko po powrocie z tej przeklętej mgły.
- Eh... mam nadzieję, że to jednorazowa akcja - pokazałam Kastielowi, gdzie mieszkam i zaprowadziłam. Otworzyłam drzwi i zostawiłam otwarte dla tej małpy i jego psa.
"O jezu, jeśli ten sen okaże się prawdą jego pies zginie a właściciel także i w tym samych torturach" - pomyślałam i popatrzyłam grożnie na Kasa.
- Na co się gapisz?
- Na nic, pilnuj psa, bo jak mi mieszkanie zdemoluje to oboje zginiecie w piekielnych torturach.
- Zostawisz mnie na noc w tej mgle w samych kąpielówkach? - Uśmiechnął się szyderczo.
- Nie. Najpierw walnę patelnią, a potem zaprwadzę do piwnicy.
- I mnie zgwałcisz? - Zaś ten uśmiech.
- Chciałbyś - uśmiechnęłam się ironicznie.
Pokazałam Kasowi, gdzie ma spać i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się i poszłam do kuchni zrobic kolację. Popatrzyłam na Kastiela jak się gapi w sufit.
- Co chcesz na kolację?
- Wszystko mi jedno.
- Czyli pies będzie ci pasił? - Spytałam się i popatrzyłam na psa jak na stek.
- Nie, ale ty to co innego.
- No siebie nie zrobię, bo kolacji nie będzie - przewróciłam oczy, a potem znów na niego popatrzyłam i... zobaczyłam tylko pustą kanapę.
- Oj, ty chyba chcesz oberwać patelnią w łeb i to porządnie, albo w kroczę - potem ktoś mnie złapał w talii, ba nawet nie ktoś tylko Kastiel.
- A tobie się życie z kreskówką nie pomyliło?
- Nie, ale chyba tobie tak - potem walłam o w krocze, piętą - jedyna część stopy którą mogłam do walnąć. Potem Kastiel zwijał się z bólu.
- Ostrzegałam - odwróciłam się i popatrzyłam jak tarza się po podłodze z bólu. Poszłam siąść na kanapę i zaczęłam oglądać, aż w końcu zasnęłam, potem obudziłam się cała zmoczona.
- Ty, draniu! Kobietę w jej mieszkaniu lać zimną wodą?!
- Zemsta jest słodka - uśmiechnął się tym razem szatańsko.
- Oj, kobiety w mieszkaniu się nie drażni...
- A co mi zrobisz? - Uśmiechnął się. Sięgnęłam po jeo kurtkę i zwiałam do pokoju. Wzięłam nożyczki.
- Chcesz mieć taki piękny napis na tyle "Kocham Rose na zabój"? - Uśmiechnęłam się bardziej szatańsko niż on.
- A spróbuj.
A co mi zrobisz? Zabierzesz do piwnicy i zgwałcisz?
- Na przykład, ale ja mam bardziej bujną wyobraźnię.
- Rozumiem, że ten napis ma być jak największy!
- Ty chyba chcesz się pozbyć drzwi do pokoju.
- Odkupujesz jak zniszczysz.
- Prokurator i tak mi powie, że lepiej, bo drzwi oberwały a nie ty.
- Grozisz mi pobiciem? - Uśmiałam się.
- Może.
- Zrobię ci fotkę tej kurtki przed i po cięciu - wzięłam do ręki jakąś starą kurtkę podobną do tej Kasa i zrobiłam jej zdjęcie, a potem wycięłam na niej napis "Kocham Rose na zabój". Kiedy skończyłam wzięłam ją i wyszłam z pokoju.
- Podoba ci się? - Pokazałam mu kurtkę i uśmiechnęłam się.
- Ty mała...
- Żmijo?
- Tak - zbliżył się do mnie o jeden krok, a ja o dwa się cofnęłam, a potem zaczęłam uciekać, ale mnie złapał. Chciałam mu przywalić, ale zaczął mnie łaskotać.
- Zostaw!
- Jak mi odkupisz kurtkę!
- To moja, sieroto! Twoja sobie grzecznie, cała leży na moim łóżku! - Kastiel przestał mnie łaskotać i poszedł do mojego pokoju, wziął kurtkę i wrócił, do salonu, a ja dalej leżałam na podłodze.
- Chcesz dzisiaj spać na podłodze?
- Mogłeś być delikatniejszy, baranie. Teraz mnie wszystko boli - wziął mnie na ręcę i zanióśł do pokoju.
- Co ty robisz?
- Niosę cię do pokoju, a na co ci to wygląda?
- Nie wiem, przecież mam zamknięte oczy - potem zasnęłam . Nie wiem co się potem działo, ale obudziłam się koło Kastiela...
Rozdział 9
- Ty naprawdę chcesz kiedyś oberwać - powiedziałam ze złością.
- Czekaj, co się działo? - mówiąc to przetarł sobie oczy.
- Sam mi powiedz.
- Dobra, już chyba pamiętam.
- Jeśli nie chlałeś, to powinnienieś pamiętać.
- Umówmy się, że nawet u ciebie nie byłem.
- Jestem za, a teraz wynocha. Muszę się ubrać, a ty raczej musisz iść do szkoły z drugiej strony.
- Już idę, nie stresuj się - potem wyszedł, a ja ległam i popatrzyłam w sufit.
"Jezu, on poważnie nie skapnął się, że jest NIEDZIELA?" - Pomyślałam i uśmiechnęłam się. - "Idiota. Ej, chwila moment! Jak ten pies dopuścił się przestępstwa, to go uduszę!" - Poszłam obejrzeć mieszkanie i na szczęście tego kundla, było całe. Poszłam się ubrać i postanowiłam wyjść na zakupy. Ubrałam czarną bluzkę z różami, nową (czarną XD) kurtkę, biało-czarne adidasy i czarne rurki. Kiedy wyszłam z mieszkania czekała na mnie niespodzianka:
- Czego tu jeszcze?
- Wiesz, że ludzie oberwali za mniejsze przewinienia?
- Dobrze wiedzieć, czyli nie jesteś idiotą.
- Żmija.
- Ruda małpa. Jeszcze czegoś chcesz, czy tak tylko sobie czekałeś, żeby mi pogrozić?
- Nie nic więcej.
- Matko jedyna, czekał tu spcejalnie godzinę żeby mi tylko przekazać groźby? - szepnęłam.
- Słyszałem!
- I czego podsłuchujesz ruda małpo?!
- Jak tak głośno mówisz, to nie da się nie słyszeć! - Odwrócił się, żeby pokazać tylko ten swój uśmieszek. Poczekałam trochę i wyszłam z budynku, sklep był oddalony o 20 minut drogi. Po drodze nie napotkałam nikogo, ale w sklepie zobaczyłam bliźniaków.
"Boże, ratuj"- pomyślałam kiedy mnie już zobaczyli. Także do nich podeszłam.
- Armin! Alexy!
- Rose! I jak udało wam się zdąrzyć przed mgłą?
- Komu?
- No... tobie i Kastielowi...
- Aaa.. tak, tak udało - na mojej twarzy pojawił się "przyklejony" uśmiech.
- Już myśleliśmy, że zabłądziliście gdzieś w tej mgle - uśmiechnął się Alexy.
- Ta prędzej to on by zostawił psa... - Wymamrotałam.
- Hehe, nie sądzę. My musimy iść, bo nam rodzice każą, latać po sklepie.
- Dobra, cześć - pomachałam im i poszłam się poszwędać po sklepie, chyba zajęło mi to tyle samo czasu co bliźniakom, bo się spotkaliśmy przy kasie. Pani kasjerka mi szybciej, zeskanowała zakupy i chciałam zwiać, ale mnie złapali.
- Idziemy cię odprowadzić - powiedzieli razem.
- To będziecie robić za tragaży - uśmiechnęłam się z nadzieją, że zrezygnują z tego pomysłu.
- Spoko, jestem przyzwyczajony, przez zakupy z Alexym - dałam bliźniakom moje zakupy i poszłam sprzodu. Zajęło nam to 30 minut, bez napotkania Kastiela, bo ci dwaj się wlekli. Wnieśli mi zakupy do mieszkania i wyszli, ja rozpakowałam zakupy i ległam na łóżku.
To tyle, sorry, za krótki rozdział c:
Rozdział 10
Dzisiaj poniedziałek. Muszę iść dziś do szkoły, niestety, może uda mi się ominąć dwie pierwsze lekcje? Eh... matko boska o czym ja myślę? Za dużo czasu spędzam z Kasem... Moment! Wróć! O jeden dzień za dużo z nim spędziłam czasu. Poszłam do łazienki, umyłam zęby i zaczęłam się czesać, kiedy skończyłam zauważyłam kilka białych pasków na moich włosach, a że moja włosy wyglądają jak brązowe, bardzo to widać. Olałam to i zostawiłam włosy rozpuszczone. Ubrałam się jak zwykle, na czarno i wyszłam z mieszkania. Została mi jeszcze cała godzina do rozpoczęcia lekcji, więc szłam powoli i zajęło mi to tylko 40 minut, a jakoś bliźniakom i innym zajmuje całą lekcję, to podejrzane... Ku mojemu zdziwioniu na dziedzińcu był Kastiel, ominęłam o szerokim łukiem, ale Lysander i bliźniaki mnie zauważyli, a mieli "delikatną" sprawę do Kastiela, którą "tylko ja" mogłam załatwić.
- Rose... mamy do ciebie prośbę.
- Jak coś związanego z Kastielem, to trafiliście pod zły adres.
- Proszę... Ciebie nie pobije, a nas tak.
- O co chodzi? Macie tylko szczęście, że jestem wyruzomiała, bo inaczej już byście tam leżeli poobijani.
- Hehe, powiem ci na ucho - podszedł do mnie Armin i powiedział mi na ucho o co chodzi.
- Matko boska, po co się tu przeprowadzałam? - Przewróciłam oczami i poszłam w stronę Kastiela, miałam nadzieję, że dzwonek mnie uratuje.
- Cześć.
- Siem, o co chodzi?
- Eh... chciałam cię spytać o Debrę.
- Co?
- Eh... Chłopaki mnie prosili, żebym cię zapytała o twoją byłą, tylko ich nie bij. Sama to załatwię.
- A co chcą wiedzieć?
- Podobno się tu pojawiła i cię szuka.
- Jak ją spotkasz powiedz, że jak ją zobaczę na oczy to wyląduje w szpitalu.
- Okej? Cześć - oddaliłam się i odetchnęłam z ulgą.
" Czego się ci idioci bali? Ja bym się bardziej o Debrę martwiła" - kiedy pomyślałam ostatnie słowo, akurat spotkałam chłopaków.
- I co?
- Powiedział, że jak ją zobaczy to w szpitalu wyląduje, pa, idę na lekcje.
- Cześć.
Poszłam na lekcje, nie mogłam się skupić bo myślałam cały czas o Kastielu, jakoś dziwnie zaeragował kiedy usłyszał o swojej byłej. Coś jakby go tknęło, ale mimo to zagroził jej. Wszystkie lekcje minęły spokojnie i luźnie, nikt mnie nie zawołał do odpowiedzi i nie byłam przy tablicy, dziewczyn jakoś dzisiaj nie było, na Debrę się nie napotkałam i w ogóle jakoś tak spokojnie, do czasu. Przechodziłam koło dziedzińca, gdy nagle zobaczyłam wściekłych chłopaków i to wszystkich bez wyjątków, najwyraźniej o czymś dyskutowali, ale ich nie słyszałam, byłam za daleko. Ale z tego co widziałam, nie był to zbyt dobry dla nich dzień. Udałam, że ich nie widzę i spokojnie przeszłam a potem dosłownie wpadłam na Kastiela.
- Kurwa! Uważaj jak chodzisz, ruda małpo!
- Czemu masz po części białe włosy?
- Zmieniasz temat, ale odpowiem. Od rana, tylko ty zauważyłeś.
- Heh, dopiero po zderzeniu - ja wstałam, a Kastiel jeszcze siedział na ziemi.
- Wstajesz czy masz zamiar tak siedzieć?
- Wstaję - podniósł się i odszedł.
Ja poszłam do domu, a przed budynkiem siedział mały piesek. Nie miał obroży, chyba był bezpański. Przygarnęłam go, ponieważ był taki słodki i uroczy. Weszłam do mieszkania, poszłam z pieskiem do łazienki, umyłam go, wysuszyłam oraz dałam jeść i pić. Był bardzo głodny i spragniony, ponieważ po 5 minutach już tego wszystkiego nie było, a dałam mu dość duży kawałek kiełbasy. Poszłam do pokoju, odrobiłam lekcji, zrobiłam posłanie szczeniakowi i pobawiłam się z nim trochę. Kiedy już ja i on się zmęczyliśmy, zabrałam go ze sobą i włączyłam telewizję. Przy okazji rozmyślałam o imieniu dla niego.
- Już wiem, jak cię nazwę! Yuki - nazwałam go tak, ponieważ był biały i przypominał mi śnieg, a po japońsku "Yuki" oznacza śnieg. Gdy skończyliśmy, pobawiłam się jeszcze z nim i poszliśmy spać.
Załóżmy, że tak wygląda dorosły osobnik rasy Yuki, a i jak możecie wniskować po imieniu to suczka :3Dziś wtorek. Spałam dłużej bo miałam na 11:40, ale i tak jakoś 3 godziny przed 11 się obudziłam, ponieważ Yuki mnie obudziła. Poszłam umyć zęby i uczesać włosy.
"Matko przenajświętsza! Apage satana spirytus sante!" - wykrzyczałam w myślach kiedy zobaczyłam swoje białe włosy. Przemyłam sobie oczy zimną wodą i zerknęłam jeszcze raz do lustra, niestety to nie był sen. Yuki akurat wtedy przyszła do mnie do łazienki. Popatrzyłam na nią i się uspokoiłam. Podniosłam ją i pogłaskałam. Zabrałam na kanapę i włączyłam telewizję, akurat leciała Legenda Korry, więc ją zostawiłam. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę z nutellą, kiedy bajka się skończyła poszłam się ubrać, przygotowałam wodę i jedzenie dla Yuki, weszłam na komputer i wzięłam na kolana Yuki. Godzinę przed jedenastą, wyszłam z mieszkania i zamknęłam. Poszłam do szkoły na około żeby jakoś mi czas zleciał i zobaczyłam nikogo innego ja Kastiela który wyprowadza Demona. Udałam, że go nie widziałam i spokojnie przeszłam, ale jak zwykle los pokrzyżował mi plany, bo Demon na mnie pobiegł.
- Stój! - Złapałam go, zatrzymałam i uchroniłam się przed atakiem.
- Heh, gdybyś nosiła inne ciuchy nie poznałbym cię - uśmiechnął się cenicznie.
- Poważnie, a po głosie i przez to, że Demon na mnie napadł nie poznałbyś mnie? - Schowałam ręce do kieszeni.
- Nie, mało zwracam na to uwagę.
- To teraz mamy kolejny powód ucieczki twojego psa.
- Poza tym, zapewne wyczuł u ciebie innego psa inaczej byś jeszcze leżała na ziemi.
- Z tym się zgodzę, bo mam małą suczkę.
- Poważnie?
- Znalazłam ją wczoraj przed budynkiem. Przygarnęłam ją, a w tym bloku, gdzie mieszkam nie ma zakazu wprowadzania zwierząt.
- Heh, idziesz dziś do szkoły z tymi włosami?
- No, idę... - wymamrotałam pod nosem.
- To wymyśl przynajmniej jakąś wymówkę - uśmiechnął się i odszedł. Ja poszłam w stronę szkoły spóźniłam się jakoś 10 minut. Weszłam do klasy i usiadłam w ławce, nauczyciel nawet uwagi mi nie zwrócił, nawet nie spojrzał w moją stronę. Tylko klasa na mnie patrzyła jakby ducha widzieli.
- Na co się gapicie?
- Na twoje włosy... Są jakieś...
- Inne... - dokończyła cała klasa.
- A jakoś jak wczoraj miałam na pół białe nikt nie widział - przewróciłam oczami - On tak od 10 minut? - podparłam ręką głowę.
- No, nawet nie zwraca uwagi na to, że rozmawiamy o czymś, o czym nie powinniśmy - uśmiechnął się Armin.
- Heh, wymarzona lekcja, ale jak tu Kastiel wparuje już nie będzie wymarzona.
- O ile tu wparuje - potem Kastiel wszedł do klasy jak gdyby nigdy nic, a nauczyciel... Brak słów nawet na niego uwagi nie zwrócił.
- Może trzeba by sprawdzić czy on żyje? - Spytała Rozalia.
- Eh... idę wybudzić go z transu, zabierzcie te papiery.
- Po co?
- Zobaczycie - wyszłam z klasy i poszłam do łazienki po wodę, nalałam wodę do wiadra i wróciłam.
- Nie mów, że chcesz to wiadro na niego wylać - cała klasa zrobiła wielkie gały, nawet Kastiel.
- A co? Nikt się wcześniej nie odważył?
- Nikt a nikt.
- Nawet ten rusy małpiszon? - Popatrzyłam na Kastiela.
- Ej... - popatrzył na mnie morderczym wzrokiem.
- Nawet on.
- Heh to będę pierwsza - podeszłam do biurka nauczyciela i wylałam na niego wodę, a ten zaraz się obudził. Popatrzył na nas i poczuł, że jest mokry.
- Co do jasnej cholery się tu wyprawia?!
- Martwiliśmy się o pana, a pan na nic nie odpowiadał, więc JA postanowiłam obudzić pana wiadrem wody... - Powiedziałam słodkim głosikiem, a potem zadzwonił dzwonek. Poszłam po torbę i wyleciałam z klasy. Poszłam na dziedziniec, żeby odetchnąć z tych nerwów. Potem ktoś zasłonił mi oczy.
- Zabieraj te łapska, ruda małpo, bo inaczej pożałujesz.
- Oberwę wiadrem wody?
- Nie, gorzej, chyba jeszcze nie wiesz, że jestem sadystką.
- Zdąrzyłem się przekonać - zdjął mi te łapska z oczu i usiadł obok mnie.
- To jeszcze nawet ty nie oblałeś nauczyciela wiadrem wody? - Uśmiechnęłam się ciekawsko.
- Bo ja albo urywam się z lekcji albo się spóźniam i nie zwracam uwagi na nauczyciela.
- Heh - obejrzałam się za nas i zobaczyłam chłopaków - Wiesz, poczekaj zaraz wrócę - poszłam w ich stronę z chęcią zabicia ich.
- Co się na nas tak patrzysz, jak na pożywienie? - Alexy, aż się odsunął o jeden krok.
- A wy? Patrzycie na nas jakbyśmy byli... - aż mi to słowo przez gardło nie przeszło.
- Parą - dokończył za mnie Armin.
- Jak widzicie nie jesteśmy, bo mi to nawet przez gardło nie przechodzi.
- No nie wiem, nie wiem - powiedzieli wszyscy razem, a ja obróciłam oczami. Akurat wtedy dzwonek zadzwonił. Lekcje minęły spokojnie żaden, ale to żaden nauczyciel nie zwrócił mi uwagi na kolor włosów. Po lekcjach, poszłam do sklepu kupić coś dla Yuki i siebie. Po drodze spotkałam Kastiela z psem. Nie udało mi się ich ominąć, ponieważ stali na chodniku.
- Coś chcesz?
- Nie.
- To po co tu stoisz?
- Debra mnie śledzi.
- I stoisz tu, bo...?
- Bo czekam na ciebie.
"Matko, przecież nie dawno się pytałam czy chce czegoś ode mnie!" - pomyślałam i powiedziałam:
- No to co chcesz?
- Żebyś przed nią udawała moją dziewczynę.
- What?! - Wyszczetrzyłam gałki oczne.
- Zespół jej nie wypalił i chce do mnie wrócić, a ja chcę jej pokazać, że już mam inną.
- Dobra, chodź do mnie. Demon pozna Yuki.
- Co znaczy to imię?
- Śnieg.
- Dobra.
Poszliśmy pod mój blok i spotkaliśmy Debrę, tylko trochę "popłakała" i się wkurzyła, więc nie warto wam mówić, bo Kastiel był twardy i się nie złamał. Weszliśmy do budynku, poszliśmy pod moja mieszkanie, otworzyłam i na powitanie przyszła do mnie Yuki. Potem podszedł do niej demon i ją "poznawał". Rozebrałam buty i kurtkę, pokazałam Kastielowi gdzie ma zostawić buty i kurtkę, a ja poszłam do kuchni.
- Co chesz zjeść?
- Dzięki, nie jestem głodny.
- Ty w ogóle coś jesz?
- Jem, ale i siebie.
- Boisz się, że sie otrujesz czy, że twoje włosy też zmienią kolor? - Uśmiechnęłam się szatańsko.
- Bardziej to drugie.
- I tak ci zrobię choćby kanapkę z nutellą.
- Mówię, że nie chcę.
- Słuchaj, albo coś u mnie zjesz, albo wypad, a nie radzę, bo zaraz będzie mgła - pokazałam mu nóź, bo miałam go akurat w ręce.
- Dobra, dobra - poszedł na kanapę i włączył telewizję.
- Szybko się poznałeś, gdzie co mam - powiedziłam kiedy szłam z talerzykami - Kawa, herbata?
- Kawa.
- Okej - poszłam spowrotem do kuchni i wstawiłam wodę na kawę i herbatę.
- Jak dzisiaj wywiniesz jakiś numer, to obiecuję, że pożałujesz tego gorzko.
- Będę grzeczny - znów ten jego uśmieszek, denerwuje mnie już on.
- Pożyjemy zobaczymy - przysiadłam się obok i zaczęliśmy oglądać telewziję, kiedy skończyliśmy akurat przyszła mgła. Oboje zobaczyliśmy, że dziś wraz z mgłą pojawił się śnieg.
- Dziwne. Śnieg? Przecież zima się skończyła.
- Ta mgła jest coraz dziwniejsza - zobaczyłam kurtkę Kastiela i uległam pokusie, wzięłam ją i na szybko zwiałam do pokoju.
- Kastiel!
- Czego?
- Nic ci się nie straciło? - krzyczałam z pokoju.
- Zaś mi ukradłaś kurtkę?!
- Hehe, nie wcale. Jaki chcesz mieć napis?
- Chcesz żeby to się skończyła tak jak ostatnio?
- Teraz się skończy inaczej, bo nie mam podobniej kurtki, więc wiesz!
- To teraz będzie sto razy gorzej. Naprawdę chcesz cierpieć?
- Tak apropo to chłopaki myślą, że jesteśmy razem.
- What the fak?!
- A myślisz, że gdzie poszłam?
- Oj, oberwie im się.
- Tylko o mnie nie wspominaj, bo mi się też oberwie.
- Nie wspomnę, bo ci się oberwie ode mnie.
- Masz zamiar mnie zabić czy co?
- Zabić.
- To kto będzie udawał twoją dziewczynę? - Uśmiechnęłam się i podeszłam do drzwi. Otworzyłam i wyjrzałam, Kastiela nie było, więc wyszłam. Poszłam do kuchni, rozejrzałam się, podeszłam do bladu i mnie Kastiel złapał w talii.
- Puść mnie, ruda małpo!
- Nie, teraz mi oddasz kurtkę.
- No musisz mnie puścić, małpiszonie! Jak mam ci oddać, skoro mnie trzymasz?!
- Normalnie - potem nadepłam jego stopę i uciekłam do pokoju, chciałam zamknąć, ale przetrzymał drzwi stopą, potem przycisnął mnie do ściany i pod wpływem presji i braku pomysłów, pocałowałam go. Ani on ani ja się nie opieraliśmy. Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy w łóżku.
________________________________________________________
Jeśli chodzi o "Apage satana spirytus sante" to wzięłam to z netu XD Nie pytajcie się mnie co to znaczy tylko się domyślcie :3
Rozdział 12
Obudziłam się rano, a na mojej talii spoczywała łapa tego małpiszona. Obróciłam się w jego stronę, miał zamknięte oczy, więc zdjełam jego rękę, wstałam poszłam do łazienki, nalałam wody do wiadra i wróciłam do pokoju.
" Hehe, będzie miał słodką pobudkę" - pomyślałam i wylałam na niego wiadro ZIMNEJ wody, a ten momentalnie wstał.
- Kurwa mać! Pożałujesz tego! - Mówił śmiertelnie poważnie.
- Przy okazji zdensfykowałam łóżko po tobie - uśmiechnełam się a on patrzył na mnie jakby chciał mnie udusić.
- Masz 3 sekundy na ucieczkę - powoli zaczął wstawać a kiedy już wstał zaczął odliczać - Raz... - zbliżył się - Dwa... - zaś się zbliżył, a ja stałam tam i patrzyłam, wiedziałam, że mówi poważnie, ale nie chciałam wyjść na tchórza - Trzy - rzucił się na mnie a ja w zaczęłam uciekać. Wbiegłam do łazienki i zamknęłam ją na klucz. Przy okazji umyłam zęby i uczesłam już śnieżno-białe włosy.
- Wylaź!
- Nie, bo mogę się po tobie spodziewać wszystkiego! Poza tym mówiłam, że jak wywiniesz jakiś numer to pożałujesz!
- To ty mnie pocałowałaś, nie ja ciebie!
- Ja to pamiętam inaczej, poza tym mogłeś mnie odepchnąć, a nie jeszcze do siebie przyciągać!
- A to, to pamiętasz?! - Na chwilę zamilkłam, dobrze pamiętałam kto zaczął, ale to była jego wina.
- Wolałeś oberwać wtedy w krocze czy żebym cię dzisiaj zimną wodą oblała?!
- To drugie, wyłaź, przecież ci nic nie zrobię.
- Czemu, ja ci nie wierzę, ruda małpo?
- Sama jesteś małpa, tylko biała.
- To ty jesteś małpiszon, skoro ja jestem małpą.
- Wychodź, bo zagłodzisz psa.
- Poprawka - zagłodzę psy, przecież, Demon też tu jest.
- Eh... tracę do ciebie nerwy - Kastiel poszedł do salonu, a ja otworzyłam drzwi i poszłam do kuchni. Wysypałam trochę psiej karmy dla Demona i Yuki oraz dałam im wody, wsypałam psią karmę do miski i zalałam mlekiem a sobie zrobiłam kanapkę. Postawiłam miskę pod nos Kastiela i dałam mu łyżkę, ja się obróciłam i wróciłam do kuchni. Zobaczyłam, że Kastiel zaczął jeść i uśmiechnęłam się pod nosem. Kiedy ja także skończyłam jeść, Kastiel spytał:
- Co to za płatki? - Wstałam i wyjełam z szafki psie chrupki Kastielowi. A on zabijał mnie już wzrokiem. Wstał i podszedł do mnie, przestraszyłam się, ale nie uciekłam. Potem był może dwa centymetry ode mnie, chciałam zwiać do pokoju albo łazienki, ale mnie złapał. Ku mojemy zdziwieniu sam mnie zabrał do pokoju. Rzucił mnie na łóżko, wyszedł i zamknął drzwi, jak nie wiem, ale nie mogłam otworzyć.
- Wypuść mnie, rudzielcu! - Nie odpowiedział, przypomniałam sobie, że za szafą są drzwi do łazienki, która jest otwarta. Przesunełam szafę z ciężkim wysiłkiem i usłyszałam puszczaną wodę. Zorintowałam się, że albo Kastiel się myje, albo puszcza ciepłej wody do wanny, nie zwarzając na to otworzyłam drzwi i zobaczyłam gołego Kastiela.
- Matko boska, już trzeci raz widzę ten hororr na trzeźwo! Czy ty chcesz mnie do psychiatryka wysłać?!
- Informuj następnym razem, że jeszcze masz jakies drzwi do jakiegoś pomieszczenia w pokoju. Popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem i wpuściłam Demona. Ten rzucił się na pana, a ja wyszłam z łazienki. Wzięłam Yuki na ręce i poszłam z nią do salonu. Po 5 minutach, przyszedł ubrany Kastiel.
- Pożałujesz tego, zemsta będzie słodka - Położyłam Yuki na ziemi i podeszłam do Kasa.
- Ty sie zemścisz, to ja też, ile to jeszcze będziemy ciągnąć? Aż wszyscy uznają, że jesteśmy razem? Ale wtedy gdy naprawdę do tego dojdzie?
- Jeszcze masz jakieś pytania, czy to wszystkie? - Spojrzał na mnie jakby zaraz chciał coś zrobić... I stało się. Pocałował mnie. Znowu.
"Kiedyś tej rudej małpie się za to oberwie, obiecuję" - myślałam lecz jednak się nie opierałam. Aż w końcu go od siebie odepchnęłam.
- Mówiłam ci, że jesteś idiotą?
- A ja tobie, że świetnie całujesz?
- Tym razem ty zacząłeś i na mnie nawet nie waż się winy zwalać.
- A co jak spróbuję? - Ten jego ceniczny śmieszek mnie drażni.
- Powybijam ci te twoje ząbki - powiedziałam słodko - Trzeba psy wyprowadzić. Wzięłam smycz od Demona i dałam Kastielowi. Ja wyciągłam z szuflady dla Yuki. Ubrałam buty i kurtkę. Wzięłam na ręce Yuki i zeszłam z nią na dół, Kastiel już tam na nas czekał z Demonem. Przypiełam smycz do obroży Yuki i poszliśmy w milczeniu do parku. Zajęło nam to 10 minut, bo Kastiela ciągnął Demon. Gdy dotarliśmy oboje puściliśmy psy, ja poszłam w swoją stronę a Kastiel w swoją. Po pół godzinie, zawołałam Yuki i wróciłyśmy do domu, a Kastiel jeszcze tam został. Kiedy wróciłam z nią do mieszkania dałam jej coś do jedzenia i siadłam przy komputerze. Kiedy znów zjawiła się mgła z śniegiem, poszłam do salonu włączyć telewizję, potem pobawiłam się jeszcze z Yuki i poszłyśmy spać.
Rozdział 13
W środę, dzięki Yuki wstałamo 4 nad ranem, jeszcze była mgła. Przetarłam leniwe oczy i podeszłam do okna, śnieg utrzymał się, ale kiedy mgła znikła, śnieg wraz z nią. Potem poszłam do łazienki, umyłam zęby, wzięłam szybki prysznic, uczesałam już tak białe włosy, że aż ciężko je opisać. Były jeszcze bielsze od śniegu, jakby połączyć czystą piękną białą mgłę, śnieg oraz jeszcze lód. Przygotowałam jedzenie i picie dla Yuki oraz ją umyłam, bo była już trochę zmazana po wczorajszym bieganiu z Demonem w parku była brudna jak wtedy, gdy ją znalazłam. Poszłam do pokoju i wzięłam jakieś ubrania, weszłam przez "tajemne" drzwi z pokoju do łazienki i szybko się przebrałam. Na mgłę patrzyłam dwie godziny, a żeby uczesać włosy, umyć zęby i Yuki oraz na ubranie się zeszło mi godzinę i akurat skończyłam o siódmej. Poczekałam sobie z 10 minut zanim wyszłam i pobawiłam się jeszcze piłeczką z Yuki. Potem ją jeszcze pogłaskałam, wyszłam i zamknęłam mieszkanie. Przed budynkiem czekali na mnie Armin i Alexy.
- O co chodzi? - Popatrzyłam się na nich dziwnie.
- O nic, tak tylko po ciebie przyszliśmy.
- Dobra, tylko jak coś palnę, to udawajcie, że nic nie słyszeliście.
- Czego się wczoraj naczytałaś? - Cofnęli się o jeden krok w tył.
- Różnych rzeczy. To jest taka moja mała tajemnica.
- Chyba powinnaś, zrobić sobie od tego przerwę.
- Czytam to od roku, myślisz, że to będzie takie proste?
- Nie, ale ja gram od kilku lat i jakoś umiem się powstrzymać - uśmiechnął się Armin.
- Ta, a w szkole i tak grasz na przerwach - uśmiechnęłam się szatańsko.
- Dziewczyna spod ciemnej gwiazdy.
- Wczesny jesteś - uśmiechnęłam się, ale mniej szatańsko. Poszliśmy do szkoły razem i ja się z Arminem kłóciłam a Alexy nas co pięć minut uspokajał, a myślałam, że to Armin jest tym dojrzalszym. Zanim doszliśmy do szkoły jeszcze "lekko", popchnęłam Armina. Jednak jestem silniejsza niż mi się zdawało, bo Armin prawie się przewrócił. Poszłam pod klasę, po drodze spotkałam Rozalię.
- Cześć - uśmiechnęłam się.
- Chodź, muszę ci coś powiedzieć! - Wzieła mnie za rękę i zaciągnęła do piwnicy.
- Rozalia! Następnym razem nie musisz mnie tak ciągnąć za rękę, jesteś silniejsza niż ci sie zdaje.
- Heh, wybacz - uśmiechnęła się - Chodź za mną - poszłam za Rozalią, a ona poszła w stronę, kanapy i sceny.
- Powiesz mi czego szukasz?
- Znalazłam!
- A 20 minut temu nie łaska było? - Popatrzyłam na nią trochę morderczo.
- Wybacz. Zobacz to!
- Co to jest?
- Sama nie wiem... Musimy sprawdzić! - Uśmiechnęła się.
- Sprawdzimy to u mnie! Nie chcę się narażać w szkole.
- Dobra, myślałam, że jestem dziewczyną spod ciemnej a nie jasnej gwiazdy.
- Raz taka, raz taka - uśmiechnęłam się szatańsko. Poszłyśmy na lekcji z 10 minutowym spóźnieniem. Rozalii nauczyciel nic nie powiedział, ale mnie się uczepił.
- Droga panno, Rose! Jak można sie tak notorycznie spóźniać?!
- Szczególnie, że mnie wczoraj nie było... - wymamrotałam.
- To nawet pan szanowny pan Kastiel się tak nie spóźnia!
"Nie spóźnia, bo do szkoły nie chodzi..."
- Ma pan mi zamiar tak nawijać dalej, czy mogę wreszcie usiąść?
- Siadaj, już i jeśli jeszcze raz się to powtórzy, zgłaszam to do dyrekcji.
"Matko kochana, poważnie? Nawet Kastielowi tego, nie wypominają" - pomyślałam i wtedy wparował Kastiel. I oczywiście jemu nauczyciel nic a nic nie powiedział!
"Co to kurwa jest?! Nawet temu spóźnialskiemu nie zwrócił uwagi?! Czy ten świat się na mnie dzisiaj uwziął?!" - Lekcja minęła całkiem spokojnie. Gdy zadzwonił dzwonek, szybko wyleciałam i pobiegłam na dziedziniec, wyżyć się na czym kolwiek, ale w końcu usiadałam na ławce i wrócił mi tik sprzed kilku lat. Przypomniała mi się śmierć rodziców, ale nie płakałam. Kiedyś postanowiłam już nigdy nie płakać, żyć bez uczuć. Wstałam z ławki i wróciłam do budynku. W swojej szafce miałam MP4 z piosenką "Mam tę moc". Zobaczyłam Kastiela który urywa się z lekcji, jak to on.
- Znowu się urywasz?
- A co cię to?
- A to, że jak się spóźniłeś, ciebie się nauczyciel nie uczepił, a na mnie wręcz nawrzeszczał i coś o tobie wspomniał.
- Heh, to masz pecha - uśmiechnął się szatańsko, aż miałam ochotę go udusić.
- Ruda małpa.
- Żmija.
- W twoich ustach brzmi to jak komplemet - uśmiechnęłam się bardziej szatańsko niż on. Wyjęłam MP4 i poszłam pod salę, włączyłam muzykę i zaczęłam słuchać. Oparłam głowę o ścianę i śpiewałam sobie po cichu.
"Bez żadnych uczuć, od teraz masz tak żyć..." - śpiewałam sobie w myślach i myślałam też o tym, że to samo sobie powtarzałam po stracie rodziny. Patrzyłam jak ludzie przechodzą obok mnie i patrzą na moja białe włosy. Zadzwonił dzwonek na lekcje. Wszystkie lekcje i przerwy minęły spokojniej niż inne. O 13 skończyłam lekcje i zabrałam ze sobą MP4, bo od pierwszej lekcji coś mnie cały czas kuło w serce, jakby za te wszystkie lata pozbawione uczuć - miłości, smutku, troski, złości, tęskonty, samotności i tak dalej. Do domu doszłam spokojnie, nikt mnie nie zaczepiał. Gdy weszłam do mieszkania od razu zobaczyłam Yuki i postanowiłam ją zabrać do parku na spacer, żeby się odluzować. Założyłam jej smycz i zeszłyśmy na dół. Do parku doszłyśmy po 15 minutach, puściłam ją ze smyczy, a ona grzecznie za mną szła, aż do fotanny, a potem zobaczyła inne psy z wczoraj. Ja oglądałam się w wodzie i patrzyłam na moje białe włosy. Po 10 minutach zobaczyłam obok, rudą małpę.
- Cześć... - odwróciłam wzrok.
- Co jest? - przysiadł się obok mnie, a niech go diabeł weźmie, bo się nadaje.
- Nic - obejrzałam się na Yuki i Demona.
- Chyba wszyscy was tu znają.
- Czemu tak sądzisz?
- Bo wszyscy się na ciebie patrzą a do naszych psów dołączają inne. Chyba rzadko się tu spotyka taką rudą małpę, jak ty.
- Głównie znają mnie z widoku i raczej mnie widują samego, albo z Lysandrem.
- Poza tym mogą się bardziej na mnie gapić, przez te białe włosy.
- Ta... Wyglądają jak mieszanka wszystkiego co białe.
- Czystej białej mgły, czystego śniegu i lodu?
- Tak - uśmiechnął się, ale normalnie, a ja także.
- Heh, dzisiaj mi dwie osoby powiedziały, że jestem dziewczyną spod ciemnej gwiazdy.
- A ja to słyszałem już kiedyś ze trzysta razy.
- Nie, ty jesteś szatan i ruda małpa.
- Hahaha, bardzo śmieszne.
- Żebyś wiedział - pokazałam mu język. Rozmawialiśmy tak do 20, aż się skapliśmy, że już nikogo nie ma w parku poza nami i psami. Zaczęliśmy sie zbierać, ale znów mgła się zjawiła nie w pore. Tym razem od razu widziałam wszystko we mgle.
- Kastiel, zostań tu. Zaraz wrócę - zrobił jak mu kazałam i poszłam szukać psów, szybko je znalazłam i zabrałam do Kastiela. Zaprowadziłam Demona do pana, żeby założył mu smycz.
- Załóż Demonowi, smycz. Idziemy.
- Dobra - wzięłam Kastiela za rękę i zaprowadziłam go do budynku. Chciałam zapalić światło, ale Kastiel mnie powstrzymał.
- Co?
- Nie musisz zaświecać. Twoje włosy... - W tym momencie wzięłam do ręki moje włosy, świeciły na biało i dawały wystarczająco tyle światła żebyśmy doszli do mojego mieszkania. Otworzyłam i od razu zaświeciłam światło. Zdjęłam buty i kurtkę, poszłam do salonu i załączyłam telewizję. Poszłam do kuchni.
- Co chcesz na kolację?
- Nie jestem głodny.
- Uważaj, bo ci uwierzę - w lodówce ujrzałam pizzę z wczoraj, którą zamówiłam, ale nie zjadałam całej.
- Mam pizzę!
- A to inna sprawa - położyłam pizzę na stoliku i włączyłam "Krainę lodu".
- Znasz?
- Słyszałem.
- To siedź cicho i oglądaj - Siadłam obok niego i wzięłam kawałek pizzy. Po jakiś 20 minutach filmu pizzy, już nie było. Potem oboje rozsiedliśmy się na kanapie i oglądaliśmy, w końcu ja zaczęłam usypiać i oparłam się o Kastiela, on chyba po nocach nie śpi, bo nigdy go śpiącego nie widziałam tylko jak sie budził rano.
- Te, nie śpij! Ja cię do łóżka nie zanoszę.
- Przecież nie śpię.
- Ta... Jasne.
- Dobra, idę spać. Śpisz na kanapie, jasne? - On tylko kiwnął głową, wiedziałam, że w jego głowie roi sie plan jak się z tego wywinąć. Poszłam się umyć i jeszcze przeczesać włosy. Po wyjściu czekała mnie niespodzianka - Kastiel. Odepchnęłam go i poszłam do pokoju. Zamknęłam na klucz i położyłam się.
"Ruda małpa" - pomyślałam i od razu usnęłam.
________________________________________
Trochę krótki rozdział i pokręcony, ale zawsze coś ^^ Zaś Kastiel śpi u Rose... to podejrzane XD
Rozdział 14
Znowu obudziłam się o 4 nad ranem, nie obok Kastiela, chociaż tyle. Popatrzyłam przez okno - mgły już prawie nie było.
"Moje włosy zmieniają kolor i mgła już prawie też nie ma z rana! No naprawdę, kurwa" - Zdenerwowanie źle na mnie działa. Poszłam do salonu, a oczywiście ruda małpa spała, a Demon na nim. Nie chciało mi się ich budzić, więc ich tak zostawiłam i zrobiłam sobie kanapkę, trzaskałam, że trupa bym obudziła, a ci nic.
"Śpią jak kamienie. Dobrze wiedzieć" - pomyślałam i uśmiechnęłam się szatańsko na pewien pomysł. Poszłam do łazienki, nalałam wody do wiadro i poszłam do salonu, przecież trzeba to odkazić. Podeszłam na palcach, odgarnęłam włosy Kastielowi, że woda wlała mu się do oczu i BUM. Kastiel cały mokry.
- Ty się chyba po ostatnim razie nie nauczyłaś - popatrzył na mnie takim morderczym wzrokiem, że aż trochę się przestraszyłam o swoje życie.
- Nie patrz się tak na mnie! Trzaskałam szafkami, żeby was obudzić, a wy nic! A nic innego do głowy mi nie przyszło.
- Trzeba było ruszyć tą swoją białą główkę.
- A ty możesz chodzić wcześniej spać, to może by nie było takiego drastycznego budzenia, ruda małpo - wymamrotałam pod nosem.
- Slucham? - Spojrzał na mnie tym morderczym wzrokiem.
- Powiedziałam, że masz się na mnie tak nie patrzeć! - Krzyknęłam trochę piskliwie, nawet nie wiedziałam, że mam taki głos piskliwy.
- Matko boska, nie piszcz tak, bo mi uszy odpadną!
- To się tak na mnie nie patrz! - Patrzyłam mu w oczy tak samo jak on mi. A ja już presji nie wytrzymałam i kopłam go w czułe miejsce, zachichotałam i uciekłam do pokoju. Słyszałam, że wyje z bólu, ale nie zwracałam na to uwagi i przeszłam do łazienki, zamknęłam ją i zaczęłam się czesać. Potem umyłam zęby i wzięłam jeszcze szybki prysznic. Otworzyłam łazienkę i poszłam do pokoju. Ubrałam się z czarną bluzkę z zielonym napisem "Po co być normalnym?", spodnie (oczywiście, że czarne XD) i czarne skarpetki. Otworzyłam pokój, rozejrzałam się, kiedy stwierdziłam, że Kastiela nie ma wyszłam na dobre. Spokojnie przeszłam do kuchni, a potem do salonu.
"Kastiel chyba poszedł do domu" - pomyślałam i zawołałam Yuki, a ona do mnie przyszła. Włączyłam telewizję i nie minęło 5 minut i już się okazało, że Kastiel się schował. Zaczął mnie po prostu łaskotać, zabiję go.
- Przestań! Przecież wiesz, że ja tego nie cierpię! - Wykrzyczałam przez śmiech.
-To trzeba było mnie tak budzić i kopać?
- Przestań, bo już mnie wszystko boli!
- Nie - pochylił się nademną i możliwe, że go kopłam w twarz. Wstałam i podeszłam do niego, bo trochę opadł na ziemię. Dałam mu rękę na ramieniu, a on się odwrócił.
- Żyjesz? - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie, wiesz? Możesz mi już zacząć kopać grub.
- Wstawaj i siadaj na kanapie, zrobię ci zimny okład - ja wstałam i poszłam do kuchni, on jeszcze chwilę posiedział na podłodze i wstał. Ja mu robiłam okład z lodu, aż mnie objął w talii.
- Już cię szczęka nie boli? - Uśmiechnęłam się.
- Nie - obróciłam się i momentalnie pocałowałam Kasa, on odwzajemnił pocałunek, niech to szlag.
"Co ta ruda małpa ma w sobie? Może to, że jest trochę podobny do mnie" - myślałam i przerwaliśmy pocałunek, zabić tą rudą małpę.
- A tak właściwie, to widziałem wczoraj, że coś się stało poza tym, że nauczyciel się ciebie uczepił.
- Eh... Bo stało się, lata temu - spuściłam głowę.
- Co takiego się stało?
- A obiecujesz, że nikomu nie powiesz?
- No.
- Rodzice mi zginęli - powiedziałam krótko i nie miałam już ochoty o tym mówić. On mnie tylko przytulił, chyba ma podobną sytuację...
Rozdział 15
Kastiel tulił mnie przez pięć minut. Aż w końcu się odważyłam go spytać:
- Kas...
- No co jest? - Puścił mnie i przeszedł na bok.
- A z twoimi rodzicami co jest? - Spytałam niepewnie.
- Zapewne teraz siedzą we Włoszech i załatwiają jakieś sprawy - powiedział jakoś obojętnie.
- Aha...
- Coś jeszcze?
- Nie, nic, tylko to chciałam wiedzieć.
- Idziesz z psem na spacer?
- Matko! - Pobiegłam szybko po Yuki. Wzięłam po drodze smycz. Szybko ją znalazłam, przyczepiłam smycz i wyniosłam z mieszkania. Kastiel z Demonem czekali na nas przed budynkiem. Wyszłam zdyszana, ale miałam jeszcze tyle sił żeby biegać.
- Co taka zdyszana? - Uśmiechnął się szatańsko.
- Też byś tak wyglądał, ruda małpo - popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem.
- Ja nie bieam jak oszalały, bo mi się o psie zapomniało.
- Bo jesteś małpą? - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- A ty co? Święta? - Uśmiał się - Nigdy nie widziałem tak zwariowanej dziewczyny jak ty - pokazałam mu język. A on mi także i poszliśmy do parku. Jeden kosmyk miałam na ramieniu i widziałam, że mi trochę zabłyszczał, ale olałam to. Doszliśmy do parku i puściliśmy psy, a one pobiegły w ulubione miejsce. A ja poszłam do fontanny. Usiadłam na niej i patrzyłam na ludzi, większość nie zwracała na mnie uwagi, a na tych którzy na mnie dziwnie patrzyli, nie zwracałam uwagi. Zauważyłam, że Kastiel poszedł do kolegów, ale cały czas miał mnie na oku. Kiedy przestał mieć mnie na oku, zwołałam po cichu Yuki i wyszłam z parku. Poszłam w prawo, bo widziałam tam las. Popatrzyłam się jeszcze za siebie czy ta ruda małpa zauważyła moje zniknięcie. Oczywiście, że nie, więc poszłam w stronę lasu. Zrobiłam kilka kroków i zauważyłam piękną łąkę, schowaną wśród drzew. Przypominała mi moją kryjówkę z czasów dzieciństwa, kiedy jeszcze rodzice żyli, wtedy tylko oni o niej wiedzieli i nikt inny. Usiadłam na trawie i pobawiłam się z Yuki.
"Tu mnie nikt nigdy nie znajdzie, nawet ta ruda małpa, nikomu o tym nie powiem" - pomyślałam i uśmiechnęłam się. Tak długo się bawiłam z Yuki, że słońce już prawie zaszło, przypiełam ją do smyczy i wybiegłam z lasu. Przebiegałam obok parku, już nikogo tam prawie nie było, rozejrzałam się i pobiegłam dalej, do budynku. Zamknęłam drzwi i poszłam do mieszkania. Gdy weszłam, zdjęłam buty i odpięłam smycz od obroży Yuki. Poszłam do kuchni i dałam jej wodę i karmę. Sobie zrobiłam kanapkę z serem i papryką. Poszłam do salonu, postawiłam talerzyk na stoliku i poszłam do łazienki. Uczesałam włosy, bo były pełne kołtunów, przemyłam oczy i wróciłam do salonu. Włączyłam telewizję i położyłam się na kanapie i chyba potem usnęłam.
*SEN*
Moje ukochane miejsce, moja kryjówka, tyle tu się wypłakałam. A teraz, po śmierci rodziców, nie umiem nawet jednej łzy uronić! Rozjerzałam się po łące i poleciała mi jedna łza. Skuliłam się i przypomniałam sobie rodziców, jak wyglądali, jak reagowali na moje dziwne pomysły, jak się ze mną wygłupiali, pomagali, wspierali, doradzali, opowiadali jak to było za ich czasów... Wszystko co dobre, oraz te złe chwile. Wstałam i poszłam oprzeć się o drzewo. Opuściłam głowę i zaczęłam płakać. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu, to była moja ciocia.
- Ciocia? Skąd wiedziałaś, gdzie jestem?!
- Twoi rodzice mi powiedzieli przed śmiercią.
- O co chodzi?
- Droga Rose, wiesz, że mam zdolnoście paranormalne?
- Czyli?
- Hahaha, wybacz, umiem przewidywać przyszłość i to twoją - ciocia usiadła i pokazała, gdzie ja mam usiąść.
- Moją?
- Tak, twoją, ale przejdźmy do rzeczy. Chcę ci coś ważnego powiedzieć.
- Zamieniam się w słuch.
- Kiedyś zabłądzisz we mgle, tak tej, która się tu codziennie zjawia. Ale nie sama, zabłądzisz tam z chłopakiem.
- O matko...
- Haha, nie bój się. Polubisz go, a on ciebie, ale wracając - twoje włosy zmienią same barwę na białe. W twoim życiu pjawi się także mała suczka, którą nazwiesz Yuki. Gdy ona się zjawi, wraz z mgłą będzie pojawiał się również śnieg. Po kilku nocach, pójdziesz z tym chłopakiem fo parku i w pewnym momencie znikniesz mu z oczu. Odkryjesz miejsce podobne do tego, na jego widok przypomni ci się prawie wszystko. Ale pominimy to. Ah, zapomniałam! Kiedy zbłądzisz we mgle, odkryjesz, że masz magiczne zdolności, dzięki nimi będziesz mogła dojść spowrotem do domu, ale po miesiącu, wszystkie twoje zdolności się ujawnią. Będziesz musiała je przedewszystkim opanować, a potem pozbyć się tej mgły - twoja suczka Yuki ci pomoże. Tyle mam ci do przekazania. Nie możesz o tym pamiętać, więc usunę ci to z pamięci, dopóki, nie będziesz gotowa poznać tego. Przypomni ci się to kiedyś we śnie - ciocia dotknęła mnie dłonią rękę i zapomniałam o czym wcześniej mówiła i wróciłyśmy do domu.
*TERAŹNIEJSZOŚĆ*
Obudziłam się o pierwszej. Usiadłam na kanapie i wyłączyłam telewizję. Pomyślałam o tym śnie.
"To wszystko się sprawdza! Czyli ciocia miała rację. Chwila! Kiedy mija miesiąc od naszego pierwszego zgubienia?" - Wstałam z kanapy i podeszłam do kalendarza, przypomniałam sobie ten dzień i poszukałam za ile będzie równy miesiąc.
- Jeszcze tydzień - wyszeptałam i popatrzyłam na Yuki, nawet nie zauważyłam kiedy podrosła. Pogłaskałam ją i poszłam do pokoju, zwołałam ją i zamknęłam drzwi.
"Skoro ciocia miała rację to znaczy, że na mnie spoczywa odpowiedzialność pozbycia się mgły. Zapewne ja mam się pozbyć mgły a Yuki śniegu. Tylko, nawet jeśli te umiejętności się ujawnią to jak mam się tego pozbyć? Eh, ciocia mi wtedy nic konkretnego nie podała!" - ległam momentalnie na łóżku i zamknęłam oczy.
No piesio ^^
Rozdział 16
Nie poszłam dziś
do szkoły, ponieważ źle się czuję. Wstanie jeszcze o pierwszej i sen o tym, co
mi ciocia mówiła – przerosło mnie to.
Wstałam o dziesiątej, ale obudziłam o dziewiątej. Poszłam do łazienki,
umyłam zęby, uczesałam włosy i wróciłam do łóżka. Później przyszła do mnie
Yuki, więc wstałam, dałam jej wodę i karmę, a potem poszłam z powrotem do
łóżka, do trzynastej. Zadzwonił dzwonek
i musiałam się wyczołgać , otworzyłam drzwi i zobaczyłam Rozalię.
- Rozalia?
- Cześć, co się z
tobą dzieje?!
- Chora jestem, a
co?
- Przypomniało mi
się, że miałyśmy przeczytać tą książkę!
- To mi bardziej
przypomina pamiętnik. Wchodź – Rozalia weszła i usiadła na kanapie, a ja
poszłam do pokoju, po to coś. Wzięłam to do ręki i poszłam powolnie do salonu.
Usiadłam obok Rozalii i dałam jej tą zapewne ciekawą lekturę. Ona szybko to
wzięła i otworzyła. Nie było podpisane do kogo należy.
- A to dziwne.
Zwykle takie rzeczy, wręcz muszą mieć podpisane, do kogo należą!
- Ta żeby było
łatwiej rozgryźć czyje to? – Leżałam na kanapie i patrzyłam z pogardą na
Rozalię.
- Ale nawet jeśli
kto inny by to znalazł, na przykład na korytarzu i chciał oddać?
- To pierwsze co
zrobił, jakby nie widział podpisu, to by to przeczytał.
- No. Jak
znajdziemy właściciela, to trzeba go uświadomić o tym.
- Nie dowiemy się
czyje to. Nawet jeśli, to chcesz żyć?
- Ha?
- Wiem, kto
przesiaduje w szkolnej piwnicy i jeśli to się okaże własnością jednej z tych
osób, to zginiemy na miejscu i szkoła będzie miejscem zbrodni.
- Chyba nie
myślisz, że to tej rudej małpy!
- Owszem, sądzę.
I jeśli naprawdę to jego, i oddamy mu to oko w oko, to zginiemy na miejscu,
chyba, że zaczniemy uciekać.
- Nie, to nie
możliwe!
- Ta… Wmawiaj to
sobie.
- Nie ważne, ja
to mam zamiar przeczytać.
- To czytaj na
głos – Rozalia otworzyła ten dziennik (na to są różne nazwy, bo nie wiadomo, co
to jest) i patrzyła na to z wrażeniem.
- Tego nie da się
czytać!
- Hę?
- Mówię ci, że
tego po prostu nie da się przeczytać! Ktoś ma nie wyraźne pismo!
- Daj mi to! –
Wzięłam od Rozalii dziennik i popatrzyłam na to. Patrzyłam na to pięć minut i
już wiedziałam, że to nie jest nie wyraźne pismo, tylko jakiś szyfr albo coś.
- To nie jest nie
wyraźne pismo!
- Jak to? - Rozalia popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Już ci
tłumaczę. Ktoś nie chciał żeby ktoś poza nim mógł to przeczytać, więc wymyślił
sobie jakiś szyfr albo cokolwiek to jest. Zapewne przewidział, że ktoś będzie
chciał to przeczytać.
- No świetnie! –
Rozalia rozwaliła się na kanapie.
- Ale akurat
dobrze trafiłaś.
- W jakim sensie?
- A w takim, geniuszu,
że sama kiedyś miałam coś podobnego! Tylko pismo, faktycznie jest trochę mało
czytelne, ale litery poznaję, bo ja miałam identyczne!
- Czyli
rozszyfrujesz to?
- Może mi to
zająć dzień, dwa, ale raczej tak.
- A co jeśli
właściciel, już tego szuka?
- To mi się
nieźle oberwie, za czytanie tego.
- Czyli na mnie
nie zwalisz?
- A po co? Tobie
się mniej oberwie, bo to ja przeczytałam, nie ty – właśnie wtedy zadzwonił
dzwonek. Schowałam dziennik pod kanapę i poszłam otworzyć. W drzwiach ujrzałam
bliźniaków.
- Cześć Alexy,
hej Armin – powiedziałam przez ból brzucha, który mnie właśnie rozbolał.
- To na pewno ty?
– Zdziwił się Alexy.
- Tak, na pewno
ja. I nie myśleć, że zapomniałam o dziewczynie spod ciemnej gwiazdy.
- Tak to ty –
uśmiechnął się Armin.
- Wchodźcie. Nie
będę was trzy… - nie dokończyłam, ponieważ zemdlałam z bólu. Następnie
obudziłam się w szpitalu. Najpierw ujrzałam cienie, kontury a potem już
wszystko dobrze widziałam. Pierwszego, kogo zobaczyłam to Rozalia, która chyba
się o mnie najbardziej martwiła.
- Cześć -
uśmiechnęłam się lekko.
- Nie strasz
mnie, Rose! – Krzyknęła na mnie, ale nie aż tak żebym się przestraszyła.
- Myślisz, że
mogę, przewidzieć, iż zemdleję?
- Wybacz,
martwiłam się po prostu – uśmiechnęła się Roza.
- Długo byłam
nieprzytomna?
- 2 godziny.
- Hehe, ktoś
jeszcze tu jest?
- Chłopaki.
- Imiona, a nie
wymienisz mi płeć w liczbie mnogiej – popatrzyłam na nią chyba trochę dziwnie.
- Wybacz.
Praktycznie to wszyscy – Kentin, Lysio, ruda małpa, Armin, Alexy i Nataniel.
- Matko boska. Co
to zebranie w szpitalu, powiedz im, że jeszcze się nie obudziłam, albo, że
umarłam.
- Chyba wolę
pierwszą opcję.
- To idź, ja zamknę
oczy na wszelki wypadek – Rozalia wyszła a ja szybko zamknęłam oczy. Otwierałam,
co jakiś czas, żeby zobaczyć czy drzwi się nie otwierają. Nie otworzyły się,
więc otwarłam oczy. Słyszałam zza ściany rozmowę Rozy z chłopakami, a brzmiała
ona tak:
- Jeszcze się nie
obudziła.
- Matko, ile
można być nieprzytomnym przez ból brzucha? – Zapytali wszyscy naraz.
- Dwa dni.
- Zadzwoń jak się
obudzi – powiedział Nataniel i poszedł
- Dobra. A wy?
- Mnie się
nigdzie nie śpieszy – rzekł Lysander.
- Mieszkam sam –
powiedziała ruda małpa.
- A nam rodzice
powiedzieli, że możemy wrócić nawet i za tydzień – powiedzieli bliźniacy.
- A Ken, gdzie?
- Kentin, poszedł
dawno do domu.
- Coś czułam, że
się pierwszy złamie. Ja idę do niej, sprawdzić czy już wróciła do świata żywych
– potem zauważyłam jak Rozalia wchodzi. Patrzyłam na nią z uśmiechem.
- Nabrali się –
szepnęła.
- Wiem. Słyszałam
– uśmiechnęłam się.
- Powiedzieć im,
że już nie śpisz?
- Powiedz.
- Dobra, zaraz
wracam! – Wyszła i po pięciu minutach wróciła z chłopakami, ja udawałam ledwo
żyjącą.
- Cześć, chłopaki
– powiedział chrypliwie.
- Cześć –
powiedzieli razem, co to telepatia?
- Matko boska! Co
z Yuki?! – Usiadłam.
- Spokojnie! –
Krzyknęli dosłownie wszyscy nawet Rozalia.
- Jest i tej
rudej małpy z jej psem – powiedziała Rozalia.
- Jak mnie tak
będziecie więcej straszyć, to oberwiecie – uśmiechnęłam się.
- A niby, za co?
Ja nic nie zrobiłam! – Oburzyła się Roza.
- A czy ktoś tu
mówi, że coś zrobiłaś? Ja mówię ogólnie.
- Tak właściwie
to… - Rozalia przerwała i popatrzyła na chłopaków. Ruszała tylko ustami „Powiedzieć
im?”
- Haha, powiedz.
- O czym?
- O tym, że Rose
już dawno nie śpi, jak poszłam do was to już tu leżała sobie przytomna.
- I weź tu z tymi
babami żyj, człowieku – zdenerwował się Kastiel.
- A co z wami
lepiej? – Uśmiechnęłam się – Wcale nie jesteście lepsi od nas.
- My przynajmniej
takich numerów nie wykręcamy – powiedzieli bliźniacy. A potem wszedł lekarz.
- Dawno pacjenta
nie śpi?
- Od pół godziny?
Tak na oko.
- Widzę, że
wszystko dobrze. Jutro dopiero panią wypiszemy, bo zaraz zjawi się mgła.
- Dobrze – lekarz
wyszedł a ja popatrzyłam na przyjaciół.
- Nie macie
zamiaru wracać do domu?
- No ja i
Lysander musimy już iść, bo Leo będzie się na nas darł.
- Idźcie.
- Ej,
podwieziecie nas?
- Spoko, chodźcie
– wszyscy wyszli poza rudą małpą. Popatrzyłam na niego, a on odwrócił tylko
wzrok, czyżby miał zamiar omijać mojego wzroku?
- Co nie chcesz
spojrzeć mi w oczy? Boisz się czy co?
- Nie boję się.
- To, czemu na
mnie nie patrzysz?!
- Bo nie –
usiadłam i chciałam wstać, ale byłam zbyt zmęczona, ale za to, Kastiel
przysiadł się obok.
- Nie wstawaj.
Chyba, że chcesz tu leżeć przez najbliższe dwa dni.
- To nie unikaj
mojego wzroku!
- A co ja mam
obowiązek ci w oczy patrzeć?
- Wypadałoby! Po
tym wszystkim.
- Tak właściwie,
to gdzie wczoraj poszłaś?
- E… Ale o co ci
chodzi? – Spytałam niewinnie.
- Ty już dobrze
wiesz, o co mi chodzi.
- Daleko, a co
cię to?
- Przecież wiesz,
że tutaj jest niebezpiecznie o tej godzinie!
- Wiem, ale
przecież miałam Yuki, a to już jest dość duży pies!
- Eh, tobie coś
wytłumaczyć, to jak zwykłą papugę nauczyć mówić.
- No teraz trochę
przesadziłeś!
- Ah, tak?
- Ty chcesz mieć z
moją patelnią do czynienia?
- Nie masz jej
teraz przy sobie – uśmiechnął się szatańsko.
- Niestety, ale
jak będę mieć to ci obiecuję, że nią oberwiesz.
- Za to też? –
Nie dał mi odpowiedzieć, bo mnie pocałował, ruda małpa. Pocałunek trwał z 6
sekund, aż mi tlenu zabrakło.
- Tlenu chcesz
mnie pozbyć?!
- A ty mnie? –
Uśmiechnął się szatańsko.
- Nie przekręcaj
kota ogonem. Tak właściwie, to was wszystkich zawiadomiła Rozalia?
- Nie. Mi
powiedzieli bliźniacy. Lysandrowi i Natanielowi ona powiedziała. Kto powiedział
Kentinowi, nie mam zielonego pojęcia.
- Chyba rozumiem.
A jak się ma Yuki?
- Dobrze. Nie
narzeka na towarzystwo Demona.
- Ona nigdy na
jego towarzystwo nie narzeka – uśmiechnęłam się.
- No jakby nie
było, połóż się, bo się ciebie lekarz uczepi.
- Skąd wiesz?
- Bo nam mówił,
że jak się obudzisz, to masz nie wstawać i to mi się oberwie.
- Czyli bardziej
chronisz siebie przed ochrzanem – zrobiłam jak prosił, bo mi się też by
oberwało.
- Bardziej
chronię ciebie przed kolejnym zemdleniem, albo czymś podobnym.
- Zostajesz tu na
noc?
- Nie mam raczej
wyjścia. Mgła już jest – popatrzyłam na mgłę, zauważyłam, że gdy na nią patrzę,
włosy zaczynają mi lśnić, zupełnie jak wtedy, gdy szłam z Kastielem i Yuki na
spacer.
- Ty, czemu ci
znowu włosy lśnią?
- Jak to znowu? –
Zdziwiłam się.
- No jak wtedy,
gdy poszliśmy do parku.
- Wszystkie włosy
mi wtedy lśniły?! – Popatrzyłam na niego z przerażeniem.
- Nie, no skąd.
Tylko jeden kosmyk, który ty widziałaś.
- Dobrze
wiedzieć.
- Lśniły ci,
dlatego, że się we mnie zakochałaś, bo ci się mgła przypomniała?
- To drugie –
powiedziałam cicho.
- Przyznaj się,
że to pierwsze!
- Nie, bo to
nieprawda! – Zbliżył się do mnie i widziałam, co zamierza – Spróbuj, a
oberwiesz!
- To się przyznaj
dobrowolnie – uśmiechnął się szatańsko.
- Dobra, dobra,
zakochałam się w tobie, zadowolony, ruda małpo? – Wkurzyłam się.
- Żebyś
wiedziała.
- Zabiję cię
kiedyś.
- Wzajemnie.
- Śpisz na
krześle.
- Mogę nawet na
podłodze.
- To śpij –
poczochrałam o po włosach.
- A to, co to
było?
- Cicho, pieski
nie mówią.
- Ciebie chyba
naprawdę powaliło.
- Żebyś wiedział –
uśmiechnęłam się.
- I za to cię
lubię.
„Polubisz go, a
on ciebie” – pomyślałam – „Czyżby przez słowo „polubisz” miała wtedy ciocia na
myśli pokochasz? Przecież, ja się w nim… Chwila, co?! Jeszcze się mu to tego
przyznałam! Matko boska, mądra jestem.”
- O czymś
myślisz?
- O niczym.
- Ta… Jasne. Ty i
myślenie o niczym.
- A mam do ciebie
pytanie.
- Jeśli chodzi o
to, co do ciebie czuję, odpowiedz sobie sama.
- A jeśli,
pomyślę coś sprzecznego? – Uśmiechnęłam się.
- Mało
prawdopodobne.
- Oj, no! Powiedz
to na głos! Przecież jesteśmy sami! – Popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
- Kocham cię, zadowolona?
- Tak –
przytuliłam go i zaraz się odsunęłam – Wybacz, zapomniałam się.
- Nie szkodzi.
- Ale rozumiesz,
jedyni ludzie jacy mnie kochali to mama i tata, a teraz została mi tylko
ciocia.
- Rozumiem. Sam
przez to przechodzę.
- Czasem się
dziwię, jak mogłam się w tobie zakochać.
- A ja niby nie?
Myślisz, że ja wiem?
- Nie sądzę, ale
miło wiedzieć, że czujesz to samo.
- Dobra, idź
spać.
- Myślisz, że jak
spałam dwie godziny, to chce mi się teraz spać?!
- No, wyglądałaś
jak zombie.
- Ruda małpa.
- W twoich ustach
brzmi to jak komplement.
- To mój tekst!
- No i co?
- Złodziej, ruda
małpa, małpiszon.
- Masz mi tak tu
teraz wymieniać jak mnie lubisz nazywać?
- Tak, znalazło by
się tego, oj znalazło.
- Chyba wolę nie
wiedzieć. Czemu dzisiaj do szkoły nie poszłaś?
- Źle się rano
czułam. Obudziłam się o pierwszej, a potem znów usnęłam i nie miałam sił żeby
wstać do szkoły, poza tym jakbym się spóźniła, to bym nie chciała wysłuchiwać
nauczyciela, jaka to ja nie wychowana.
- Nie przejmuj
się nim, mi też tak na początku marudził, ale w końcu przestał.
- Może dlatego,
że już cię nawet nie zauważa, ale nieobecności to ci nie wpisuje.
- No to jest
dziwne. Nieobecności mi nie wpisuje, a jak robię nie wiadomo, co, to nic.
-Najwyraźniej
uznał, że już nie warto – uśmiechnęłam się.
- Chyba. Dobra,
ja idę spać – podszedł do mnie i mnie pocałował. Ja się położyłam a on usiadł i
zamknął oczy. Ja jeszcze chwilę się na niego popatrzyłam i sama usnęłam.
Rozdział 17
Obudziłam się o
dziesiątej, Kastiela już nie było, ale się nie dziwiłam. Ledwie zdążyłam
pozbierać mentalnie moje myśli, a tu już przyszła do mnie Roza. Uśmiechnęłam
się na jej widok.
- Cześć –
powiedziałam słabo.
- Hej, jak się
czujesz?
- Bywało gorzej.
- Dzisiaj zostaję
z tobą cały dzień!
- Ale jak to?
- No, tak, że
będę zajmować cały dzień – zaśmiała się Rozalia.
- Ratujcie mnie –
szepnęłam pod nosem, a potem przyszedł lekarz. Patrzyłam na niego trochę
przerażona, bo nie wiedziałam czy mnie na pewno puści do domu.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry,
jak się pani czuje?
- Dobrze, nawet –
powiedziałam cicho.
- To zaraz panią
wypiszemy – uśmiechnął się, ja także. Lekarz wyszedł a Roza do mnie podeszła.
- Słuchaj,
pamiętasz ten dziennik?
- Tak, trudno
zapomnieć.
- Zgadnij, czyje
to!
- Zapewne tej
rudej małpy, ale skąd wiesz?
- Tak to jego. Ma
się sposoby.
- Byłaś sprawdzić
w piwnicy.
- Skąd wiesz?
- A co? Tylko ja
jestem spod ciemnej gwiazdy?
- Dobra, tylko mu
się nie wygadaj.
- Żartujesz
sobie? – Popatrzyłam na nią morderczo – Ty chcesz żebym już sobie grób kopała?
- Haha, nie
zabije cię, ale może znienawidzi – wtedy właśnie wszedł ruda małpa, o której
była mowa.
- O kim mówicie?
– Spytał podejrzliwie.
- O nikim –
powiedziałyśmy jednocześnie.
- Czemu ja wam
nie wierzę?
- Bo ty nikomu
nie wierzysz? – Uśmiechnęłam się.
- Tak samo jak ty
– uśmiechnął się szatańsko.
- Wypraszam
sobie! Ufam wielu osobom.
- Już ci wierzę.
Dostałaś ten wypis?
- Jeszcze nie.
- Ale się ci
lekarze wleką.
- Mogę coś
powiedzieć? – Spytała Roza, kompletnie o niej zapomniałam!
- Wal.
- Od kiedy wy się
tak dogadujecie?
- Od nigdy –
powiedzieliśmy jednocześnie.
- Mnie nie
oszukasz. Wyduszę to z ciebie dzisiaj – uśmiechnęła się szatańsko. Wtedy wszedł
lekarz z moim wypisem.
- Proszę – podał
mi kartkę i wyszedł, popatrzyłam na Rozę żeby pomogła mi wstać. Wstała i podała
mi rękę, a ja się podparłam drugą. Po minucie byłam już na nogach. Pokazałam
Rozalii i Kastielowi, że mają iść przodem. Posłuchali się i wyszli, a ja zaraz
za nimi. Musieli czekać pół godziny, bo była długa kolejka.
~*Pół godziny
później*~
Załatwiłam
wszystko szybciej niż myślałam i zwołałam Rozę i Kasa. W samochodzie czekała na
mnie Yuki. Ledwie zdążyłam zamknąć drzwi, bo się na mnie rzuciła.
- No już Yuki!
Spokój! – Śmiałam się, bo Yuki mnie lizała. Uspokoiłam się i Yuki wraz ze mną.
Jechaliśmy 15 minut w grobowej ciszy, nie licząc tego jak się zaczynałam śmiać,
jak ostatnia idiotka. Wyszłam z
samochodu, a Yuki i Roza zaraz za mną. Kastiel odjechał, a my poszłyśmy do
mnie. Otworzyłam drzwi i weszłyśmy do środka, ja od razu skierowałam się do
kuchni.
- Chcesz kanapkę
z nutellą?
- A zrób mi,
głodna jestem – Roza rozsiadła się na kanapie, a ja po chwili się do niej
przysiadłam.
- To mów, co jest
pomiędzy tobą i Kasem!
- Mówię ci, że
nic!
- Uważaj, bo ci
uwierzę!
- No naprawdę!
- Wolisz po
dobroci czy po złości? – Roz spojrzała na mnie szatańsko.
- Po dobroci…
- To mów – po jej
głosie było słychać, że jest podekscytowana.
- Zakochałam się
w nim – powiedziałam po cichu.
- Nie
dosłyszałam, powtórz jeszcze raz – patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- Dobrze
słyszałaś – odwróciłam wzrok.
- W tej wrednej,
zdradliwej rudej małpie?!
- Nie, w świętym
Mikołaju.
- Wybacz, ale dla
mnie to nie realne!
- Amber też się w
nim kocha i co?
- Ale ona to
pusta blondynka, a ty jesteś mądra! I trochę siłą dorównujesz chłopaką.
- Wcale, że im
siłą nie dorównuję!
- Dorównujesz!
Przecież jak gramy w ręczną, to wszystkie dziewczyny, poza Kim się boją!
- Bo piłki nie
umiecie łapać – powiedziałam cicho.
- Dobra,
zeszłyśmy z tematu. Tylko uważaj żeby cię nie skrzywdził.
- Wat? Ty
myślisz, że ja z nim będę chodzić?! Z tą rudą małpą?! Żartujesz sobie.
Przeniosłaś gdzieś indziej ten dziennik?
- Nie, nadal tu
kwi – wskazała na miejsce pod kanapą. Ja po niego sięgnęłam, ale dzwonek
zadzwonił.
„No kurwa mać!
Kto jeszcze mi przeszkodzi?!” – Pomyślałam i poszłam wkurzona otworzyć te przeklęte
drzwi.
- Dakota?
- No hej, piękna –
wyszczerzył się.
- Ty chyba chcesz
stracić te swoje ząbki. Wynocha.
- Już mnie
wyganiasz?
- Albo grzecznie
pójdziesz, albo zadzwonię do swojego chłopaka.
- Dobra, już idę –
zamknęłam drzwi i odetchnęłam z ulgą. Siadłam z powrotem na kanapie, a Rozalia
się na mnie patrzyła ze zdziwieniem.
- No co?
- Mówiłaś, że
nigdy nie będziesz chodzić z tą rudą małpą, a co się okazuje?!
- Wat?! Bo to
prawda, musiałam przecież coś wymyślić. Chciałaś mieć Dakotę na głowie?
- Nie.
- No właśnie i
zapamiętaj: Nigdy, nie będę chodzić z tą małpą, choćby był ostatnim facetem na
ziemi.
- Ale jednak się
w nim zakochałaś. Czytamy to w końcu?
- Tak, podaj to –
Roza podała mi to coś, bo nie wiem nawet czy znając właściciela można to nazwać
pamiętnikiem. Otworzyłam na ostatnim wpisie i go przeczytałam.
- I co?
- Nie chcesz
wiedzieć.
- Powiedz! Proszę!
- „Zakochałem się
w niej! A przyrzekałem sobie, że nigdy tego nie zrobię! Jestem idiotą!”
- To tyle?!
- Reszta to
przekleństwa.
- Aż się dziwię,
że przyznał się do bycia idiotą, ale, w kim się zakochał?
- A co ja jestem?
Jasnowidz?
- Ty coś wiesz.
- Nie, jutro mu
to oddam.
- Ty chcesz
zginąć.
- Dam to gdzie
było! Jeszcze chcę trochę pożyć – Wtedy właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Zgadnijcie kogo zobaczyła w drzwiach *^*
Hehe, Kastiel nosi Su na plecach *^*
Rozdział 18
Wstałam, podeszłam do drzwi i ujrzałam w nich... Bliźniaków.
- Siema, właźcie - ja zawróciłam na kanapę, a chłopaki zamknęli drzwi.
- Uziemiona dzisiaj?
- No, niestety.
- A nie możesz wyjść nawet na spacer z psem?
- Mogę, ale jeśli będzie jej się coś działo inaczej - mam grzecznie siedzieć w domu - powiedziałam jak mała dziewczynka.
- Od kiedy ty grzeczna jesteś?
- Od wtedy, kiedy mi się wychodzić nie chce.
- No chodź, możemy wyjść, ale jeszcze coś się z psem stanie.
- Znając wasze szczęście do zwierząt, to chyba dam się wyciągnąć.
- Chłopaki was trzeba częściej ściągać - uśmiechnęła się Roza, a ja już byłam prawie ubrana. Sekundę później byłam już ubrana i popatrzyłam na Rozę i chłopaków.
- Idziemy?
- Już. Obyśmy nikogo nie spotkali.
- Boicie się tej rudej małpy i jej psa? - Uśmiechnęłam się.
- Nie, ale skąd wiesz o kim mówię?
- Jestę Jasnowidzę - uśmiechnęłam się lekko. Potem wyszliśmy, oczywiście z Yuki. Przez prawie całą drogę śmialiśmy się, a kiedy doszliśmy do parku, ja poszłam do fonatanny, a Roza i chłopaki gdzieś w swoją stronę.
~*ROZALIA*~
Zabrałam chłopaków, na jakąś ławeczkę, żeby Rose nie słyszała. Odczekałam chwilę, aż przejdą ludzie i zaczęłam:
- Słuchajcie, wiedzieliście, że Rose się zakochała? - Uśmiechnęłam się.
- Nie - powiedzieli zdziwieni.
- Zgadnijcie w kim - w moich głosie było słychać podekscytowanie.
- Skąd mamy wiedzieć? Tak w ogóle to nie umiesz trzymać języka za zębami? - Powiedział Armin.
- Umiem, ale wy musicie wiedzieć!
- Nie musimy, może Rose nie chciała, żeby ktoś poza nią to wiedział?
- To niby skąd ja wiem?
- Bo to na niej wymusiłaś, a ty jak się zaprzesz, to szkoda słów.
- Zakochałeś się w niej czy co, że nie chcesz wiedzieć kogo ona kocha?
- Ty chyba masz coś nie tak z głową - oburzył się Armin.
- Ha! Zakochałeś się w niej!
- Nie prawda!
- Właśnie, że tak! - I rozmowa się tak ciągła. W końcu on wygrał, ale ja wiem, że on się w niej podkochuje.
~*ROSE*~
Siedziałam przy fontannie, a ludzie się na mnie patrzyli. Zapomniałam, że mam białe włosy. Rozejrzałam się i szukałam wzrokiem Yuki.
"Bawi się z Demonem. To znaczy, że właściciel też tu jest, ale ja mądra jestem" - uśmiechnęłam się, a potem uśmiech zastąpiła obojętna mina. Odwróciłam głowę w stronę wody. Przyglądałam się w niej i patrzyłam na włosy, kiedy zabłysły, wiedziałam, że ruda małpa się zbliża. Po minucie zobaczyłam go w wodzie.
- Cześć - powiedziałam cicho.
- Hej - przywitał się oschle, coś się stało.
- Co się stało?
- Co się miało stać?
- Ty się tak oschle nie witasz, w każdym razie ze mną. Co się stało?
- Moi rodzice jutro wracają.
- Wyjaśnij mi w czym leży problem. Miałam rodziców do 9 roku życia.
- Wracają, a więc muszę się zachowywać jak idealny synek rodziców. Myślisz, że to proste?
- Dla takiego buntownika, jest to trudniejsze, niż dla zwykłego chłopaka.
- Przez tydzień, w chałpie będę musiał zgrywać grzecznego chłopaka, który chodzi na lekcje i się nie spóźnia.
- A czepiają się braku dziewczyny?
- Czepiają i to od jakiegoś roku.
- I co? Którą namówisz, żeby udawała przed twoimi rodzicami, że jest twoją dziewczyną?
- Zobaczy się, albo powiem to co zwykle.
- Czyli?
- "Mam dziewczynę, ale nadal jej rodzice nie pozwalają"
- Myślisz, że i tym razem podziała?
- Nie. Muszę wymyślić coś innego.
- Powiedz, że nie chcesz narazie być w związku z żadną dziewczyną.
- Jak im to powiem, to sami zaczną mi szukać, a będą tu przez tydzień.
- Jeśli chcesz, to ja mogę udawać, ale pamiętaj, że to tylko na czas ich przyjazdu.
- Życie mi ratujesz.
- Będziesz miał u mnie dług.
- Kiedyś się spłaci.
- "Kiedyś" - czyli kiedy?
- Może za dwadzieścia lat - uśmiechnął się szatańsko.
- Za dwadzieścia lat, to se możesz. A tak w ogóle to mam do ciebie pytanie.
- Wal.
- Tylko mnie nie bij, ani nie wrzucaj do fonatanny.
- Postaram się.
- Naprawdę ci się podobam? - Spytałam ze strachem, po nim się mogę wszystkiego spodziewać.
- Co to za pytanie?
- Pytanie, jak pytanie dziewczyny. Odpowiadaj.
- Tak, szczęśliwa?
- Nie - uśmiechnęłam się.
- Baby... - Westchnął.
- Przynajmniej wiem, że mnie nie zabijesz, jak ci coś powiem.
- Mianowicie co?
- Roza znalazła twój "dziennik" w piwnicy. I jest ciekawa kogo kochasz, i jest zaskoczona, że przyznałeś się do bycia idiotą.
- Wat?! - Widziałam ten jego mord w oczach. Miałam ochotę mu walnąć, ale zanim zdążyłam to zrobić, on mnie wrzucił do fonatnny.
- Mówiłam, że Roza go znalazła, nie ja!
- Ale go przeczytałaś!
- A to już swoją drogą - mruknęłam.
- Zemszczę się.
- Będziesz miał okazję, kiedy twoi rodzice będą chcieli mnie poznać.
- Jutro masz mi go oddać. Przyjdę do ciebie po lekcjach - powiedział, zwołał Demona i poszedł. Ja wyszłam z fonatanny i potem przyszli Roza i chłopaki.
- Kastiel chce cię zabić - powiedziałam Rozie.
- Jutro nie przyjdę do szkoły, ale z dwóch powodów.
- Z jakich? - Zapytałam ja i bliźniaki. Roza podeszła do mnie i szepnęła mi na ucho: "Armin się w tobie zakochał" po tym zdaniu, doznałam szoku. Popatrzyłam na nic podejrzewającego Armina i uśmiechnęłam się.
- Idziemy? Zmęczona jestem.
- Dobra, do jutra!
- Odprowadzić cię? - Zapytał Armin.
- Pewnie - uśmiechnęłam sie, uroczo. Zwołałam Yuki i poszliśmy z Arminem pod moje mieszkanie. Kiedy chciałam się z nim pożegnać on mnie pocałował. Nie miałam sił, żeby go odepchnąć. Pocałunek trwał 10 sekund, a potem Armin poszedł bez słowa, a ja zszokowana weszłam do mieszkania.
"UH! Czy ja zawsze muszę mieć podgórkę?! Kurwa jego mać!" - Ległam na kanapie i wydarłam się w poduszkę. Poszłam się przebrać, a że miałam kąpiel w fontannie, nie chciało mi się myć. Położyłam się na łóżku i zaczęłam mocno przeklinać na Armina i Kastiela. Mogę powiedzieć tylko tyle, że na początku powiedziałam: "Przeklinam dzień w którym spotkałam Kastiela i Armina" - dalej to tylko mocne przekleństwa. Potem usnęłam.
~OGŁOSZENIE PARAFIALNE~
Julka chyba mnie za to zabijesz, ale mam prawo nawet zrobić tak, że Rose całuje nawet Armin XD I mi powiedz którego wolisz, bo nie wiem którym cie drażnić C:
Rozdział 19
Następnego dnia obudziłam się o jedenstej, a że jest czwartek zrobiłam już sobie w głowie plan na jutro:
"A walić to! I tak nie mam ochoty iść do tej przeklętej szkoły" - wstałam i poszłam do kuchni. Popatrzyłam na kalendarz i przypomniałam sobie, że za kilka dni ujawnią się reszta moich mocy.
- Kurwa mać, czemu ja?! - Popatrzyłam chyba na przestraszoną Yuki. Nie dziwię się jej. Ostatnio za bardzo daję ponieść się emocjom. Otrząsnęłam się i wyjęłam z szafki talerzyk, pokroiłam chleb i wyjęłam szynkę. Dla Yuki wyjęłam karmę i nalałam jej wody. Po wczorajszym jeszcze się nie otrząsnęłam. Mam nadzieję, że nie zobaczę dzisiaj Armina... Poszłam do salonu i włączyłam telewziję, akurat leciała Legenda Korry - z nudów je obejrzałam. Kiedy bajka się skończyła poszłam do łazienki. Umyłam się, uczesałam włosy, umyłam zęby, przetarłam oczy, bo jeszcze same mi się zamykały. Poszlam do pokoju po jakieś łaszki i wróciłam do łazienki. Nie chciało mi się całego dnia przesiedzieć w domu, więc wyszłam z domu, na spacer z Yuki. Szłam powoli, a w każdym razie chciałam, bo Yuki mnie ciągła, ludzie na mnie patrzyli, bo czasem Yuki prawie mnie przewracała. Po 5 minutach byłyśmy na miesjcu, odczepiłam smycz od obroży i poszłam w swoje ulubione miejsce. Patrzyłam na ludzie chodzą w tą i spowrotem, całują się (o blee ;-;), patrzą na mnie ze zgrozą, aż w końcu do przysiadł się jakiś chłopak - nie znałam go nawet z widzenia.
- A pan nie powinien teraz siedzieć w szkole? - Zapytałam z nudów.
- A panienka? Nie powinna teraz siedzieć na nudnych lekcjach?
- Nie, bo ma wolne do jutra, a szanowny pan? - Uśmiechnęłam się, ale w duchu śmiałam się z nas jak głupia.
- Nie chciało mu się iść do szkoły. A zdradzi mi panienka swoje imię?
- Rose, a pan?
- Jack, szanowna panienka Rose powie mi który pies jest jej?
- Skąd, szanowny pan Jack, wie, że mam psa?
- Bo cię widziałem z psem, ale nie wiem który to.
- To jak żeś na mnie patrzył, jak psa nie widziałeś?
- Skupiłem się na twarzy - uśmiechnął się, a ja mu język pokazałam. Potem wskazałam na białą suczkę.
- Jak ją nazwałaś?
- Yuki.
- Co to znaczy?
- Śnieg.
- Aha - odwrócił wzrok w stronę wejścia.
- A ty masz psa?
- Tak i właśnie bawi się z twoją suczką.
- Ona się bawi z każdym psem, którego pozna, więc - uśmiechnęłam się. Zerknęłam na chwilę na chłopaka i zauważyłam, że ma czarne włosy (wczesna jestem, c'nie? XD), niebieskie oczy i bladą cerę, coś na moje podobieństwo, tylko włosy mógłby przefarbować.
- Często bywasz w parku?
- Tak, a ty?
- Codziennie, ale o różnych porach.
- To zależy jak się obudzisz?
- No, chyba raczej - uśmiechnęłam się i przejrzałam w wodzie. On także spojrzał, ale zauważyłam, że w moją stronę. Nie wiedziałam co robić, więc patrzyłam tak w wodę i kiedy zauważyłam rumieńce na twarzy odwróciłam się.
- Rumieńców się wstydzisz?
- Nie. Po prostu nie chce mi się gapić cały czas w wodę.
- Ta, jasne. Słuchaj, chodzisz do Liceum Słodki Amoris?
- Ta, trochę głupia nazwa, co nie?
- No.
- Tak właściwie to czemu chcesz to wiedzieć?
- No, bo od poniedziałku będę tam chodził.
- Mogę cię oprowadzić, jeśli chcesz - uśmiechnęłam się.
- Dzięki, miło by było.
- To jutro ci tak wstępnie powiem o co chodzi? - Spytałam kiedy zobaczyłam Rozalię przy wejściu do parku.
- Dobra, o tej samej porze?
- Jak się obudzę - uśmiechnęłam się.
- To się obudź.
- Obudzę, obudzę. Nie bój się. Do jutra! - Wstałam i pobiegłam do Rozalii. Po drodze zabrałam ze sobą Yuki i pomachałam Jack'owi na pożegnanie. Rozalia, zaraz mnie pociągnęła za rękę.
- Kto to był?
- Znajomy - ma na imię Jack.
- Przystojny jest - powiedziała Roza, jak zwykle myśli o chłopakach.
- Przypominam ci, że masz chłopaka.
- Wiem, przecież, teraz szukam dla ciebie.
- Wat?! - Odskoczyłam trochę od niej i stanęłam jak wryta, choć świadoma.
- No co? Przyda ci się.
- Roza! Ja nie potrzebuję pomocy!
- Potrzebujesz! Poza tym chodź, już, bo zaraz on wyjdzie z praku - popatrzyłam się za siebie i zobaczyłam wychodzącego Jack'a, świetnie teraz będzie wiedział, gdzie mieszkam.
- Roza! Przecież zamknęłam drzwi to co mnie wleczesz, jak beze mnie nie otworzysz drzwi?
- No to otwieraj, chcę ci coś powiedzieć! - Otworzyłam drzwi i weszłyśmy do środka. Już liczyłam na normalny dzień. Rozalia weszła na kompa, a ja na chwilę wyszłam na korytarz, a tam Jack, śledzi mnie czy jak?
- Cześć.
- Hej, mieszkasz tu? - Spytał.
- No, a ty też będziesz mieszkać w tym budynku?
- Tak, naprzeciwko ciebie - uśmiechnął się.
- To super, to mnie obudzisz rano - również się uśmiechnęłam.
- Nie licz na to. Ja nie jestem budzikiem.
- A może jednak? - Popatrzyłam na niego, chyba dziwnymi oczami.
- A może nie? - Uśmiechnął się podobnie do mnie. To mój klon w męskiej wersji, czy jak?
- Dobra, muszę wrócić, do mojej koleżanki, bo nie wiem co mi tam zrobi. Do jutra.
- Jeszcze mnie dzisiaj zobaczysz - zdziwiłam się, ale uśmiechnęłam. Weszłam do środka i odetchnęłam.
"No świetnie, będę mieć go za sąsiada, mojego kolna w wersji męskiej" - Popatrzyłam na Rozę, jak patrzy na jakieś dziwne stronki.
- Na co ty paczysz?
- Na internet.
- Co to za stronka?
- Ciekawa. To chciałam ci powiedzieć, połowa chłopaków na to wchodzi.
- A wiesz to z...?
- Z mojego lapka, Lysio na tym był.
- A ty jako zawodowy szpieg, przejrzałaś historię, której on zapomniał usunąć.
- Bingo. Brawa dla tej pani! - Uśmiechnęłyśmy się.
- Ile jest godzin?
- Nie zdążę wrócić do domu, przed mgłą.
- Tak długo z nim gadałam?!
- Nie wiem, ale najwyraźniej tak.
- Matko, jak ten czas leci, a byłam świecie przekonana, że mineło 5 minut!
- To się myliłaś. Weź zrób coś do jedzenia.
- Może być chińska zupka?
- Dobra - poszłam do kuchni, wstawiłam wodę, pokruszyłam makaron z chińskiej zupki, dałam przypraw i po około 30 minutach zalałam wodą.
- Jedzenie!
- Już idę - Rozalia w sekundę znalazła się przy misce. Poszłam jeszcze do kuchni po łyżki i poszłam do Rozy.
- Smacznego.
- Dzięki, wzjamenie - uśmiechnęła się i zaczęłyśmy jeść. Ja szybko skończyłam i poszłam się myć. Rozalia potem także. Posiedziałyśmy jeszcze przed kompem i pogadałyśmy, a potem poszłyśmy spać. Przed zasnięciem, myślałam o Jack'u.
~*GŁOSZENIE PARAFIALNE (KOLEJNE)*~
Z powodu, że geniusz Paulinka straciła się w akcji, ustaliła, że jest czwartek XD Mam nadzieję, że nie jesteście źli, za takie zwroty akcji, niekiedy przekleństwa, pojawianie się nowych postaci itd, bo naprawdę się staram ^_^ A żeby też coś się działo, no to se dodałam Jack'a :3 Mam nadzieję, że się ubawiliście przy pierwszym spotkaniu Rose z Jack'iem ^^ Oj, przepraszam. Z szanowną panienką Rose i szanownym panem Jack'iem XD To tyle, pa pa ludki C:
Rozdział 20
Godzina ósma, dzień piątek, chęć wstawania - brak, aż ty nagle wskakuje Roza i każe mi wstawać. Patrzę na nią jakbym chciała ją zabić, a ona z przerażeniem.
- Czego kurwa o tej godzinie?
- Nie pamiętasz, że masz się spotkać z tym chłopakiem?
- Podsłuchiwałaś nas?
- Można tak powiedzieć, bo was było słychać.
- Jak się stoi przy drzwiach to się nie dziwię.
- Mogę iśćz tobą? Chcę go poznać!
- Mam mu opowiadać o szkole, bo będzie do nas chodził, zdążysz go poznać.
- Proszę! I tak o dwunastej muszę iść!
- Dobra, nie chce mi się iść, więc go zaproszę tutaj - powiedziałam z niechęcią i wstałam. Poszłam do łazienki, umyłam się, zęby, uczesałam te białe włosie, które rosną na mojej głowie i się ubrałam. Wyszłam z łazienki i poszłam zrobić śniadanie. Njapierw nasypałam karmy dla Yuki, a potem dla mnie i Rozy zrobiłam kanapki z serem oraz papryką. Poszłam do salonu, załączyłam telewizję i ziewnęłam. Zaczęłam jeść i skończyłam o jedenastej, a Roza siedziała przy kompie.
- Idę po niego.
- O jedenastej żeście się spotkali?
- No - uśmiechnęłam się i wyszłam. Wzięłam głęboki wdech i zapukałam do drzwi naprzeciwko, otworzył mi oczywiście Jack. Uśmiechnęłam się.
- Szanowny pan Jack, już ubrany?
- Szanowna panienka Rose, już nie śpi?
- Nie śpię od ósmej, a przyszłam, bo moja przyjaciółka chce cię poznać i zapraszam cię do mnie - uśmiechnęłam się.
- Dobra - uśmiechnął się, jak ja od samego początku rozmowy, to dowód, że to mój klon w wersji męskiej. Przeszliśmy dwa metry i otworzyłam drzwi, Roza oczywiście nas powitała, głównie Jack'a, bo ja znikłam na pięć minut.
- Roza to Jack, Jack poznaj Rozę.
- Rozalia, mów w pełnym imieniu - uśmiechnęła się.
- Jakoś zawsze ci mówię Roza i ci to nie przeszkadza - wkurzyłam się.
- Haha, bo nie przeszkadza, ale jak mnie przestawiasz to mów Rozalia.
- Dobra - przewróciłam oczami i poszłam na kanapę. Roza i Jack potem siedli obok mnie, tak, że wylądowałam na środku.
- To co chcesz wiedzieć na teamt szkoły?
- Najlepiej to wszystko, kto kim jest.
- Znając życie, najpierw spotkasz dyrektorę, jest nawet miła, ale jak coś ją wkurzy to nie radzę ci się do niej odzywać.
- Dobra, kumam, kto dalej?
- Nataniel - powiedziała za mnie Roza.
- Już ci wyjaśniam: Nataniel to główny gospodarz naszej szkoły. Będzie cu oczywiście musiał przejrzeć papierki.
- Dobra, rozumiem.
- Potem spotkasz rudą małpę - uśmiechnęłam się.
- Kogo?
- Kastiela, nie przyjemny typek. Nie radzę go złościć, bo cię może zabić - zaśmiałam się trochę pod nosem.
- Kumam, a gdzie ich zwykle znajdę?
- Oj, wybacz. Nataniela spotkasz w pokoju gospodarzy, Kastiela na dziedzińcu, bądź w parku, bo najczęściej, albo się spóźnia, albo idzie na wagary.
- Spoko.
- Jeszcze jest Lysander, Armin, Alexy i Kentin, ale oni są w porzo.
- A coś więcej, szanowna panienka Rose, raczy mi o nich powiedzieć?
- Haha, Armin to typowy maniak. Nie wiem czy opuszcza klasę B i swoją konsolę. Ale miły jest. Alexy to brat bliźniak Armina, kompletne jego przeciwieństwo, moża poza wyglądem, ale z twarzy.
- W jakim sensie?
- Armin ma czarne włosy i ciemniejszą stylówkę niż Alexy, on zaś ma niebieskie włosy i zwykle słuchawki - uśmiechnęłam się.
- Dalej.
- Lysander to młodszy brat chłopaka Rozy. Ubiera się w stylu wiktoriańskim i ma różne kolory tęczówek. Jedno oko ma zielone a drugie żółte, możesz go poznać po tym, bądź po ubraniu, ale bardziej w oczy rzuca się ubranie.
- Spoko.
- Teraz ostatni. Kentin, jest po szkole wojskowej, ale nie zmienił się za bardzo. Oczywiście przyzwyczaił się do stylu wojskowego, więc ma spodnie moro, i go po tym poznasz. Ty tyle na teamt chłopaków.
- Dobra, to teraz mi powiedzcie o dziewczynach.
- Rose, ja muszę iść. Powiedz mu! Pa - Pożegnałam się z Rozą i wróciłam do Jack'a.
- No zamieniam się w słuch.
- A więc co naszej klasy chodzą: Ja, Roza, Klementa, Kim, Melania, Violetta i Peggy.
- O sobie i Rozie nie musisz mówić, więc powiedz o Klemencie.
- Jest służącą Amber, powiem ci o niej za chwilę. Powie wszystko Amber czego się dowie, jeśli zrobimy coś przeciwko Amber, to tak jakbyśmy zrobili coś przeciwko niej.
- Dobra, powiedz o tej Amber.
- To wredna, blondynka która uważa się za królową i, że wszystko jej się należy. Jest siostrą Nataniela, więc chyba uważa, że wszystko co zrobi ujdzie jej płazem, bo jej braciszek będzie jej chronił.
- Rozumiem, dalej.
- Teraz czas na Kim, jest fajna, ale trochę podobna do chłopaków, lubi sport i w ogóle. Czasem mam ochotę jej przywalić, gdy mówi do mnie "mała" - Jack, zaczął się śmiać.
- Z czego się cieszy, szanowny pan Jack?
- Z szanownej pani Rose.
- Oberwie ci się.
- A niby czym? - I walłam go poduszką w łeb. Uśmiechnęłam się i chciałam mówić dalej, ale że Jack chciał się zemścić, musiałam uciekać.
- Chcesz wiedzieć o reszcie czy nie? - Stanęłam pod drzwiami pokoju i byłam gotowa żeby tam wejść i się zamknąć.
- Chcę.
- To chodź do pokoju - otworzyłam drzwi żeby wszedł, bo tam lepsza atmosfera. Zawołałam jeszcze Yuki, na wszelki wypadek. Usiadłam na łóżku.
- Teraz czas na Melanię. Pomaga czasem Natanielowi, przez co, ją także możesz spotkać w pokoju gospodarzy.
- Ok.
- Violettę, możesz spotkać w ogrodzie, ma ogromną teczkę z którą nigdy się nie rozstaje oraz fioletowe włosy.
- Ile jeszcze?
- Ostatnia dziewczyna została. Jest nią Peggy.
- No.
- Jest szkolną reporterką, więc się lepiej nie pilnuj, bo ona cię obserwuje i wszystko znajdzie się w szkolnej gazetce.
- Rozumiem, czyli to szpieg i papla.
- Żebyś wiedział - uśmiechnęłam się.
- Ktoś jeszcze jest?
- Nie to wszyscy.
- I wszyscy chodzicie do jednej klasy?
- No, a ty zapewne wylądujesz razem z nami.
- Przynajmniej, będę znał ciebie i Rozę.
- Żebyś wiedział, możesz siąść przy mnie, bo Roza zwykle siedzi z Lysanderem.
- Spoko, mi to nawet pasuje.
- A co sprawiło, żeś tu przyjechał?
- Rodzice mnie ty wysłali, bo mieli mnie dosyć - uśmiechnął się.
- A ja ich straciłam - nie powiedziałam tego, tak smutno jak przy innych, przy nim powiedziałam to nawet z uśmiechem.
- Przykro mi.
- Nie szkodzi - uśmiechnęłam się i szturchnęłam go w ramię. A on popatrzył na mnie z uśmiechem.
- Biały to twój naturalny kolor włosów?
- Nie, naturalny to ciemny blond, ale przefarbowałam.
- Po co?
- Po jajco - uśmiechnęłam się, a on tak samo, dokładnie ten sam uśmiech.
- Możesz przestać, się uśmiechać jak ja? Bo pomyślę, że jesteś moim męskim klonem!
- Wat?
- To co usłyszałeś - popatrzyłam na niego morderczo, a on też, no wkurza mnie.
- Chcesz z poduszki?
- A ty? - Uśmiechnął się, a ja mu dałam poduszkę do obrony i go walłam. Potem on mnie, z czego wynikała wojna na poduszki i to z chłopakiem, aż dziwne. Kiedy skończyły się "pióra" w poduszce zaczęliśmy się z siebie śmiać. Popatrzyłam na zegarek, a tam dopiero trzynasta!
- Idziemy wyprowadzić psy?
- Ok, będę czekać na zwenątrz.
- Czekaj, idę z tobą! To mi zajmie chwilę!
- Wzięłam na szybko smycz przypiełam ją do obroży Yuki, ubrałam buty i zaczekałam na korytarzu, na Jack'a. Poszliśmy, popychając się trochę, ale i tak miło było. W parku nikogo nie spotkaliśmy. Siedzliśmy na fonatannie, a psy puściliśmy wolno. Ja patrzyłam na ludzi, a on nie wiem, za bardzo byłam zajęta patrzeniem na ludzi.
- Co tak na nich patrzysz?
- Hę?
- Patrzysz się na ludzi, jakbyś miała ochotę ich zabić i to z premetytacją.
- Wcale nie! Poza tym po to mam oczy!
- Oczy masz po to żeby się patrzyć, a nie patrzyć i myśleć żeby zabić ludzi! - Zaśmiałam się, bo się, bo nie wytrzymałam. On po chwili także zaczął się śmiać. Ja po chwili się uspokoiłam, a żeby jego uspokoić, wrzuciłam go do fonatanny.
- Ej! Co to było?!
- Wybudzanie z transu - uśmiechnęłam się.
- Zemszczę się.
- Kiedy? Za dwadzieście lat?
- Nie, wcześniej, dużo wcześniej.
- Hehe, dobra. Ja idę.
- Czekaj pójdę z tobą - powiedział kiedy wychodził, ale szybko się wysuszył, bo jeszcze słońce świeciło. Po 20 minutach, wreszcie odpowiedziałam, bo chciałam poczekać aż wyschnie.
- Dobra - uśmiechnęłam się.
- Tak długo nad tym myślałaś?
- Nie, czekałam aż wyschniesz.
- Chodź - pokazałam ręką, że mam za nim iść, a co ja pies jestem?
- Idę, idę - w mojej głowie już roiło się od pomysłów, jaki by tu jeszcze mu żarcik zrobić. Po tym jak przeliśmy przez przejście wpadłam na pomysł.
- Ej, co tam jest?!
- Gdzie? - Odwrócił się, a ja go popchnęłam i uśmiechnęłam.
- Za tobą - wstał i popatrzył na mnie morderczo, jakoś nie chciało mi się uciekać tylko śmiać. Po chwili takiego stania, poszliśmy do domu, popychając się. Z trudem doszliśmy do domu, kiedy to prawie, żeśmy nie upadali. Zanim weszliśmy spytałam się go jeszcze:
- Wejdziesz jeszcze na chwilę?
- Dobra - otworzyłam drzwi i weszliśmy, kiedy zdjeliśmy buty siedliśmy na kanapie ogłoszono komunikat:
' UWAGA, UWAGA! DZISIAJ PROSIMY O NIE CHODZENIE DO SĄSIADÓW ANI WYCHODZENIE Z MIESZKAŃ OD GODZINY OSIEMNSTEJ! '
Spojrzałam na zegarek i widaniała na nim godzina osiemnasta jeden. Czyli Jack, zostaje u mnie na noc. On potem także popatrzył na zegarek, a potem na mnie. Uśmiechnął się szatańsko.
- Rozumiem, że chcesz się na mnie zemścić dzisiaj w nocy?
- Haha, tak - uśmiechnął się, a ja się przeraziłam.
- Czyli będzie trzeba zamknąć pokój - wstałam, a on mnie złapał, a niech go szlag! Dobry z niego aktor.
- Puść mnie! - Krzyczałam na niego.
- Nie - uśmiechnął się szatańsko.
- Puść mnie, bo pożałujesz - wkurzyłam się.
- A co mi zrobisz, jak nie puszczę?
- Zabiję - uśmiechnęłam się szatańsko.
- Uważaj, bo najwięcej zrobisz, związana.
- Masz zamiar mnie związać?! Wiesz jak to sie nazywa?!
- Wiem, a teraz się nie wierć.
- Będę - wymruczałam pod nosem.
- Bo będę zmuszony ci coś zrobić.
- A niby co?! - Przybliżył się do mnie i popatrzył w oczy. Trochę się wystraszyłam, bo nie umiałam nic odczytać z tych jego paczałek. Przybliżył twarz do mojej i oboje zrobliśmy ten sam ruch. Wyszło na to, że się pocałowaliśmy. Ten trwał wyjątkowo długo z 20 sekund. Odzajemniałam pocałunki, aż przestaliśmy. Popatrzyłam na niego, a on patrzył na mnie przepraszającym wzrokiem.
- Nie masz za co przepraszać, chyba, że za związanie - uśmiechnęłam się, a on mnie odwiązał. Ja poszłam się umyć i przebrać w piżamę. Spotkałam tam smutnego Jack'a, popatrzyłam na niego jak na zbitego psiaka. Podeszłam do niego i wziełam za rękę.
- Gdzie ty mnie zabierasz? - Spytał zdziwiony.
- Dowiesz się - zaprowadziłam go do mnie do pokoju i się położyłam spać, on tylko położył się za mną i mnie przytulił. Obróciłam się do niego twarzą i pocałowałam. Potem zamknęłam oczy. Przyśniła mi się ciocia.
~*SEN*~
Byłam w moim domu, a naprzeciwko mnie stała ciocia.
- Ciocia? Co ty tu robisz?
- Przyszłam ci powiedzieć, do czego będą służyć twoje moce.
- Zapomniałam o nich.
- Wiem i wiem też przez kogo.
- Hehe, zjawiłaś się tylko we śnie, czy to przyszłość?
- Zjawiłam się tylko we śnie.
- No to mów.
- Za kilka dni, twoje moce się ujawnią. Będziesz ich potrzebować to opanowani emocji.
- Hę?
- Już ci śpieszę z tłumaczeniem: Kiedy będziesz zdenerwowana, zestresowana lub coś, wszystko czego dotkniesz - poza ludźmi - zamieni się w lód. Zaś, gdy będziesz szczęśliwa, moce ujawnią się na twoje zawołanie, a gdy smutna, podobnie. Rzeczy pozbyć się mgły, będziesz musiałą być najspokojniejszą osobą na świecie. Bez uczuć.
- A co z miłością? Jej także mam się pozbyć?
- Nie! Przesadziłam mówiąc "bez uczuć". Musisz po prostu pozbyć się wszystkich złych emocji, a przywrócić dobre.
- Poradzę sobie - uśmiechnęłam się, a potem ciocia odeszła.
Koniec rozdziały 20 c: Mam nadzieję, że się podobał ^^
Eh, to tak tylko żeby wzbogacić waszą wyobraźnię: To Jack, tylko oczywiście ma niebieskie oczy XD
A to nasza Rose, po tym jak jej włosy wybielały XD Wcześnie wam ją pokazuję ^.^ Ale macie i się cieszcie XD
Rozdział 21 (Poważnie? XD)
Obudziły mnie psy, jakby nie było, bo oczywiście miałam jednego więcej. Przetarłam leniwe oczy i zobaczyłam siódmą dwadzieścia, a niech diabeł weźmie te psy do piekła i będzie spokój. Oczywiście kiedy chciałam się uwolnić nie mogłam, czy wszyscy muszą mieć taki niedźwiedzi uścisk?!
"Jack, ciesz się tylko, że mam wprawę, bo byś tak oberwał.." - nawet w myślach nie dokończyłam. Obróciłam się na drugi bok i ściepałam go z łóżka, spadł beze mnie. Pierwsze co zrobił to przetarł oczy.
- Myślałeś, że się nie uwolnię z niedźwiedziego uścisku?
- Nie wręcz przeciwnie, ale nie myślałem, że aż tak brutalnie.
- Celu święca środki (nie wiem czy dobrze napisałam, nie czepiać się >.<).
- Kolejny powód do zemsty.
- Jeszcze ich trochę uzbierasz - uśmiechnęłam się.
- To może lepiej z zemstą zacze... - Nie dokończył, ponieważ uslyszeliśmy łomot.
- Oj, oberwie się im - wstałam w łóżka i poszłam otworzyć drzwi, a tu BUM! Oba psy na mnie skoczyły i przewróciły. Popatrzyłam na Jack'a, że ma zabraż swojego kundla, ale zamiast to zrobić śmiał się tylko.
- Jeśli szanowny pan Jack, nie zdejmie swojego psa ze mnie to zarówno jak i on, to i pies ucierpi - popatrzyłam na niego, jakbym miała w oczach noże i chciała w niego je wbić.
- Jeśli szanowna panienka Rose, nie zrobi się milsza, to nie zdejmę z niej mojego psa - wtedy ściepałam psa Jack'a z siebie i poszłam w jego stronę. Mina mu zrzedła kiedy, zbliżałam się coraz bliżej z nożami w oczach.
- Powtórz, bo nie dosłyszłam - powiedziałam słodkim głosiekiem.
- Już nic - potem zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam sprawdzić kto to, ale jeszcze posłałam Jack'owi spojrzenie, że jeszcze tu wrócę. Spojrzałam przez wizjer (czy jakoś tak XD), a tam ruda małpa i Debra. (Teraz czas na wasze wiekie paczały - O.O) Jakoś mało mnie to obchodziło, wzięłam jego "dziennik" otworzyłam drzwi i mu go rzuciłam, a potem szybko zamknęłam na klucz. Spojrzałam jeszcze raz przez wizjer, już poszedł, i dobrze. Wróciłam do pokoju, a tam zastałam Jack'a głaszczącego Yuki i jego psa. Uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku.
- Kto to był?
- Ruda małpa.
- Co on tu robił?
- Kiedyś Roza znalazła jego dziennik, a że ja go miałam tutaj musiałam mu go oddać - uśmiechnęłam się.
- Ktoś jeszcze musi tu przyjść?
- Nie, chyba, że Roza, bo często mnie odwiedza - wtedy właśnie zadzwonił mój telefon.
- O wilku mowa - uśmiechnęłam się i odebrałam.
_______________________________________________________________________
Teraz uwaga to "-" Rose, a " ' " to Roza, kpw? XD
_______________________________________________________________________
- Halo?
' Cześć mogę do ciebie wpaść? '
- Jeszcze się pytasz?
' Będę za dziesięć minut. ' - Rozłączyłam się i spojrzałam na Jack'a. Ten jego uśmiech mnie denerwuje, bo to mój, złodziej jeden.
- Co się tak na mnie patrzysz?
- Złodziej.
- Nic ci nie ukradłem - uśmiechnął się, a uśmiech to co?
- Coś jakoś nie chce mi się wierzyć, że akurat uśmiechasz się jak ja - uśmiechnęłam się złośliwie.
- Trudno, to nie moja wina. Ja spotkałem wilu ludzi, którzy uśmiechali się jak ja.
- Bo ci uwierzę. Nikt nie śmieje się jak ja, bo ja mam akurat speceficzny uśmieszek, więc, albo ktoś próbuje, się do mnie upodobnić, albo to mój klon.
- Twój uśmiech, ma jakieś prawa autorskie czy jak?
- Te ty, wiesz, że to nawet fajny pomysł? - Uśmiechnęłam się.
- Ktoś ci już mówił, że jesteś dziwna?
- Nie, ale mówili, że jestem spod ciemnej gwiazdy.
- Hehe, mi też to kiedyś mówili.
- A teraz?
- A teraz, to mało kto na mnie zwraca uwagę - uśmiechnął się. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- To pewnie Roza - uśmiechnęłam się do niego i poszłam otworzyć. O mało co, nie wylądowałam na podłodze.
- Roza! Chcesz mnie zabić?!
- Wybacz - uśmiechnęła się.
- Mam gościa - szepnęłam cicho.
- Kogo? - Przwróciłam oczmi. Popatrzyłam na nią i zaprowadziłam do siebie. Jack, oczywiście powitał nas MOIM uśmiechem. Z każdym moim uśmiechem wykonanym przez niego wzbierała we mnie rządza mordu. Usiadłam na łóżku, Roza obok mnie, a Jack siedział grzecznie na krześle.
- Wiesz, że jutro impreza u... - Rozalia przerwała ja już wiem o kogo chodzi.
- O nie, nie! Ja tam nie idę! Poza tym był dziś u mnie z DEBRĄ.
- Wat the fak?! - Jack przyglądał się nam bacznie, aż nagle na niego spojrzałam.
- Co się paczysz tymi swoimi niebieskimi paczydełkami?
- Bo mogę - uśmiechął się szatańsko, no po prostu, nawet to ode mnie ściągnął. Potem zadzwonił jego telefon, on miał go tu cały czas przy sobie i ja nic o tym nie wiem?
- Idziemy podsłuchać o czym mówią? - Spytała cicho Roza.
- Dobra - szepnęłam cicho. Podeszłyśmy do drzwi, a że Jack, mówił na tyle głośno by było go słychać wiedziałyśmy o czym mówi. Z tego co wiem, to ma zamiar dzieś mnie zabrać.
- Aż się boję - szepnęłam cicho i usiadłam na łóżku, pokazałam Rozalii, że też ma usiąść. Po chwili wszedł Jack, z nawet wesołą miną.
- Kto to był? - Wyparzyłam.
- Kolega - do Rozalii przyszedł SMS.
- Od kogo? - Popatrzyłam na jej komórkę.
- Od Leo.
- Leć. Chociaż chwili spokoju z tymi telefonami.
- Dzięki, pa! - Przytuliłyśmy się i poszła. Popatrzyłam na Jack'a.
- A więc?
- Ha? - Spytał zdziwiony.
- Co chciał?
- Poznać cię.
- Wat? - Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- To co? Zgadzasz się?
- Dobra, nic do stracenia.
- Spoko, to ja pójdę do siebie się przebrać. Mogę zostawić tu Rasty'ego?
- Tak, przynajmniej Yuki, będzie mieć kolegę do towarzystwa - uśmiechnęłam się i wstałam. Pokazałam Jack'owi, że ma iść. Ja poszłam do łazienki, umyłam siebie i zęby, uczesałam włosy i poszłam się przebrać. Po 20 minutach byłam gotowa. Jack'a jeszcze nie było, więc postanowiłam zrobić sobie śniadanie oraz karmę i wodę dla psów. Zrobiłam kanapki i kiedy wyjmowałam karmę dla psiaków, akurat wszedł Jack.
- Twoja suczka też je lubi?
- Ha?
- No, chrupki dla psów.
- Ah, tak - uśmiechnęłam się, lekko zakłopotana. Wysypałam zwierzakom karmę i nalałam wody, a potem poszłam się ubierać. Po krótkiej chwili przyszedł Jack i paczył jak ubieram buty.
- Masz zamiar tak stać i patrzyć jak się ubieram?
- Tak - zaśmiał się pod nosem.
- Ktoś ci już mówił, że jesteś idiotą? - Spytałam go kiedy ubierałam skórzaną kurtkę.
- Nie jesteś pierwsza.
- Ale ostatnia też nie - uśmiechnęłam się. Potem wyszliśmy, a ja zamknęłam. Większość drogi przeszliśmy w ciszy. Aż w końcu odważyłam się spytać:
- Gdzie idziemy?
- Zaraz się dowiesz - powiedział tajemniczo.
- Mam się bać? - Zapytałam trochę przestraszona.
- Tak - uśmiechnął się, czyli nie. Pochodziliśmy jeszcze z 10 minut i stanęliśmy przed jakimś starym budynkiem. Już wiedziałam co się święci.
- Ja czekam tutaj - powiedziałam i włożyłam ręce do kieszeni.
- Tchórzysz? - Spytał z szatańskim uśmiechem.
- Nie, ale widziałeś tam kiedyś jaką kolwiek dziewczynę?
- Nie, więc ty będziesz pierwsza.
- Niech któryś mi coś zrobi, a nie ręczę za siebie, obiecuję ci to.
- A co zrobisz przeciwko trzydziestu chłopakom?
- Nie znasz mnie jeszcze - uśmiechnęłam się. Potem weszliśmy do budynku, czułam ich oczy na sobie, już by mnie chcieli zgwałcić, widziałam to po ich oczach. Po chwili stanęliśmy, ja włożyłam ręce do kieszeni i patrzyłam.
- Kai to Rose, Rose poznaj Kai'a.
- Cześć.
- Hej, miło poznać.
- Mi też - uśmiechnęłam się.
- Masz taki sam uśmiech jak Jack.
- Poprawka: on ma taki sam uśmiech jak ja.
- Ona się ze mną od wczoraj sprzecza - powiedział Jack.
- Nie sprzeczam się, po prostu, ściągasz ode mnie uśmiech.
- No widzisz, jaka to z nią rozmowa jest.
- Widzę - uśmiechnął się.
- Ale da się z nią wytrzymać.
- Z szanownym panen Jack'iem też się da, więc nie marudź na mnie - odwróciłam wzrok w stronę pokoju.
- "Szanowny pan Jack"? - Śmiał się Kai z Jack'a.
- A ona za to jest szanowną panienką Rose - Kai dalej się z nas śmiał, aż w końcu go walłam i się opamiętał.
- Chodźcie na dach - pomimo walnięcia, nadal się uśmiechał. Wchodziliśmy, wolno, bo się chłopaki z drzwiami siłowali, aż w końcu przy któryś z kolei nie dali już rady.
- Bardzo zależy wam na tych drzwiach?
- Nie - powiedzieli razem.
- Odsuńcie się, ofiary losu - podeszłam do drzwi i je kopnęłam, poleciały z wielkim hukiem. Odwróciłam się do nich i pokazałam, że mają prowadzić, ale, że byli stali jak wryci, sama poszłam na górę. Usiadłam na dachu i patrzyłam w horyzont, po chwili dołaczyli się do mnie także Kai i Jack. Uśmiechnęłam się na ich widok.
- Co tak długo?
- Szukaliśmy cię - odezwał się klon.
- Już wam wierzę.
- No weź się z nią dogadaj! - Jack chyba się trochę wkurzył.
- Idzie się ze mną dogadać, tylko ty nie wiesz jak.
- Trzeba być babą, żeby się z tobą dogadać.
- Nie prawda!
- Właśnie, że tak! - Spojrzałam na Kai'ego, jak się z nas śmieje, chciałam go zabić, ale Jack mnie uprzedził. Praktycznie prawie widziałam morderstwo przez śmiech gdybym, nie powstrzymała Jack'a.
- Jack! Co ty kurwa robisz?!
- Przeklinasz? - Oboje spytali zaskoczeni.
- Co w tym takiego dziwnego?
- Wszystkie dziewczyny jakie znamy, nie przeklinają.
- To pech.
- Poza tym poznałem Rose, która nie przeklina.
- Nie, ale poznałeś taką która mówi do chłopaka w swoim wieku "szanowny pan", więc przeklinać też może - uśmiechnęłam się, a potem zeszliśmy na dół. Ja szybko wyszłam, a Jack jeszcze chwile tam był. Z powodu, że chciałam wracać do domu, powiedziałam Jack'owi, że ja wracam i niech nie liczy na to, że będę czekać. Szłam szybko, bo była szenasta, a według komunikatu z wczoraj, od godziny osiemnastej nie można chodzić po budynku, więc musiałam się śpieszyć. Po pół godzinie dogonił mnie Jack.
- Co ci tak śpieszno? - Spytał zdyszany.
- Przecież po osiemnastej, do mieszkań nie wejdziemy.
- Jest pół godziny po szesnastej!
- No i co? Przecież u mnie jeszcze zwierzaki siedzą!
- O nich zapomniałem.
- Zapomina o własnym psu - strzeliłam pięknego face plama, ala Nataniel.
- A ten face plam, to twój czy ściągnięty?
- Ściąnięty od głównego gospodarza szkoły - uśmiechęłam się.
- Dobrze wiedzieć.
- Tylko w jego wykonaniu jest lepszy - chciało mi się tak śmiać, że o mało nie wylądowałam na ziemi.
- Uważaj.
- Boisz się o mnie? O dziewczyne które wam drzwi rozwaliła? - Zaśmiałam się.
- Tak właściwie to jak się ma twoja noga?
- A jak ma się mać? Nie boli mnie, wszystko dobrze.
- Na pewno?
- Jezu, co się teraz nagle taki opiekuńczy zrobiłeś?
- Nie mieszaj w to Jezusa.
- Matko boska.
- Ani matko boskiej.
- Apage sana spirytus sange - przewróciłam oczami.
- Co?
- Ha! Teraz mi nie możesz nic powiedzieć! - Uśmiechnęłam się zwycięsko. Szliśmy potem w ciszy, aż doszliśmy. Zajęło nam to dobrą godzinę. Kiedy doszliśmy spytałam się go:
- Wejdziesz? Robię dobre jedzenie - wtedy usłyszłam burczenie w jego żołądku.
- Chętnie - weszliśmy do środka, zdjęliśmy buty i kurtki, a potem przywitały nas psy. Potem poszłam do kuchni zrobić kolację. Wychodzi na to, że znów tu zostaje, no cóż.
- Co chcesz?
- Mięso.
- Mięnsojad.
- Chyba jak każdy chłopak - wyjęłam mięso i żeby szybciej się rozmroziło, potraktowałam je suszarką. Po 5 minutach było gotowe, potem wstawiłam wodę na makaron, posoliłam i poczekałam aż się zagoduje, a oczywiście Jack, siedział już przed kompem i gadał z jakimś kumplem. Kiedy woda sie zagrzała wzrzuciłam do niej makaron i zaczęłam robić mięso. Po godzinie wszystko było gotowe. Wyjęłam talerze i nałożyłam, a potem poszłam z tym do salonu. Zawróciłam po widelce i zwołałam Jack'a:
- Jack! Chodź na kolację! - Wstał i przyszedł zjeść.
- Smacznego.
- Życzy firma "Udław się" - uśmiechnęłam się pod nosem. Zjedliśmy w ciszy, potem odniosłam talerze i siadłam na kanapie. Włączyłam telewizję i skakałam po kanałach, po chwili przysiadł się do mnie Jack. W końcu stanęłam na "Listach do M.", więc Jack był skazany oglądać.
- Wiesz, że śpisz na kanapie?
- Wiem, a ty wiesz, że śpisz ze mną?
- Jesteś na moich warunkach - uśmiechnęłam się szatańsko.
- Chcesz znowu przeżyć to co wczoraj?
- Teraz wiem, co robić, żeby się uwolnić - uśmiechnęłam się. Wstałam i chciałam przejść do pokoju, a tu niespodzianka, siedzę na kanapie.
"Zabić" - w pierwszej chwili sobie pomyślałam. Potem Jack zbliżył się niebezpiecznie, a ja się odsunęłam.
- Nie próbuj.
- A co mi zrobisz? - Znów się przybliżył, a ja znowu się cofnęłam.
- Zabiję.
- Uważaj, bo ci uwierzę - przybliżył się, a ja zaś się cofłam, kanapa mi się zaraz skończy.
- Bo cię kopnę jak tamte drzwi - spojrzałam na niego z mordem.
- I tak mi nic nie zrobisz - powiedział, pewny siebie, a niech go szlag!
- Ty naprawdę chcesz skończyć jak te drzwi - uśmiechnęłam sie szatańsko. Chciałam go kopnąć, ale złapał mi nogę.
- Ej! To nie było czyste zagranie! - Krzyknęłam na niego.
- A co miałam się dać kopnąć?
- Tak! - Potem przybliżył się do mnie i bum. Historia z poprzedniego wieczora. Potem oczywiście w końcu mu pozwoliłam spać koło mnie, zaś przybrał minę zbitego psiaka.
Hehe, to tyle ^.^
Matko, nabijam się z tego zdjęcia XD
Rozdział 22
Następnego dnia obudziłam się o siódmej. Przetarłam oczy i zobaczyłam przed sobą Jack'a, a raczej jego nos. Odepchnęłam go trochę i wstałam, a ten nadal spał, no co za śpioch. Poszłam do łazienki, umyłam zęby i uczesałam się. Nalałam zimnej wody do wiadra i poszłam do pokoju. Popatrzyłam jeszcze jak Jack śpi i wylałam na niego wodę. On momentalnie wstał i popatrzył się na mnie morderczo.
- Witam w świecie żywych. Idź się do siebie ubrać, szkoła dzisiaj - uśmiechnęłam się.
- O matko - przewrócił oczami i poszedł do siebie wraz z psem. Ja jeszcze poszłam się umyć i spakować. Po dziesięciu minutach byłam gotowa i nasypałam dla Yuki karmy oraz nalałam wody. Popatrzyłam na kalendarz, dziś się moce ujawaniają, no cóż. Potem jeszcze usiadłam na kanapie i myślałam nad wszystkim. Zerknęłam na zegarek - siódma dwadzieścia pięć.
"Zacznę się powoli ubierać" - poszłam ubrać już buty i kurtkę. Wróciłam do salonu i wzięłam torbę. Potem wyszłam i zobaczyłam wychodzącego Jack'a, uśmiechnęłam się i poszliśmy. Przez całą drogę śmialiśmy się z siebie. Na dziedzińcu, zauważyłam rudą małpę, los chciał, że przechodziliśmy koło niego.
- Hej, Kazik - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Już sobie nowe przezwisko wymyśliłaś? - Uśmiechnął się jak to zwykle on.
- Hehe, nawet se to zapisuję, rudzielcu - poszłam z Jack'iem do szkoły i powitała nas dyra. Oczywiście "promiennym" uśmiechem.
- Witaj, Jack - oczywiście, na mnie uwagi nie zwróciła.
- Dzień dobry.
- Idź do pokoju gospodarzy, niech Nataniel przejrzy twoje dokumenty - poszła sobie. Podeszłam do Jack'iego i pokazałam mu pokój, gdzie jest Nat. Czekałam na niego na korytarzu, a w tym czasie przyszła Roza.
- Cześć, Roza.
- Hej, Rose. Jack już siedzi w pokoju gospodarzy?
- Ta, zapewne spotkał też Mel.
- Długo tam siedzi?
- Dwie minuty?
- Trochę to jeszcze potrwa.
- Nie - wskazałam na Jack'a, który właśnie wychodził z pokoju gospodarzy. Roza, mu pomachała.
- Czyli tylko dziewczyny tak długo przetrzymuje?! - Rozalia się trochę wkurzyła.
- Długo was trzymał? - Spytał Jack.
- Z pięć minut? - Uśmiechnęłam się.
- A to dziwne.
- Wiesz, płeć przeciwna - uśmiechnęłam się z nadzieją, że oboje mnie rozumieją.
- Ta... - Powiedzieli z tonem, po którym wiedziałam, że mnie rozumieją. Potem poszliśmy na klatkę schodową. Kiedy zadzwonił dzwonek poszliśmy na fizę. Na lekcji, nauczyciel poprosił, żeby Jack się przedstawił. Potem nauczyciel kazał Jack'owi usiąść z kimś, oczywiście wszystkie dziewczyny chciały żeby z nimi siedział, ale żeśmy wcześniej ustalili, że siedzi ze mną tak też było. Lekcja minęła spokojnie, potem poszliśmy w swoje strony. Następną lekcja była biola, na której takze siedziałam z Jack'iem. Nie było nic nowego, więc było łatwo. Biola minęła jeszcze szybciej niż fiza, zauważyłam, że Jack idzie w stronę dziedzińca, ale mało mnie to obchodziło, przecież to duży chłopiec. Wraz z Rozą poszłyśmy na korytarz główny, do sali A, jak zwykle była otwarta. Po pięciu minutach usłyszałyśmy krzyki i szybko wybiegłyśmy ze szkoły na dziedzińec. Oczywiście ktoś wszczął bójkę w której uczestniczył Jack i ruda małpa, a wokoł nich był tłum. Pobiegłam do nich i próbowałam rozdzielić, ale się nie udało, bo oboje mnie odepchnęli, wkurzyłam się, ale tego nie czułam. Potem jakoś dziwnie, ale obaj prawie oberwali lodem, a ja stałam przed nimi i patrzyłam morderczo.
- Jeszcze raz takie coś zrobicie, a mnie popamiętacie do końca swojego marnego żywota - potem wróciłam do szkoły, a tłum oraz Kas i Jack się na mnie patrzyli. Wraz z Rozą wróciłyśmy na lekcje. Potem cały dzień minął nam spokojnie. Po powrocie do domu, została mnie Yuki chcąca iść na spacer. Wzięłam smycz i przypięłam ją do obroży Yuki. Potem wyszłyśmy i po drodze spotkałam Jack'a, ani ja ani on się nie odezwaliśmy. W pięć minut doszłyśmy do parku i ją puściłam. Poszłam na fonatannę, a potem zauważyłam dwa znajome psy: Rasty'iego i Demona.
"Czy oni naprawdę chcą dziś oberwać mocniej?" - Przewróciłam oczami i zauważyłam, iż Jack, ma teraz limo pod okiem. Szybko mu wyskoczyło. Kastiel zresztą też. Wstałam i poszłam się przejść, no ba oczywiście, że przechodziłam obok tej dwójki wspomnianej wcześniej. Nie odzywaliśmy się do siebie po akcji w szkole, trudno. Ich wina. Po pół godzinie wróciłam do domu, ległam na łóżko i poszłam spać.
A teraz wyobraźcie sobie tą tu dziewczyne, wściekłą :3
Rozdział 23
Wstałam o siódmej, ledwo żyjąca. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę, Yuki wysypałam karmę. Gdy zjadłam kanapkę poszłam się umyć. Zajęło mi to dziesięć minut, potem umycie zębów i uczesanie włosów osiem minut. Kanapkę jadłam trzy minuty, więc do wyjścia zostało mi dziesięć długich minut.
"Jak ja dzisiaj w szkole przeżyję?" - Wstałam i zaczęłam się wooolno ubierać. Zajęłam sobie cały pozostały czas. Poszłam szybko po torbę i wyszłam. Oczywście, spotkałam Jack'a.
- Masz po prostu piękne limo - powiedziałam na powitanie i się uśmiechnęłam.
- Panienka Rose dzisiaj w dobrym humorze? - Zapytał mocno wkurzony.
- Trzeba było się w bójki nie wdawać to byś nie miał tego lima i bym się nie uczepiła - powiedziałam i poszłam. Po prostu chciałam go teraz zabić. Szybko doszłam do szkoły. Jakby nie było, oczywiście na dziedzińcu był Kastiel również mocno wkurzony, co im wczoraj do cholery odbiło? On także ma piękne limo.
- Fajne lima, żeście sobie nabili - rzuciłam, a on tylko spojrzał na mnie morderczo, a ja mu się odpłaciłam tym samym. Po wejściu do szkoły spotkałam Peggy, o matko jeszcze jej tu brakowało.
- Rose!
- Czego?
- Udzielisz mi krótkiego wywiadu na temat wczorajszego dnia?
- Nie licz na to, jak chcesz mieć wywiad to idź do uczestników bójki. Ja tylko ich rozdzieliłam.
- I zagroziłaś śmiercią.
- A to już swoją drogą. A jeśli chodzi o ten lód, to nie twój interes - ona poszła na dziedzińec. Poszłam na koniec korytarza i tam oczywiście bliźniaki i Nat, no zabiję ich, niech tylko coś palną.
- Hej, Rose - powiedzili wszyscy razem. Oby oni się wczorajszego dnia nie czepiali.
- Cześć chłopaki - uśmiechnęłam się.
- Jak tam po wczorajszym? - Nat, ukatrupię cię!
- Spoko - powiedziałam chyba z lekkim mordem w głosie. Potem poszli, bez słowa "Cześć", no zabiję ich. Potem poszłam na klatkę schodową. Oczywiście Lysander, on na pewno coś palnie.
- Hej, Rose.
- Siemka.
- Nie jesteś dziś w zbyt dobrym humorze? - Nie, no ależ oczywiście, że mam doskonały humor! Bo przecież nikt się mnie nie pyta o wczoraj -.-"
- Nie, no ależ oczywiście, że mam doskonały humor! - Powiedziałam ironicznie.
- Co się stało?
- Ech, wszyscy się o wczoraj pytają, a ty spróbuj zapytać, to was wszystkich ukatrupię.
- Spoko - poszedł i dobrze, bo by pożałował, że tu został. Zawróciłam na korytarz główny, no po prostu, szok, wszyskie dziewczyny i chłopaki, z wyłączeniem Rozy.
- Rose! Co to wczoraj było?!
- O co chodzi z tym lodem?! - Wszyscy krzyczeli tego typu podobne rzeczy, matko.
- MATKO BOSKA! DAJCIE MI SPOKÓJ! - Oczywiście przez wściekłość, której nie czułam, przede mną wyrosło coś z ostymi lodowymi kolcami. Wszyscy ucichli. Patrzyłam na nich morderczo i chciałam ich wszystkich posiatkować, albo zgotować im śmiertelne tortury.
- Jeszcze raz ktoś się odezwie na temat wczorajszego dnia, a go posiatkuje bez litości. Zrozumiano? - Popatrzyłam na nich, a oni tylko pokiwali głowami, że rozumieją. Jakoś "schowałam" to coś z kolacami z lodu i wszyscy się rozeszli. Potem zadzwonił dzwonek. Poszłam na lekcje. Dzisiaj były zadania przy tablicy, pan mnie nie wziął, ale to umiałam. To chyba przez wczorajszą akcję i dzisiejszą, ale co ja poradzę, że te debile mnie denerwują? Lekcja minęła spokojnie, zresztą jak wszystkie. Kiedy wyszłam ze szkoły zrobiła mi się zimno, ale to szybko przeszło. Ruszyłam w stronę domu i oczywiście, nie obyło się bez spotkań z ludźmi ze szkoły, no po prostu ukatrupię ich. Przed moim blokiem czekali bliźniacy, no dobra ich zniosę, ale i tak zapewne czekają na Jack'a, więc, ja sobie po prostu przejdę. Kiedy już miałam wchodzić oczywiście padło pytanie:
- Już się do nas nie odzywasz?
- Myślałam, że czekacie na Jack'a.
- Czekamy, ale to nie znaczy, że nie możesz się przywitać - wtedy wyszedł Jack, dzięki ci. Rzuciliśmy sobie tylko dziwne spojrzenie, potem ja weszłam, a on gdzieś poszedł z chłopakami. W mieszkaniu oczywiście czekała na mnie Yuki, ze smyczą w pysku. Wzięłam ją od niej i przypięłam jej do obroży. Wyszłyśmy, a na korytarzu spotkałyśmy chłopaków, ile razy ich dzisiaj jeszcze spotkam? No oczywiście, dzisiaj dzień widywania wszystkich po sto razy, oczywiście. Ruda małpa, Nat, Kentin i Lysander także szli do Jack'a, nie zwróciłam na nich znaczącej uwagi, ale nie obyło się bez popchnięcia, przez rudą małpę.
Doszłyśmy do parku, odpięłam smycz od obroży Yuki i siadłam na fonatannie, no ba, Kastiel i Jack, spacerują sobie z psami, no matko, zabiję ich dzisiaj. Przy wejściu jednemu i drugiemu rzuciłam mordercze spojrzenie, a oni mi także.
"To wy mnie śledzicie, nie ja was, to czemu wysyłacie mi takie spojrzenie? -.-" - Wstałam w fonatanny i poszłam się przejść po parku, Yuki szła grzecznie obok. Chyba dzisiaj mnie nie opuści już na krok. Dobry pies. Oczywiście spotkałam Irys, Mel i Kim.
"What the fak?" - Pomyślałam, kiedy koło nich przechodziłam. Jeszcze raz kogoś zobaczę, a jutro ich ukatrupię! Co to śledzą mnie czy jak?! Nigdy ich tutaj nie widziałam, w każdym razie nie wszystkich na raz. No, a przede mną kolejni, matko. Postanowiłam zawrócić do domu. Nie zapinałam już smyczy do obroży Yuki, po prostu poszłam, a ona za mną. Minęłam ich wszystkich, poza rudą małpą i szanownym panem Jack'iem, no ba! Stali pod blokiem. Przewróciłam oczami i poszłam, zanim zdążyłam przejść koło nich, oczywiście Jack złapał mnie za rękę, on po prostu już prosi się o śmierć.
- Masz się zamiar już do nas nie odzywać?
- Puść mnie, to ci powiem - nie zrobił tego, tylko bardziej zacisnął dłoń, no zabiję go.
- Odpowiedz.
- Wiesz, że możesz już kopać sobie grób?
- Nie odwracaj kota ogonem - co on taki spokojny? On chce śmierci, w piekelnych torturach.
- To mnie zostaw! Gdybyście się nie wdawali w tą idiotyczną bójkę, to bym dzisiaj miała święty spokój! I bym się do was odzywała, więc to wasza wina, a teraz mnie puść - spojrzałam na niego morderczo, ale zachowałam wewnętrzny spokój. Spojrzał na mnie tak samo, ale nie puścił.
- Idiotyczną bójkę?
- Tak, a teraz mnie kurwa puść - zrobił posłusznie to co chciałam, a ja poszłam z Yuki do mieszkania. Położyłam smycz na szafce i poszłam odrobić lekcje. Potem jeszcze usiadłam przed kompem. Oczywiście na fejsie spam, od ludzi ze szkoły, bo jak w rl, wiedzą, że ich ukatrupię to działają na necie. Potem poszłam się umyć i położyłam się, ale nie usnęłam. Potem usłyszłam dzownek do drzwi. Kto się o dwudziestej dobija do moich drzwi? Poszłam sprawdzić i zobaczyłam w nich Jack'a, chce abym go zabiła? *mina aniołka*
- Czego tu?
- Chcę coś wiedzieć. Mogę wejść?
- Wchodź - wszedł i stał przede mną. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Mogę wiedzieć, co miałaś na myśli mówiąc "idiotyczna bójka"?
- A to, że się bijecie, ledwo się poznając i nie wiadomo o co! Jakbyś inaczej nazwał taką bójkę?
- Heh, czyli ci nie powiedział.
- Ale kto?
- Kastiel, miał ci powiedzieć o co chodziło.
- A więc? Mogę wiedzieć? Czy mam czekać, aż któryś z łaskawych panów odważy się mi to powiedzieć?
- Poszło o ciebie.
- What the fak? - Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Nie patrz się tak na mnie.
- Mówiłam ci, że jestem idiotą?
- Nie.
- No to jesteś idiotą, żeby się o mnie bić.
- Heh, mówi się trudno - uśmiechnął się, no jeszcze jak ja.
- A już miałam nadzieję, że się przestawiłeś na inny uśmieszek - uśmiechnęłam się.
- Nie ma takiej opcji.
- A teraz ja mam pytanie.
- Wal.
- Co to kurwa za zbiorowisko, wokół naszego bloku?
- Skąd mam wiedzieć? Ja się tylko z chłopakami umówiłem.
- Wracaj do siebie - otworzyłam mu drzwi.
- Już mnie wyganiasz?
- Tak - poszedł w stronę otwartych drzwi, ale przed wyjściem, mnie pocałował.
- Nawet sobie nie myśl, że to coś zmieni! - Powiedziałam do niego i szybko zamknęłam drzwi. Potem poszłam spać.
Sorry, za taki krótki i trochę nudny rozdział :c XD Pa ;3
Nie, właśnie ich się bije, a dopiero potem całuje XD
Rozdział 24
Obudziłam się o
szóstej, zabiję ten wredny budzik. Wyczołgałam się z łóżka i zauważyłam, iż dzisiaj
chcę zabić tylko budzik, ale może po wczorajszym, będę mieć spokój? *mina z nadzieją XD* Poszłam do kuchni i
zrobiłam sobie kanapkę. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Przez ponad godzinę oglądałam kreskówki, a
potem Yuki dała o sobie znać, gdyż była głodna. Wstałam, nasypałam jej karmy i
nalałam wody i wróciłam na kanapę. Wyłączyłam TV i posiedziałam chwilę. Potem
wstałam i poszłam umyć zęby i uczesać włosy, ubrałam się i wróciłam na kanapę.
Na zegarku widniała siódma piętnaście, aż tu nagle ktoś dzwoni do drzwi, no ba,
nawet się do nich dobija. Podeszłam do
nich i otworzyłam, a tam Armin.
- Hej.
- Cześć.
- Co tam?
- Po, co żeś tu
przylazł?
- Przekazać ci
coś – zaczęłam się ubierać.
- No mów.
- Szkoła
organizuje koncert.
- I co ja mam z
tym wspólnego?
- Chcą abyś to ty
się wszystkim zajęła.
- Zespołem też?
- Nie, Kas i Lys
zagrają.
- Tyle dobrego –
mruknęłam pod nosem, kiedy brałam torbę.
- A kurtki nie
bierzesz?
- Nie, przeziębię
się i nie będę musiała tego robić – uśmiechnęłam się.
- Ta, a my
będziemy musieli cię przytargać do szkoły, bo dyry, nie obchodzi to czy jesteś
chora czy nie, ale masz to zrobić.
- Ona chce,
żebyście chodzili po prostu z pięknymi limami, które wykonałam ja –
uśmiechnęłam się.
- Nie wierzę, że
jesteś na tyle silna nawet w chorobie.
- To uwierz,
chyba, że chcesz się przekonać.
- Nie dzięki –
zamknęłam drzwi, a potem wyszedł Jack.
- Siema –
powiedział do Armina, spokój przynajmniej.
- Cześć - ja chciałam się wymknąć, ale Armin
oczywiście mi nie pozwolił.
- Ciesz się, że
dzisiaj mam dobry humor.
- Właśnie widzę –
uśmiechnęli się.
- Idziemy?
- No –
przewróciłam oczami i poszłam przodem, ale szybko mnie dogonili, gdy tylko
wyszliśmy. I tak sobie, szliśmy - ja
pośrodku, Jack po mojej lewej, a Armin prawej. Po chwili byliśmy niedaleko
szkoły, a na dziedzińcu była ruda małpa. Oczywiście chłopaki do niego poszli, a
ja skierowałam się do szkoły. Przed wejściem czekała na mnie Roza.
- Hej Roza.
- Cześć Rose.
- Coś się stało?
- Nie, dlaczego
miałoby się stać?
- Widzę po twoim
wyrazie twarzy. No powiedz, przyjmę wszystko.
- Skąd wiesz, że
to dotyczy ciebie?
- Intuicja.
Powiedz, nie bój się.
- No, bo widzisz…
- Nie chcesz się
już ze mną zadawać, bo się mnie boisz.
- Po pierwsze: Skąd
wiesz? Po drugie: Wybacz mi.
- Przyzwyczaiłam
się, znam tą śpiewkę, aż za dobrze. Nie szkodzi, rozumiem cię – pomachałam jej
i poszłam, a ona tam stała. Potem w końcu poszła. Nie chciało mi się płakać,
ani nic. Zła także nie byłam.
„Człowiek przyzwyczajony
nie poczuje już tego, co za pierwszym razem” – Pomyślałam, kiedy napotkałam
Alexy’ego.
- Hej, Rose.
- Cześć.
- Co tam?
- Straciłam
koleżankę, ale jakoś się nie smucę.
- Chodzi o
Rozalię?
- Tak, ale nie
mów nikomu.
- Spoko, ale
dlaczego się nie smucisz?
- Człowiek przyzwyczajony
nie poczuje już tego, co za pierwszym razem.
- Czyli to nie
twój pierwszy raz.
- Dobrze, że
rozumiesz – wtedy zadzwonił dzwonek. Poszliśmy na lekcje. Pierwszą mieliśmy
biolę, oczywiście pan szanowny pan Jack się nie zjawił. Nauczyciele mnie chyba
teraz nie będą brać do tablicy, te moce mają swoje dobre strony. Po lekcji,
poszłam do ogrodu, była tam Viola. Zajęta sobą, więc nie zwróciła na mnie
uwagi. Była przerwa obiadowa, więc czasu miałam dużo. Po chwili Viola się
ocknęła i na mnie spojrzała.
- Długo tu
jesteś?
- Od początku
przerwy?
- To, ja pójdę.
- Nie musisz.
- Ale ktoś tu
idzie – popatrzyłam tam, gdzie Viola wskazała głową.
- Dobrze, idź.
- Nie ma sprawy –
uśmiechnęła się lekko i poszła. Zaś przysiadł się Jack.
- Słucham.
- Ha?
- Wiem, że chcesz
mi coś powiedzieć. Słucham.
- A po co? Jak
zapewne wiesz, o co chodzi?
- No właśnie nie
wiem.
- Czyli jestem
dla ciebie zagadką? – Uśmiechnął się szatańsko.
- Domyśl się –
odwróciłam wzrok i inną stronę. A on coś mi dał na nogi, popatrzyłam na niego.
Nie zwrócił na mnie uwagi, tylko sobie coś nucił. Dał mi jakieś pudełeczko,
którego nie chciałam otwierać przy nim.
- Czemu nie
otworzysz?
- Otworzę w domu,
chyba, że bardzo ci zależy, żebym to teraz otworzyła.
- Nie zależy mi,
aż tak.
- Dogadać się z
wami to cud – wstałam i poszłam do szkoły.
- A ty gdzie?
- Do szkoły, za
chwile się przerwa kończy – uśmiechnęłam się. Powoli poszłam, ale po drodze
spotkałam rudą małpę, jeden jedyny, który się dzisiaj do mnie nie odezwał. Dzięki
ci Boże. Weszłam do szkoły i poszłam pod klasę. Popatrzyłam na to pudełeczko.
Ciekawie wygląda. Zadzwonił dzwonek i schowałam pudełko. Wszystkie lekcje
minęły w miarę szybko, gdy szłam do domu, ciekawość zjadała mnie od środka. Szybko doszłam do
domu i musiałam jeszcze wyprowadzić Yuki.
„Otworzę sobie to
później” – pomyślałam i zawołałam psa. Po drodze do parku spotkałam Jack’a.
Uśmiechnęłam się tylko i poszłam dalej. W parku siedziałam pół godziny. Już po
pięciu minutach chciałam wracać, ale nie zrobię tego Yuki. Kiedy ja już chciałam
wychodzić napotkałam Jack’a, nie odezwaliśmy się do siebie tylko spojrzeliśmy,
a ja potem poszłam do mieszkania. Yuki wręcz biegła, więc musiałam ją gonić,
ale dzięki niej szybciej dotarłam do mieszkania, otworzyłam drzwi i od razu
wzięłam do ręki pudełeczko. Chwilę myślałam, nad tym czy na pewno ją otworzyć.
Kiedy już miałam taki zamiar przeszkodził mi, mój dzwonek do drzwi. Wstałam
niechętnie z kanapy o poszłam otworzyć drzwi. A tam zakapturzona postać,
odskoczyłam od drzwi.
- Kim jesteś do
cholery?!
- Mam do ciebie
sprawę – nie poznałam po głosie, kto to jest?
- Najpierw
powiedz, kim jesteś!
- Powiem ci tylko
tyle, że jakbym chciał cię skrzywdzić to bym dawno to zrobił.
- A więc ty mnie
znasz, ale ja ciebie nie.
- Znasz mnie –
wtedy zdjął kaptur z głowy i ujrzałam znajomą twarz.
- Noah (czyt.:
Noa)?
- Nie, króliczek
wielkanocny – uśmiechnął się.
- Wchodź –
pokazałam mu rękę żeby wszedł.
- Najwyraźniej
nadal jesteś taka tchórzliwa.
- A wyobraź
sobie, że niedawno rozdzieliłam dwójkę bijących się chłopaków i groziłam im
śmiercią – uśmiechnęłam się, a on tylko na mnie spojrzał, wzrokiem, który
wyrażał śmiech.
- A tobie zostało
to, że mi nie wierzysz?
- Ja się nie
zmieniłem.
- Chcesz herbaty?
- Proszę –
poszłam do kuchni wstawić wodę, a potem wróciłam do Noah’a. Patrzył się na to
pudełeczko, które dostałam od Jack’a.
- To nie twoje.
- Od kogo to?
- Od kolegi.
Oddawaj, nawet nie wiem co tam jest – podał mi pudełeczko i najwyraźniej
czekał, aż je otworzę. Otworzyłam je i zobaczyłam bransoletkę z sercem. Była piękna, ale czemu mi to kupił?
- Od kolegi,
powiadasz?
- To jest od
kolegi! Tylko, on się we mnie zakochał.
- Zawsze miałaś
to powodzenie wśród chłopaków.
- Gadasz jak
baba.
- Zbyt wiele
czasu spędzonego z tobą.
- Ta, jasne.
Wmawiaj to sobie – poszłam do kuchni i zalałam herbaty. Poszłam z nimi do salonu, a potem wróciłam po
łyżeczki i cukier. Noah spojrzał na mnie, jak kiedyś, a ja mu tylko pokazałam
język.
- Już na ciebie
to nie działa?
- Chciałbyś, żeby
działało – uśmiechnęłam się.
- A wiesz, o co
poszło w tej bójce, o której mi mówiłaś?
- O mnie.
- Wat?
- Nie patrz się
tak. Myślisz, że jak jestem taka, jaka jestem to i adoratorów nie znajdę?
- Nie. Nawet u
nas miałaś nie jednego.
- I to mnie
najbardziej denerwuje.
- Ja by się tam
cieszył.
- Bo ty jesteś
facet, a ja baba, dwie inne gatunki społeczne.
- Ach, ty i te
twoje słowa.
- Cicho, inny
gatunku społeczny.
- Spadaj –
uśmiechnął się.
- A ty masz nadal
swoje adoratorki?
- To ja jakieś miałem?
– Oczy mu chyba chciały uciec.
- U mnie to
widzisz adoratorów, ale u siebie adoratorek to już nie widzisz.
- Haha,
żartowałem.
- A mówiłeś, żeś
się nie zmienił.
- Ja nic takiego
nie mówiłem.
- A może jednak,
tylko trochę.
- Śpiący jestem –
i sławne ziewnięcie Noah’a.
- Śpisz na
kanapie.
- Dobra, to sio. Chcę spać – przesunęłam się i dałam mu się położyć.
Wstałam i poszłam sama spać. Za dużo emocji, jak na jeden dzień, zbyt dużo.
Jeszcze poszłam się umyć i już na dobre poszłam spać.
A teraz dla ciekawskich
– Noah, to stary przyjaciel Rose XD Bardzo się lubili, aż Rose musiała
wyjechać. To tyle :3
I taka była taka ta bransoletka tylko było samo "Kocham cię" bez "mamo" XD
Rozdział 25
Obudziłam się o
siódmej. Wstałam i poszłam do salonu, a tam rozwalony Noah. Zaczęłam się śmiać,
ale oczywiście się nie obudził. Uspokoiłam się po pięciu minutach i
przewróciłam oczami. Podeszłam do kanapy i patrzyłam. Wyglądał tak śmiesznie i
jednocześnie uroczo, ale Yuki mnie wyręczyła. Momentalnie wstał i się na mnie
patrzył jak na kosmitkę, bo się nabijałam z niego.
- Co się tak
śmiejesz?
- Śmiałam, się tu
przez pięć minut i nic, a wystarczy, że Yuki na ciebie szczeknęła i już na
nogach! – Powiedziałam przez śmiech.
- Wat?
- O matko.
- No, co?
- Jednak się nie
zmieniłeś – uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni. On patrzył na mnie i się
chyba zastanawiał nad tym, co powiedziałam.
- Przypominasz mi
tych dwóch chłopaków, którzy się o mnie pobili.
- W czym?
- Charakterze,
zwracaniu się do mnie, tylko ci czarnych albo czerwonych włosów brakuje, a
szkoda. Przyprowadziłabym im klona identico! (Włoski :3)
- Sama się nim
stań – uśmiechnął się.
- Nie mogę, bo
jestem kobietą, a nie bezmózgowcem, jak wy – pokazałam mu język. Potem
zadzwonił dzwonek do drzwi, spojrzałam na niego szatańsko, a on się trochę
przestraszył. Jednak coś ich różni. Oni się mnie nie bali, a on tak. Poszłam do
drzwi i otworzyłam. Zobaczyłam w nich kogoś, kogo właśnie chciałam zobaczyć.
- Chodź
przedstawię cię komuś – powiedziałam szeptem i zaprowadziłam go to kuchni, stał
tam oczywiście Noah. Miny Jacka i Noah’a mnie powaliły.
- Jack poznaj
Noah, Noah poznaj Jacka! – Chciałaś się tak śmiać, że ledwie się
powstrzymywałam.
- To o nim mi
mówiłaś? – Odezwał się pierwszy Noah.
- Ta –
uśmiechnęłam się i spojrzałam na Jacka – Jack, poznaj swojego klona!
- Wat? –
Powiedzieli razem.
- Tylko kilka
rzeczy was różni.
- Coś poza
włosami? – Spytał Jack.
- To, że Noah się
boi, kiedy się uśmiechnę szatańsko, a ty mi się tym odpłacisz – uśmiechnęłam
się.
- Ja wiem, do
czego jesteś zdolna, do teraz czasem mnie ręka boli, po tym jak żeś mi ją
wykręciła.
- Wykręciłaś mu
rękę?
- Sam chciał! XD
- Nie prawda!
- Chciałeś i się
nie kłóć, ja idę się ubrać! – Pobiegłam do łazienki i szybko się umyłam,
chłopaki siedzieli przy stole i rozmawiali. Dobrze, że się dogadują. Chyba nie
za bardzo chciało im się przerywać rozmowę.
- Albo idziesz,
albo was tu zamykam i nie ma, że przyjdziesz na drugą lekcję.
- Dobra, już idę
– przewrócił oczami i poszedł, a do Noah’a się uśmiechnęłam. Wyszliśmy, a mi
się zrobiło zimno. Jack się na mnie popatrzył, ale nic nie zrobił, ani nie
powiedział. Szliśmy w ciszy przez całą drogę, dopiero pod szkołą się odezwał:
- Cześć.
- Nara – poszłam
do szkoły. Miałam spokój, poza spojrzeniami przerażenia. Ja się tylko do nich
uśmiechałam, ale wtedy jeszcze bardziej się bali. Kiedy doszłam pod klasę, bum
Alexy wziął mnie z zaskoczenia.
- Apage sanata
spirytus sange!
- Co? –
Uśmiechnął się Alexy.
- Czyli „matko
boska” po mojemu.
- Nie wiedziałem,
że da się ciebie przestraszyć.
- Chyba, tylko ty
się odważysz następnym razem – uśmiechnęłam się.
- Dlaczego?
- Boją się mnie,
ale jakoś się nie dziwię.
- My się ciebie
nie boimy.
- Ale innym dałam
powody – na mojej twarzy zawitał tylko lekki uśmieszek, a potem ktoś mnie
szturchnął.
- Czego?
- Chcę pogadać.
- Trzeba było
wtedy, kiedy miałeś okazję, a teraz cieszę się życiem, więc spadaj – pomachałam
mu i poszłam na klatkę schodową. Spotkałam tam grupkę dziewczyn, jakoś się mnie
nie bały. Uśmiechnęły się do mnie. Potem poszłam dalej, na korytarzu nadal się
mnie nie bali. Nie obchodziło mnie to jakoś. Wyszłam na dziedzińce, był tam
Armin i Lys. Dlaczego nie boją się mnie tylko chłopaki? Podeszłam do nich:
- Hej chłopaki.
- Matko! –
Wszyscy się przestraszyli, nawet Armin. Przewróciłam oczami i się uśmiechnęłam.
- Nie strasz tak.
- Tchórze z was.
- A ze szkoły to,
co? Święci są?
- Nie, gorsze
tchórze od was – uśmiechnęłam się i wtedy zadzwonił dzwonek, poszłam szybko na
lekcji, ale spóźniłam się minutkę. Nauczyciel nic mi nie powiedział, nawet jak
się słowem nie odezwałam, dziwne. Oczywiście dzięki mocy, nie biorą mnie do
tablicy, więc lekcje mijają szybciej. Przerwa była pięciominutowa, a że do
klasy idzie się dobre trzy minuty, to zostałam pod klasą. Dwie minuty szybko
zleciały i zaczęła się chemia x.x Wszyscy wchodzili do klasy jak na ścięcie, no
ba, dzisiaj pani pyta. No, ja mam spokój z tym, ale i tak wszystko umiałam.
Oczywiście cała lekcja, to było pół godzinne przepytywanie jednego ucznia,
który w końcu dostał dwóję. Na przerwie zaczepili mnie chłopaki.
- No, co?
- Chodź.
- Aż się boję –
poszłam za nimi z lekkim lękiem. Poszliśmy do pokoju gospodarzy, chłopaki lekko
uchylili drzwi, a tam Nat i Mel O.O Zrobiłam piękną focię, no ba, że geniusze
nie zauważyli. Pokazałam chłopakom to pikne zdjęcie, a oni się cicho zaśmiali.
Potem poszliśmy pod klasę. Śmialiśmy się całą drogę, miałam tą przyjemność
zobaczyć to, jako pierwsza dziewczyna w szkole. Potem lekcje mijały jeszcze
szybciej. W końcu upragniony ostatni dzwonek, wszyscy znikli w mniej niż pół
minuty, no rekordzik klaso. Wyszłam ze szkoły i spotkałam Nata.
- Siem.
- Cześć.
- Jak idzie z
Mel? – Uśmiechnęłam się szatańsko.
- Dob… CHWILA, CO?!
– I strzelił pięknego faceplama.
- Nie ważne. Pa –
pomachałam mu i szybko się ulotniłam. Szczęśliwa wróciłam do domu, gdzie czekał
na mnie Noah i Yuki. On sobie grzecznie siedział na kanapie i oglądał
telewizję. Widząc pilota wzięłam go i wyłączyłam mu TV.
- Ej!
- Nadal jesteś
taki wybuchowy?
- Nadal, włączaj
TV!
- Nie, idziemy z
Yuki na spacer.
- Dobra, będę
czekać na korytarzu – poszedł a ja zwołałam tylko Yuki, oczywiście, kiedy
wychodziłam Jack i Noah już sobie rozmawiali w najlepsze. Poszłam po cichu do
parku, a po dziesięciu minutach przyszli chłopaki, mocno zdziwieni. Podeszli do
mnie z takim samym wyrazem twarzy, jakim widziałam ich jeszcze przed dwoma
minutami.
- Klony
zdziwione?
- Spadaj.
- Noah, pokazać
ci coś?
- Ej, a ja też
mogę zobaczyć? – Odezwał się Jack.
- A no, racja ty
też żeś tego nie widział – uśmiechnęłam się i wyjęłam telefon i pokazałam im
zdjęcie.
- Czy to…?
- Tak, to Nat i
Mel.
- Nigdy, nie
posądziłbym tego chłopaka o takie rzeczy! O.O
- A myślisz, że
ja tak? – Uśmiechnęłam się, a Noah nie wiedział, o co chodzi.
- Za dużo
tłumaczenia, ale kiedyś ci powiem – prześcignął mnie Jack.
- Jutro sobota,
nie?
- Nom.
- W domu coś ci
pokaże – uśmiechnęłam się do Noah’a
- Dobra –
posiedzieliśmy jeszcze tak chwilę, a potem poszliśmy. Oczywiście, Jack się uparł
i chciał też popatrzeć , zamknęłam drzwi i poszłam do chłopaków. Skupiłam się i
wokół mnie już był krąg stworzony ze śniegu, oboje się patrzyli, jakby na
kosmitę. Potem usiadłam i musiałam ich szturchnąć żeby się ocknęli.
- I co?
- Super!
- Dzięki, mgła
się zbliża.
- Co?
- Mgła.
- Ah, zapomniałem
o niej.
- Już jest –
wstałam i podeszłam do okna.
- Wyczuwasz,
kiedy się zjawi?
- Tak, jakoś, ale
nie chcę o tym mówić. Idź do domu, albo tu zostań. Jak chcesz – poszłam do
łazienki i umyłam się, potem się przebrałam i zobaczyłam w salonie chłopaków
rozmawiających.
- Czyli
zostajesz.
- Idziesz spać?
Bo mamy zamiar obejrzeć horror.
- A co? Myślicie,
że się boję?
- Kiedy cię
ostatnio widziałem, to byłaś przerażona – ozwał się ten, co był odważny.
- A ty, to, co? Wcale
lepszy nie byłeś! Gdybym ci nie zakazała to byś ten horror wyłączył!
- Nie prawda.
- Ta męska duma –
przewróciłam oczami i usiadłam koło Jacka. Oczywiście z horroru nici, bo ci
dwaj nadawali jak katarynki. W końcu
postanowiłam ich uciszyć:
- Cicho! Przez
was horroru, nie obejrzałam!
- To my ci opowiemy
coś strasznego.
- Znacie Samarę
Morgan? – Spytałam ich.
- Kogo?
- Eh, wy nic nie
wiecie – przewróciłam oczami.
- A więc, cię
słuchamy!
- Od samych
narodzin Samary, matka jej nie cierpiała, była dla niej utrapieniem. Kiedy
dziewczyna miała siedem lat, matka wrzuciła ją do studni… Samara się utopiła,
podobno, potem nawiedzała swoją matkę, w snach.
- No i?
- Matka Samary
poszła do specjalistów, którzy poradzili jej, żeby w śnie przeprosiła za to
Samarę, ale ta powiedziała, że jej tego nigdy nie wybaczy. Skończyło się tym,
że matka się zabiła.
- Aha?
- I z tego, co
wiem, to Samary wychodzi z telewizora.
- To jest coś
podobnego do Krwawej Mery.
- Może, tylko
Mery wychodzi z lustra. Dobra, chłopaki. Ja idę spać, pa – obu ich pocałowałam
w policzek i pomachałam. Usnęłam momentalnie.
Rozdział 26
(Nareszcie ostatni ^^)
Obudziłam się o
ósmej. Wstałam i poszłam do salonu sprawdzić czy te dwa śpiochy jeszcze śpią.
No oczywiście, że spali.
„Znając życie
rozmawiali do piątej i potem usnęli. Zapewne jakbym ich teraz obudziła nie byliby
zdatni do czegokolwiek” – wzruszyłam ramionami i poszłam sobie zrobić kanapkę.
Zjadłam ją w kuchni, a potem obudził się Jack. Patrzył na mnie jak na kosmitę,
a potem się przysiadł.
- Szanowny pan
Jack się wyspał?
- Nie –
uśmiechnął się szatańsko, a potem obudził się Noah.
- Wy dzisiaj
gotujecie obiad.
- Ej, ale ja do
siebie muszę wracać!
- Spałeś tutaj, a
do siebie masz zaledwie kilka metrów, nic się nie stanie – uśmiechnęłam się i
poszłam ubrać. Kiedy wyszłam, chłopki oglądali sobie telewizję, kiedy
zobaczyli, że już wyszłam, pokazali, że mam siąść obok.
- Co oglądamy?
- A co chcesz?
- Brak pomysłów.
- To idź zrób
śniadanie, a my czegoś poszukamy – uśmiechnęli się jednocześnie.
- Chcielibyście –
chciałam zabrać pilota, ale że miał go Jack, a był trochę wyższy, uniósł rękę
wysoko. Posiedziałam chwilę i myślałam jak by mu tu odebrać pilota. W końcu
wpadłam na pomysł. Uśmiechnęłam się szatańsko i poszłam „zrobić” śniadanie.
Jack widząc, jak się oddalam, klepnął gdzieś pilot i oglądali wraz z Noah’em. Potem
wyszłam z kuchni i poszłam za chłopaków, mówiąc:
- Potrzebuję
czegoś – nie zwrócili na mnie uwagi. Podeszłam tam, gdzie rzekomo chciałam, a
potem, szłam w stronę chłopaków. Podeszłam do Jacka i zasłoniłam mu oczy.
- Ej, kto zgasił
światło? – Wzięłam pilot i odsłoniłam Jackowi oczy, on popatrzył na mnie
morderczo.
- A teraz sami
róbcie sobie śniadanie – uśmiechnęłam się szatańsko i usiadłam pomiędzy
chłopakami. Skakałam po kanałach szukając czegoś. W końcu chłopakom zaburczało
w brzuchach i poszli do kuchni zrobić sobie śniadanie. Ja potem również
wstałam, ale żeby zrobić herbaty. W ten sposób w mojej kuchni były trzy osoby.
Ja się szybko ulotniłam z kuchni i usiadłam na kanapie. Potem przyszła do mnie
Yuki. Musiałam znowu wstać i nasypać karmy dla Yuki. Kiedy nalałam jej również
wody, w końcu usiadłam na stałe na kanapie, a potem przysiedli się również Jack
i Noah.
- A więc? –
Spytał Noah.
- Co?
- Jesteście
razem? – Prawie zakrztusiłam się herbatą, a potem chciałam parsknąć śmiechem.
- Żartujesz
sobie? – Zaczęłam się potem śmiać, a Jack się do mnie przyłączył – Przecież ci
mówiłam, że to mój kolega!
- A zachowujecie
się jak para – uśmiechnął się.
- No cóż, tak
wyszło – uśmiechnęłam się. Trochę mnie pytanie Noah’a zdziwiło, ale rozumiem
go. Kiedy u niego była koleżanka i ja też, zadałam to samo pytanie, bo
zachowywali się tak jak ja teraz z Jackiem.
- Pamiętasz tą
moją koleżankę, która przyszła, wtedy, gdy ty zostałaś u mnie na noc?
- Jak mogłabym
zapomnieć?
- A mnie ktoś
uświadomi? – Spytał zaciekawiony Jack.
- Kiedyś,
zostałam na noc u Noah’a, a na następny dzień przyszła jego „koleżanka” i po
pewnym czasie jak zauważyłam jak się zachowują, spytałam dokładnie o to samo co
Noah – uśmiechnęłam się.
- I zgaduję, że
reakcja ta sama.
- No, ale po
tygodniu się przyznali, że są razem.
- Ona nalegała –
powiedział Noah.
- Czekaj, a jak
się nazywała?
- Camila.
- Przypomniałam
sobie, że także była jedną z twoich adoratorek.
- Ta, ale w końcu
postanowiła, że woli innego, ale wtedy nie układało się nam, więc za nią nie tęsknię.
- Ile ty ich
miałeś?
-Co? – Spytałam
zaciekawiona Jacka.
- Opowiadał mi o,
dwudziestu, ale o Camili nie wspomniał słowem.
- Zapomniałem.
- On miał całą
szkołę adoratorek! Wszystkie dziewczyny ze szkoły się w nim kochały! Poza mną
oczywiście – uśmiechnęłam się.
- O matko.
- A chodził tylko
z połową.
- Ale nawet jak
one zrywały to nadal mnie kochały, bo dostawałem te same liściki.
- Liściki
dostawałeś?
- Żebyś wiedział,
ja się zawsze nabijałam z niego.
- Nie ładnie się
śmiać z kolegi – zaśmialiśmy się, bo Jack udał teraz naszego wychowawcę.
- Dobra, co
robimy? – Spytałam chłopaków.
- Idziemy na
spacer? – Zaproponował Jack.
- Spoko – wstałam
i poszłam się ubierać. Chłopaki szybko do mnie dołączyli, a potem wyszliśmy,
oczywiście do parku, bo ja i Jack musieliśmy psy wyprowadzić. Po drodze
chłopaki śmiali się z czegoś, co wczoraj sobie mówili. Patrzyłam czasem na
Yuki, wydawała się smutna, jak na psa.
Doszliśmy do
parku, a Yuki biegła zaraz do swoich kolegów, a ja siadłam na fontannie.
Chłopaki gdzieś poszli, więc zostałam sama. Przy wejściu zobaczyłam rudą małpę,
tylko jego tu brakowało. Nie zwrócił na mnie uwagi, widocznie na kogoś czekał.
Mało mnie to interesowało, więc odwróciłam wzrok. Patrzyłam na ludzi, jak
chodzą, siadają, całują się (bleeee ;-;), chodzą w kółko, widocznie
zdenerwowani. Po krótkiej chwili gapienia się na ludzi przyszli chłopki.
Uśmiechnęłam się.
- I jak?
- A jak ma być?
Siedzę tu od pięciu minut i gapię się na ludzi.
- Czyli normalka
– zaśmiał się Noah.
- Wcale nie byłeś
lepszy – pokazałam mu język.
- Na, kogo czeka
Kas?
- Ruda małpa –
powiedziałam cicho.
- Dowiem się?
- Skąd mam
wiedzieć?
- O przyszła –
powiedział Noah. Razem z Jackiem popatrzyliśmy w tamtą stronę.
- Nie znam –
powiedziałam.
- Yuki szaleje w
najlepsze – zaśmiał się Jack, a potem dołączyłam się do niego. W końcu ktoś ochlapał
mnie wodą.
- Ej! Noah!
- Co ja? – Udawał
greka.
- Przecież dobrze
wiem, że to ty mnie ochlapałeś wodą!
- Znasz mnie za
dobrze – pokazał mi język, a ja mu też.
- Ile jest
godzin?
- Jeszcze mamy
kilka godzin do mgły.
- OK.
- Co robimy za
ten czas?
- Chodźcie,
pokaże wam coś! – Powiedziałam i wzięłam chłopaków za ręce. Yuki szybko
przybiegła do nas i szła z nami. Zaprowadziłam chłopaków do miejsca, które
znalazłam miesiąc temu. Zamurowało ich z wrażenia.
- Jak tu pięknie
– powiedział Noah.
- Wiem, miałam
kiedyś podobną w dzieciństwie – uśmiechnęłam się.
- Uśmiechnęłaś
się jak kiedyś – powiedział Noah, zapomniałam, że kiedyś miałam trochę inny
uśmiech.
- Poważnie? – Spytał
Jack.
- Żebyś wiedział.
- No, kto by
pomyślał – uśmiechnął się Jack.
- Chłopaki, mgła
się zbliża – powiedziałam i wzięłam ich szybko za ręce. Wręcz biegliśmy do
bloku, Yuki oczywiście była przed nami. Po 5 minutach byliśmy już u mnie. Popatrzyłam
przez okno, mgła już była, aż nagle coś mnie zakuło. Usiadłam na kanapę i
pomyślałam chwilę, potem szturchnęła mnie Yuki, jakby wiedziała, o co chodzi.
Podeszła do drzwi i pokazała, że chce wyjść.
- Chłopki,
bądźcie przy oknie, proszę.
- Dobrze –
podeszli do okna, a ja wyszłam. Kiedy wyszłam do mgły, przez pierwszą sekundę
nic nie widziałam, ale potem już tak, poszłam gdzieś na środek i usiadłam na
ziemi, a była zimna.
- Dobra, Rose
myśl, co by tu zrobić – powiedziałam do siebie, a potem zauważyłam, że świecą
mi się włosy. Potem stopniowo także miejsce w okolicach serce, także zaczęło
świecić na biało. Popatrzyłam na Yuki, cała się świeciła, a cały śnieg był
wokół niej i znikał, u mnie podobnie z mgłą. Dalej nic nie pamiętam.
Obudziłam się na swoim łóżku, za oknem, nie
było mgły. Wszyscy ludzie wyszli z domów i chodzili po ulicy. Potem wszedł do
mojego pokoju Jack.
- Hej –
uśmiechnęłam się.
- Chcesz usłyszeć
złe czy dobre wieści?
- Dobre.
- Brawo, dzięki
tobie nie ma mgły – uśmiechnął się blado.
- A zła?
- Yuki nie
przeżyła.
- Ona to
wiedziała.
- Co?
- Dzisiaj
zauważyłam, że jest jakoś smutna. Ona wiedziała, że umrze!
- Czarodziejski
pies, co? – Uśmiechnął się.
- Tak – zaśmiałam
się.
- Chodź, Noah
jest już na dworze.
- Już idę –
poszłam za nim, a na przywitanie Noah mnie przytulił.
_____________________________________________________________
To koniec tej książki :3 Mam nadzieję, że się wam podobała, bo się starałam ^>^ Pa :3
To jest jedno z moich ulubionych *u*


.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)












Jaki słodki Armin *w*
OdpowiedzUsuńChyba teraz na koniec rozdzały będę dawać jakieś obrazy *o*
OdpowiedzUsuń2 rozdziały *u* Paulinko talent. :* Kocham <33 :*
OdpowiedzUsuńCałkiem fajny artykuł.
OdpowiedzUsuń